Drukarka Pirx 3D – wrażenia z testu i odpowiedzi na pytania Czytelników

Test drukarki Pirx3D już za mną. Miałem okazję przekonać się, jak w praktyce wygląda druk 3D i – czego wcale nie ukrywam – jestem tą technologią zafascynowany. Dostrzegam jednak również jej słabości. Jak działa drukowanie przestrzenne?

Ten artykuł ma 2 strony:

Pierwsze wrażenie

Drukarka, udostępniona przez firmę Pirx dotarła do mnie złożona, z wypoziomowanym stołem roboczym i prawie gotowa do działania. Jeśli ktoś spodziewa się kosmicznej technologii, na pierwszy rzut oka może być trochę zawiedziony – szkielet drukarki został wykonany z wycinanej laserowo sklejki, ale punktu widzenia użyteczności i kosztów produkcji to rozwiązanie bez zarzutu.

Aby rozpocząć pracę wystarczyło zamontować z tyłu szpulę filamentu – to materiał, służący jako budulec dla drukowanych przedmiotów. Filament ma formę grubego drutu z dość twardego plastiku i można go kupić w wielu sklepach internetowych. Cena waha się w przedziale 60–100 złotych za kilogram.

Do obsługi drukarki potrzebny jest uniwersalny, opensource’owy program Repetier Host, w którym – zgodnie z przesłaną przez Pirx instrukcją – musiałem wprowadzić kilka opcji konfiguracyjnych.

Modele z internetu

Następną czynnością było włączenie drukarki i ściągnięcie pierwszego modelu. W Internecie znajdziemy wiele stron, oferujących płatne lub darmowe modele – przykładem może być m.in. Thingiverse.com. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, jakość, szczegółowość i staranność wykonania projektów jest bardzo różna.

Tym, co zwróciło moją uwagę to ich charakterystyka – wśród niezliczonych modeli wyraźnie widać główne grupy: są to albo zabawki, jak różnego rodzaju figurki czy fantazyjne, cieszące oko kształty, albo dość wyspecjalizowane rozwiązania, jak np. obudowy do Raspberry Pi czy różnych części elektronicznych.

Moim zdaniem to właśnie ta druga grupa – choć mniej efektowna od np. misternej, ażurowej czaszki – pokazuje prawdziwą siłę druku 3D. Można tam znaleźć elementy, które ze względu na swoją niszowość prawdopodobnie nigdy nie doczekałyby się masowej produkcji albo byłyby bardzo drogie. Druk 3D rozwiązuje ten problem.

Zobacz również: Wideorecenzja: Sony VAIO YB

Druk 3D

Po ściągnięciu pliku z modelem trzeba przygotować go do druku. Służy do tego program, który zmienia opis bryły przedmiotu w sekwencję ruchów głowicy drukarki. To właśnie dzięki niemu drukarka wie, że drukując np. kostkę poza jej widocznymi z zewnątrz ściankami powinna wydrukować w środku przedmiotu kratownicę, zapewniającą sztywność, zachowanie właściwego kształtu i stanowiącą podporę dla górnych warstw, które przecież nie mogą wisieć w powietrzu.

Samo drukowanie to proces nakładania bardzo cienkich nitek roztopionego filamentu, topionego w głowicy w temperaturze około 210 stopni Celsjusza. W przypadku drukarki Pirx 3D minimalna grubość takiej nitki to 100 mikronów, jednak drukowanie z tak dużą szczegółowością zazwyczaj mija się z celem. Dlaczego?

Im mniejsza grubość warstwy, tym dłuższy czas drukowania. Przy ustawieniu ok. 0,2 mm gdy drukowałem pierwszy przedmiot, byłem zdziwiony, jak wiele czasu to zajmuje. Co istotne, nie jest to specyfika testowanego przeze mnie modelu drukarki, ale samej technologii.

Wydrukowanie przedmiotu w kształcie trójkąta o ramionach mierzących 10–15 cm i grubości poniżej 2 cm. zajęło około 3,5 godziny. Porównywalnie długo drukował się niewielki kubek, pełniący rolę stojaka na długopisy.

Wydrukowany przedmiot jest solidny i twardy. O ile nie jest jakąś bardzo misterną i delikatną konstrukcją, możemy bez obaw trzymać go w ręce, a upadek na podłogę nie powinien zaszkodzić. Podobnie, jak wysoka temperatura – nie ma obawy, że np. wystawiony na słońce przedmiot zmięknie i zacznie się odkształcać.

Gdy spojrzymy na niego z bliska, na powierzchni można dostrzec drobne nierówności, czyli kolejne warstwy. Esteci w zalezności od użytego materiału mogą je wyrównywać na wiele sposób – przez polerowanie, opalanie czy umieszczenie w oparach acetonu. Na zdjęciu lampa błyskowa bardzo podkreśliła wspomniane nierówności — w rzeczywistości są one widoczne, ale mniej, niż na poniższej fotografii.

Warto przy tym pamiętać, że nie każdy wydruk jest udany. Przyczyn może być wiele – wystarczy, że np. jedna z nitek z jakiegoś powodu nie przylgnie i nie stopi się z pozostałymi. Przy nakładaniu kolejnej warstwy głowica może tę nitkę przesunąć, a następna, która miała się na niej oprzeć, trafi w próżnię. W rezultacie drukarka, drukująca zgodnie z planem niezależnie od położenia dolnych warstw, zamiast planowanego obiektu zafunduje nam plątaninę cieniutkich, plastikowych nitek.

