Zoom.me i Mateusz Kusznierewicz, czyli polska innowacja, która mnie rozczarowała

Do produktów, tworzonych przez polskie firmy podchodzę zazwyczaj z dużym entuzjazmem i kredytem zaufania. Problem w tym, że nie zawsze jest to uzasadnione, a czasem sprawny marketing usiłuje przysłonić prosty fakt, że prezentowany jako coś innowacyjnego gadżet wydaje się od samego początku mocno przereklamowany.

Mateusz Kusznierewicz i nowe technologie

Na wiosnę tego roku Mateusz Kusznierewicz zapowiadał stworzenie firmy technologicznej na miarę Krzemowej Doliny. Znane nazwisko i zaangażowani w projekt partnerzy dawali nadzieję, że inicjatywa złotego medalisty z igrzysk w Atlancie ma szansę powodzenia.

Zwieńczeniem pracy było zaprezentowanie nowego, polskiego produktu, którym okazała się… ramka na zdjęcia, nazywana przez twórców Zoomką.

Robisz zdjęcie smartfonem. Przez bezpłatną aplikację wysyłasz je bezpośrednio na Zoom.Me, które stoją w domach twoich bliskich. Fotografie wyświetlają się automatycznie. Ty nic nie musisz robić. (…) Jedno zdjęcie możemy wysłać do nieskończonej ilości urządzeń. Nie każdy ma nowszy telefon z możliwością odbioru MMS-ów. Jeśli chcemy zrobić wspaniały prezent naszym dziadkom, ciotkom, dzieciom, to jest to właśnie to urządzenie.

Ramka Zoom.me wygląda całkiem fajnie. Aplikacja mobilna również. Strona producenta nie budzi zastrzeżeń. Ceny – 249 złotych za wersję z WiFi i 100 więcej za model z modułem 3G – również wydają się akceptowalne. Tylko gdzie w tym wszystkim zapowiadana innowacja?

Polak potrafi?

To nie jest projekt garażowego startupu. Mateusz Kusznierewicz to człowiek z nazwiskiem otwierającym wiele drzwi i sporymi zasobami. Uczestniczący w projekcie partnerzy, jak Financial Support Group, T-Mobile czy GoClever to firmy, które są w stanie zapewnić wsparcie projektu na światowym poziomie, nieosiągalnym dla większości krajowych startupów. Od strony merytorycznej również nie ma się do czego przyczepić – tę kwestię załatwia ekipa, znana ze stworzenia kostki DICE+.

Ale jeśli rezultatem działania takiego dream teamu, łączącego tuzy polskiego sportu, biznesu i najlepszych specjalistów od nowych technologii w kraju, jest po prostu ramka na zdjęcia, to jestem zwyczajnie zawiedziony. Firmie, jak niemal każdemu polskiemu projektowi, życzę jak najlepiej. Ale w tym przypadku darujmy sobie poklepywanie po plecach i deklaracje, że „dobre, bo polskie”.

Jasne, że banalne przedmioty można czasem wymyślać na nowo. Przykładem może być choćby termostat Nest Tony’ego Fadella. Problem w tym, że w Zoomce nie potrafię dopatrzeć się śladu takiej innowacji.

Zobacz również: Pierwsze wrażenia: Acer Aspire S3

Sama ramka – jako gadżet – pewnie będzie wykonana poprawnie i będzie działać zgodnie z założeniami twórców. Jako produkt również wydaje się przemyślana — jeśli macie rodziców lub dziadków, których przerasta obsługa tabletu, to może być sprzęt właśnie dla nich. Niewykluczone, że dzięki szerokiej dystrybucji i reklamom, zapewnionym przez T-Mobile w zakupowym, przedświątecznym okresie, Zoom.me nieźle się sprzeda i z biznesowego punktu widzenia okaże się sukcesem. Dlaczego zatem marudzę?

Ramka na miarę naszych możliwości?

Problemem jest coś innego: najpierw rozbudzone przez zapowiedzi oczekiwania i podkręcanie atmosfery przez górnolotne deklaracje, a następnie prezentowanie dość banalnego produktu w taki sposób, jakby Zoom.me był przynajmniej promem kosmicznym.

Przypomina mi to trochę (ale tylko trochę, bo to jednak nie ta skala absurdu) brednie, jakie na temat projektu Solaris Gate wygadywał kilka lat temu Piotr Tymochowicz, zachwalający system blogów jako technologiczny przełom i szansę na nieśmiertelność.

Rozumiem, że marketing rządzi się swoimi prawami, ale w sytuacji, gdy ramkę na zdjęcia przedstawia się jako wspaniałe polskie osiągnięcie w dziedzinie hardware’u, wygląda to – moim zdaniem – dość przygnębiająco. Cała nadzieja w tym, że stworzony przez Mateusza Kusznierewicza zespół ludzi, którym przecież nie brakuje talentu, zapału i umiejętności, potraktuje Zoom.me jako rozgrzewkę i niebawem pokaże coś naprawdę na miarę swoich możliwości.

Mimo zawodu, jaki mi sprawili pokazując Zoom.me, trzymam za nich kciuki i jestem przekonany, że nie będzie to ich ostatnie słowo. Naprawdę wierzę, że ten zespół jeszcze nas pozytywnie zaskoczy.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Drukarka Pirx 3D – wrażenia z testu i odpowiedzi na pytania Czytelników Kupony rabatowe i mądre zakupy. Jak kupować tanio w popularnych elektromarketach? Odcisk palca zamiast PIN-u. MasterCard testuje biometryczne karty płatnicze Internetowe trolle do więzienia? To nie żart, to nowe prawo w Wielkiej Brytanii ClickStick - inteligentny antyperspirant! Koniec z przykrymi zapachami Anonabox: przebój Kickstartera, który okazał się bezczelnym oszustwem Matz Maersk Triple E - tak wygląda budowa największego statku świata Asus Transformer Pad TF103C – genialny ale… [test] Intel bije rekordy, AMD szykuje się do zwolnień Apple zachwyca po raz kolejny – iMac Air oraz Retina 5K [felieton] Nexus Player i inne “multimedialne urządzenia” - skończmy z powtarzaniem głupot. To nie są konsole do grania! Apple rozczarował? Pokazał nowe iPady i Retinę 5K, ale chyba nie tego chcieliśmy Wyścig bez kierowcy. Autonomiczne Audi RS 7 na torze Hockenheimring Air umbrella - niewidzialna parasolka. Genialny pomysł, który nigdy się nie sprawdzi Veloloop włączy zielone. Hackowanie świateł ulicznych dla rowerzystów