Wampir – słowiańska specjalność? Od Zakonu Smoka do Drakuli

„Wieśniacy czosnek w wielkiej obfitości pojedli, a ku większej pewności wieńce sobie czosnkowe na szyjach pozawieszali. Niektórzy, osobliwie niewiasty, całe główki czosnku pozatykali, gdzie jeno mogli. Całe sioło czosnkiem śmierdziało horrendum, dumali tedy kmiecie, że w bezpieczności są i że nic im upir uczynić nie zdoła”.

Wampiry były znane w wielu kulturach na całym świecie. Imię Dracula nawiązuje do dawnego władcy Wołoszczyzny, który nabijał swoich przeciwników na pal. Do starej legendy nawiązał w 1897 roku Bram Stoker, tworząc literackiego Drakulę.

Ochrona antywampiryczna, jaką w opisany w „Ostatnim życzeniu” Andrzeja Sapkowskiego sposób zafundowali sobie mieszkańcy pewnej wsi, na nic im się zdała. A właściwie tylko ucieszyła wampira, który cieszył się z dobrego przyprawienia ludzkiego mięsiwa.

Niestety, z wampirami nie ma lekko. Gdyby było inaczej, rozprawiliby się z nimi już nasi dalecy przodkowie, tymczasem od tysięcy lat postaci o cechach wampira pojawiają się w różnych kulturach i mitologiach, dając antropologom wdzięczne pole do popisu i tworząc przy okazji jeden z nośnych popkulturowych mitów. Skąd wzięły się współczesne wyobrażenia wampirów?

Wampiryczna międzynarodówka

Sumeryjska tabliczka z II tysiąclecia p.Ch. - najstarszy wizerunek Lilith

Gdyby szukać najstarszych wzmianek o takich stworzeniach, trop zawiódłby nas do starożytnej Palestyny, gdzie nocne duchy, córki pierwszej żony Adama – Lilith, atakowały pogrążonych we śnie mężczyzn.

Cechy wampirów miały również wspomniane przez Arystofanesa Empuzy – zmiennokształtne, wysysające siły witalne kobiece demony, czy opisane przez Owidiusza strzygi, krążące nad niemowlęcymi kołyskami po to, by spijać dziecięcą krew.

Choć w kulturze anglosaskiej wampiry pojawiły się dość późno – około XII wieku, i prawdopodobnie rzeczywiście było to zasługą Słowian, to demony, które można utożsamiać z wampirami, istniały wcześniej w wielu różnych kulturach. Świetnie pisze o tym choćby prof. Claude Lecouteux w „Tajemniczej historii wampirów”, odnajdując wątki wampiryczne w wierzeniach ludów rozsianych po całej ziemi.

Smok, czyli Draco

Symbol Zakonu Smoka

Mimo to wiara w żywiące się krwią, nocne stworzenia rozpowszechniła się na przestrzeni wieków bardzo mocno w środkowej i wschodniej Europie. Dlaczego? Jak zwykle wszystko przez Krzyżaków. Zanim bowiem rycerze z czarnymi krzyżami na płaszczach osiedli nad Bałtykiem, przez krótki czas – na zaproszenie króla Węgier – zasiedlali Transylwanię, nazywaną również Siedmiogrodem.

Zobacz również: Cyfrowe dzieciaki odc. 1: Jak dzieci widzą technologie

Działali na tyle skutecznie, że postanowili uniezależnić się od Węgier. Węgierski król Andrzej II okazał się nie w ciemię bity. Zareagował szybko i zdecydowanie, pozbywając się zarazy z Transylwanii. Kuracja miała jednak efekty uboczne: razem z Krzyżakami Transylwania utraciła obrońców.

Rozwiązaniem okazał się Zakon Smoka gromadzący sojuszników króla Węgier. W tym doborowym towarzystwie znalazł się nie tylko król Aragonii i Neapolu, Alfons V, Władysław Jagiełło czy król Anglii, Henryk V, ale też próbujący władać pobliską krainą – Wołoszczyzną — Wład Diabeł. Czyli, jak nazywali go poddani, Vlad Dracul. Przydomek Vlada brzmiał jednak początkowo nieco inaczej: Draco, czyli smok.