Z tego względu warto kontrolować proces drukowania, a dodanie jakiegoś mechanizmu sprawdzającego postęp prac albo nawet poprawiającego ewentualne niedoróbki to najważniejsze udogodnienie, które — moim zdaniem — powinno się w przyszłości znaleźć w konsumenckich drukarkach 3D.

Moje wnioski

Nie ukrywam, że testowanie drukarki 3D było dla mnie jak podróż w czasie – znowu mogłem poczuć się jak zafascynowany nową zabawką dzieciak. Chyba żaden z elektronicznych gadżetów nie sprawił mi ostatnio tyle frajdy, co ta niepozornie wyglądająca skrzynka ze sklejki. To jakby dostać do ręki zaczarowany ołówek.

Warto jednak zastanowić się, co ta technologia oznacza dla przeciętnego użytkownika. Podtrzymuję swoją opinię sprzed ponad roku, gdy w artykule „Nie wierzcie apostołom nowych technologii. Druk 3D to na razie żadna rewolucja” pisałem, że na obecnym etapie rozwoju jest za wcześnie, by drukarki 3D miały pojawić się w każdym domu.

Druk 3D daje niesamowite możliwości, ale docenią je albo profesjonaliści, którym drukarka 3D pomaga w pracy, osoby wykonujące wydruki na zlecenie, albo hobbyści, bawiący się technologią. Z punktu widzenia przeciętnego człowieka, który nie mieszka na odludziu albo na stacji kosmicznej i po nowe części nie musi przedzierać się obok talibów z granatnikami, zazwyczaj prościej będzie po prostu pójść do sklepu albo zlecić wykonanie nietypowego elementu. Powstaje coraz więcej firm oferujących takie usługi, a wydruki można zamawiać przez Internet.

Dla kogo?

Z drugiej strony drukarka 3D już teraz oznacza rewolucję w przypadkach, gdzie nie opłaca się uruchamiać produkcji wielkoskalowej albo gdy jej wykorzystanie jest niemożliwe ze względów logistycznych. Przykładem może być choćby drukarka 3D na stacji kosmicznej czy wyposażanie w ten sprzęt mobilnych warsztatów, które zamiast niezliczonych części wożą z sobą drukarkę i materiał do drukowania, tworząc niezbędne elementy w razie potrzeby na miejscu.

Wybiegając w czasie daleko w przód, wyobrażam sobie urządzenie z przyjaznym interfejsem (telewizor, smartfon, tablet), przestrzennym skanerem, pozwalające na druk wielokolorowy i z różnych materiałów, całkowicie bezobsługowe (poza uzupełnianiem materiałów eksploatacyjnych) i ze wsparciem jakiejś dużej firmy, oferującej przedmioty na podobnych zasadach, jak obecnie sprzedawane są aplikacje.

Tak, jak większość z nas nie pisze dla siebie aplikacji (choć istnieją rozwiązania, które nie wymagają wiedzy z zakresu programowania) tak samo nie sądzę, by masowemu, przeciętnemu użytkownikowi chciało się projektować, nawet w najprostszym edytorze, różne przedmioty. Jeśli, Czytelniku, chcesz w tym miejscu zaoponować to pamiętaj, że jako osoba odwiedzająca serwis o nowych technologiach raczej nie jesteś typowym przykładem statystycznego, polskiego konsumenta.

Co dalej?

Z drugiej strony ludzie lubią spersonalizowane przedmioty – z własnym motywem graficznym, wybranymi kolorami albo z nietypowymi rozmiarami. I właśnie tu widzę siłę i nadzieję dla masowego, komercyjnego zastosowania druku 3D – gdy wybierając np. mebel, będziemy mogli dowolnie określać jego wymiary, kolory czy materiały wykończeniowe, a gotowy produkt zamiast zamawiać i czekać na realizację, będziemy ściągali do domowej drukarki 3D. Jestem przekonany, że to kiedyś nastąpi.

Wybiegam nieco zbyt daleko w przyszłość? Wspomniane zmiany nie będą zapewne kwestią kilku najbliższych lat, ale tempo, w jakim rozwija się druk 3D jest imponujące. Warto obserwować tę technologię – należy do grupy tych rozwiązań i innowacji, które mogą sprawić, że świat, który znamy obecnie odejdzie do historii szybciej, niż się spodziewamy.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii HTC Re Camera - peryskop? Nie, to Go-Pro dla amatorów! Dobra wiadomość: urzędy stanu cywilnego wchodzą w XXI wiek Efneo: polska przerzutka rowerowa, którą zachwycił się kolarski świat Anura: składany dron z kamerą, który zmieści się w kieszeni Chargeboard - jedź i twórz energię. Deskorolka naładuje smartfona i puści muzykę Dron ratuje życie i... rozśmiesza. Tragicznym filmem promocyjnym Pronto – superszybki bank energii. Ładowanie trwa tylko kilka minut! TinyScreen - najmniejsza konsola świata? Gry dla małych rączek Rój bezzałogowych łodzi. Pływające drony bronią okrętów US Navy! Dysk SSD z funkcją autodestrukcji - krypteks Leonarda da Vinci w nowym wydaniu Co zrobicie dla darmowego Wi-Fi? Niektórzy zgadzają się nawet oddać swoje dziecko FireChat pokonał chińską bezpiekę. Ludzie stworzyli alternatywny kanał łączności Google buduje modułowe wyświetlacze. Ekran telewizora jak z klocków Lego SALT - karta, która automatycznie odblokuje telefon. Koniec z wpisywaniem kodu PIN! Kłócisz się, która przeglądarka jest lepsza? Ten spór nie ma sensu!