Tajemnicze chmury z Wenus przestrogą dla Ziemi

Fot. Flickt/Lunar and Planetary Institute

Fot. Flickt/Lunar and Planetary Institute

„Zabawa w wulkan”, czyli nastrzykiwanie atmosfery naszego globu dwutlenkiem siarki, wcale nie będzie, być może, tak zabawne, jak początkowo sądzono. I może przynieść więcej szkody niż pożytku. Wskazują na to wyniki badań wenusjańskich chmur. Wygląda to jak ostrzeżenie dla Ziemi.

„Zabawa w wulkan” to żartobliwe określenie metody na ochłodzenie naszej planety podpatrzonej w naturze: podczas wybuchu wulkanu w powietrze wzbijają się ogromne ilości gazów i pyłów. Powstałe podczas erupcji chmury i wulkaniczny aerozol skutecznie odbijają promieniowanie słoneczne, co prowadzi do ochłodzenia planety.

O tym, że proces jest skuteczny, świadczą dane na temat temperatury, zebrane po wybuchach wulkanów. Całkiem niedawno, bo w 1991 r., kiedy wybuchł jeden z filipińskich wulkanów, odnotowano ochłodzenie Ziemi o 0,5 stopnia Celsjusza.

„Chmury obliczeniowe” pomogą w badaniu Marsa

Naukowcy wpadli zatem na pomysł, by naśladować wulkany – co w przełożeniu na możliwości człowieka oznacza, że w ziemską atmosferę należałoby sztucznie pompować spore ilości dwutlenku siarki (liczone w milionach ton na rok). I sprawdzać, jak globalne ocieplenie zacznie się cofać.

Do tej pory uważano, że jest to metoda względnie bezpieczna – względnie, ponieważ wg niektórych badań wyższe stężenie związków siarki w atmosferze może powodować śmierć kilkuset tysięcy osób rocznie. To zaś, co uznawane jest już za pewnik, to spowodowane związkami siarki zakwaszanie wód morskich i dziury w warstwie ozonowej.

Zajrzeliśmy w atmosferę odległej planety

Te dane nie ostudziły jednak entuzjazmu zwolenników zabawy w wulkan. Dotychczas zakładano, że dwutlenek siarki w atmosferze wchodzi w kontakt z wodą i tworzy kwas siarkowy. Ten zaś w w wyższych warstwach atmosfery przyjmuje postać gazową i pod wpływem promieni słonecznych szybko ulega destrukcji.

Z obliczeń wykonanych dla warunków panujących na Wenus, którą spowijają gęste siarkowe chmury, skutecznie niczym jasna roleta odbijające promienie Słońca, wynikało, że na wysokości ponad 70 km po dwutlenku siarki nie powinno być śladu.

Jak zatem wyjaśnić fakt, że w atmosferze Wenus związek ten znajdował się na wysokości 90-110 km? Jedyne, co uczonym przyszło na razie na myśl, to przyznanie się do tego, że być może cykl siarki atmosferycznej jest bardziej skomplikowany, niż do tej pory sądzono.

Gwiazdy za bardzo mrugają? Laserami w nie!

Cóż – zabawa w wulkan wcale nie musi być bezpieczna… I zanim człowiek zajmie się „wzbogacaniem” atmosfery dwutlenkiem siarki, dla własnego bezpieczeństwa powinien najpierw poznać szczegóły przemian tego związku i sprawdzić, czy teoria pokrywa się z rzeczywistością.

Fot.Flickr/woodleywonderworks

Fot.Flickr/woodleywonderworks

Regulamin komentowania

  • http://www.andrzejkowasz.com/click2help.htm Andrzej

    Tak tak… dołóżmy sobie jeszcze opady roztworu kwasu siarkowego ;)

  • Ruppert201

    Po erupcji tego Ecalcoaptjggiuhyipdfnihgbuagpiokha będziemy mieć srogą zimke.

  • Ananas-ban

    Na takie rewelacje mogli wpaść tylko „amerykańscy naukowcy” (czyt. pseudo naukowcy którzy dostają kasę od globalnych firm)

  • otaq

    A dopiero co udało się jako tako ograniczyć zjawisko kwaśnych deszczy… Między innymi (przede wszystkim!) dzięki ograniczeniu emisji tlenków siarki i azotu do atmosfery. I po co? Po to żeby teraz amerykańscy „nałkofcy” zanieczyścili atmosferę z premedytacją? Paranoja! Szał na punkcie globalnego ocieplenia sięgnął granic absurdu. I nikt się nawet nie zastanawia czy przypadkiem wpływ aktywności słonecznej na klimat nie jest o kilka rzędów wielkości większej niż emisja dwutlenku węgla.

Wenus przejdzie przed tarczą Słońca w czerwcu
Wenus przejdzie przed tarczą Słońca w czerwcu

Zamknij