Wynikało to z faktu, że Vlad należał do Zakonu Smoka, i nie miało początkowo negatywnego wydźwięku. Vlad nie należał jednak do najłagodniejszych władców, więc poddani zamiast Draco zaczęli z czasem wołać na niego Dracul, czyli diabeł.

Dracula, syn diabła

Vlad Dracula

To jednak nie Vlad Diabeł stał się prekursorem znanego nam Drakuli, ale jego syn, Vlad Țepeș, znany w Polsce również jako Wład Palownik. Wład nie miał lekkiego życia. Młodość spędził jako zakładnik w Turcji, a władzę zamiast odziedziczyć po tacie, musiał wydzierać z rąk zbuntowanych możnowładców, którzy poprzednio zabili mu ojca i brata.

Umiłowanie bliźniego Vlad Țepeș miał zapewne w genach, bo pokonawszy swoich wrogów, część nabił profilaktycznie na pale, a pozostałym zafundował 200-kilometrowy ultramaraton przez góry. Na mecie na zmęczonych zawodników czekał plac budowy. Musieli wznieść potężny zamek Poenari, który od tamtego czasu stał się siedzibą Vlada.

Późniejsze lata to okres ciągłych wojen – Vlad musiał zmierzyć się z przeciwnikami w swoim państwie, a jednocześnie cały czas bronić przed potężną Turcją. Nie miał wyboru: mógł być albo łagodny, albo skuteczny.

W walce z Turcją stosował wszelkie możliwe metody: wojnę partyzancką, broń biologiczną (podsyłanie wrogowi jeńców zarażonych wszelkimi możliwymi chorobami), rajdy niewielkich oddziałów przypominających dzisiejsze siły specjalne czy w końcu swój znak rozpoznawczy – nabijanie jeńców na pal, co dość skutecznie odbierało przeciwnikom chęć wojaczki.

Doszło do tego, że gdy w końcu sułtan Mehmed II wtargnął na Wołoszczyznę, szybko zarządził odwrót. Nie dość, że jego wygłodniała i wyniszczona taktyką spalonej ziemi armia była nieustannie nękana przez wojska Vlada, to jeszcze morale ostatecznie upadło na widok lasu pali – kilkukilometrowego szpaleru z nabitymi tureckimi jeńcami.

Mroczna legenda

Tak, według niemieckiego drzeworytu z XV wieku, miał ucztować Vlad Dracula

Nic zatem dziwnego, że Vlad zyskał z czasem przydomek Dracula – syn diabła. Byłoby jednak niesprawiedliwe oskarżanie go o nadmierne okrucieństwo. Z puntu widzenia racji stanu Dracula robił to, co musiał, a legenda opisująca go jako ogarniętego żądzą mordu szaleńca to efekt działań PR-owych jego przeciwników, publikujących liczne pamflety, w których Dracula jawił się jako łaknący ludzkiej krwi psychopata.

Pamflety, początkowo krążące głównie po Wołoszczyźnie i Transylwanii, po śmierci Vlada stały się popularne również m.in. w krajach niemieckich. Kilkaset lat później, w 1897 roku, do ponurej legendy sięgnął irlandzki pisarz Bram Stoker.

Opisany przez niego transylwański arystokrata – hrabia Drakula — ma już wszystkie cechy, jakie współczesna popkultura przypisuje wampirom. Śpi w dzień, w nocy poluje, może przybierać różne kształty, nie rzuca odbicia w lustrze, a na dodatek – poza krwią – nie potrzebuje jedzenia ani picia.

To właśnie ta postać — zlepek kilku starych legend, a przede wszystkim dzieło imaginacji jednego autora (wzorującego się jednak na wcześniejszej twórczości Johna Polidoriego) dała początek wampirom, jakie znamy współcześnie.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Nauka:

Superbakteria odporna na antybiotyki. Czeka nas zagłada? 10 najdziwniejszych fobii, z jakimi zmagają się ludzie "Przyszłość już była" - R.U. Sirius, legenda cyberpunku, specjalnie dla Gadżetomanii! Jaszczury, masoni i kosmici. Skąd się bierze wiara w spiski? Kto naprawdę zabił Kennedy’ego? Jak to się dzieje, że coś nam smakuje?