Wielcy przegrani [cz. 4]. Jacek Karpiński - informatyczny geniusz, który hodował świnie

Komputer K-202. Zdjęcie z ulotki reklamowej, rozdawanej w 1972 r. podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich

Komputer K-202. Zdjęcie z ulotki reklamowej, rozdawanej w 1972 r. podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich

Co pewien czas w polskich mediach pojawiają się wzmianki o Jacku Karpińskim. Choć genialny wynalazca skonstruował sprzęt wyprzedzający swoją epokę, w tym m.in. komputer K-202,  nigdy nie osiągnął komercyjnego sukcesu. Czy rzeczywiście Jacek Karpiński mógł być polskim Billem Gatesem?

Losy polskiego wynalazcy wydają się świetnym tematem na pasjonujący film – odważny, wielokrotnie narażający życie partyzant, szykanowany wizjoner, emigrant czy w końcu umierający w zapomnieniu geniusz to historie, które aż proszą się o ekranizację.

Urodzony w 1927 roku w Turynie Jacek Karpiński nie miał spokojnej młodości. W czasie drugiej wojny światowej, fałszując datę urodzenia, jako 14-latek wstąpił do Szarych Szeregów, gdzie początkowo zajmował się tzw. małym sabotażem – malowaniem symboli Polski Walczącej na murach czy wybijaniem szyb w niemieckich sklepach. Mimo zaangażowania w konspirację wynalazca podkreślał, że dbał o zdobywanie wiedzy:

Podczas okupacji zajmowałem się przede wszystkim wojskiem. Byłem zapisany do szkoły mechanicznej, ogrodniczej. Wtedy tylko takie działały. Ale nauka to była żadna. Sam więc uczyłem się w domu matematyki, fizyki, chemii, literatury i angielskiego


Jego talenty szybko zostały docenione, a Karpiński jako nastolatek został instruktorem, uczącym dywersji. Brał również udział w akcjach bojowych (służył w jednym oddziale z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim), a podczas służby m.in. brał udział w rozpoznaniu terenu przed słynnym zamachem na kata Warszawy, Franza Kutscherę.

Partyzancką epopeję przerwał postrzał w czasie powstania warszawskiego – kula w kręgosłupie wyłączyła Karpińskiego z dalszej walki. Do tego czasu zdążył trzykrotnie zdobyć Krzyż Walecznych przyznawany, jak głosił rozkaz Naczelnego Wodza z 1940 roku, „za czyn męstwa i odwagi wykazanej w boju”.

Po wojnie, w 1951 roku udało mu się obronić dyplom na Politechnice Warszawskiej, a w 1957 roku, mimo prześladowań za działalność w ruchu oporu, Jacek Karpiński zdobył pracę w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN, gdzie skonstruował pierwsze z wielu innowacyjnych urządzeń.

Apple odczarowany. Użytkownicy krytykują nową wersję oprogramowania dla iPhone’a

AAH — długoterminowe prognozowanie pogody

Serię prototypów Jacka Karpińskiego otwiera AAH, skonstruowana według pomysłu, przedstawionego przez Józefa Lityńskiego. Była to maszyna, przeznaczona do tworzenia długoterminowych prognoz pogody. Jak po latach wspominał konstruktor, wprowadzało się do niej dane pochodzące z obserwacji Słońca.

Zobacz również: Pierwszy telewizor OLED Ultra HD 4K

Sam Karpiński nazywał AAH wielkim procesorem — nie była to jedynie przenośnia, dotycząca możliwości urządzenia, bowiem AAH składała się z 650 lamp i zajmowała powierzchnię dwa na półtora metra. Koniec AAH był dość niespodziewany — podczas przenoszenia tragarze wypuścili z rąk wielki sprzęt i AAH roztrzaskała się, spadając ze schodów.

AKAT-1 — tranzystorowy analizator równań różniczkowych

Kolejnym dziełem polskiego konstruktora był AKAT-1 — analogowy komputer, nazywany tranzystorowym analizatorem równań różniczkowych. Urządzenie to przyniosło Jackowi Karpińskiemu międzynarodowy rozgłos i — dzięki konkursowi UNESCO - oferty z amerykańskich uczelni.

AKAT-1 (Fot. Wikimedia Commons/Lic. CC BY SA 3.0)

Choć konstruktor skorzystał z nowych możliwości i studiował na Harvardzie i MIT, to mimo ofert pracy m.in. w IBM-ie czy na uniwersytecie Berkeley, w 1962 roku zdecydował się na powrót do Polski, co skomentował kiedyś w następujący sposób:

Nie wiem, czy można to nazwać patriotyzmem, ale ja po prostu chciałem pracować dla Polski. Zawsze wierzyłem, że ruscy kiedyś sobie pójdą. A technologia zostanie. Poza tym uważałem, że to nie byłoby w porządku – wyjechać na delegację i zostać. Spotkałem Polaków, którzy tak postąpili, i nie sądziłem, żeby to było uczciwe.

Perceptron

Po powrocie do kraju konstruktor stworzył kolejny, ciekawy sprzęt. Był nim drugi na świecie (pierwszy został skonstruowany przez Franka Rosenblatta w 1958 roku) perceptron, maszyna działająca w oparciu o sieć neuronową. Percepton został wyposażony w kamerę i był w stanie — w latach 60. - analizować widziany przez nią obraz, rozpoznając obiekty i ucząc się rozpoznawania nieznanych kształtów.

W polskich mediach dość często można znaleźć stwierdzenie, że Jacek Karpiński stworzył wówczas sztuczną inteligencję. To nieprawda. Jak stwierdził sam konstruktor:

Perceptron nie miał jakiegoś konkretnego zastosowania. To była raczej sztuka dla sztuki, zabawa.

KAR-65

Zainteresowanie, jakie w świecie naukowym wywołał perceptron przysporzyło Jackowi Karpińskiemu wrogów. Szykanowany przez przełożonego konstruktor przeniósł się w 1965 roku z PAN do Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jego talent docenił profesor Jerzy Pniewski, kierownik Katedry Fizyki Cząstek Elementarnych.

KAR-65 (Fot. Wikimedia Commons/Public Domain)

Instytut, współpracujący z CERN-em, borykał się wówczas z poważnym problemem. CERN dostarczał duże ilości danych, jednak polscy naukowcy nie mieli możliwości ich przetworzenia. Konieczny był skaner, analizujący dostarczane przez CERN zdjęcia oraz urządzenie, zdolne do obróbki uzyskanych w ten sposób danych.

Skonstruowanie odpowiedniego skanera nie było dla Karpińskiego problemem. Dużo większym wyzwaniem okazało się stworzenie maszyny do analizy danych. Planowano wykorzystać do tego celu komputer Odra, ale wystarczająco wydajny model nie był jeszcze gotowy. Jak wspomina sam Karpiński, dostał wówczas od Instytutu Fizyki Doświadczalnej dwa pokoje w piwnicy i siedem etatów. W skład stworzonego wówczas zespołu weszli Tadeusz Kupniewski, Teresa Pajkowska, Stanisław Tomaszewski, Andrzej Wołowski i Diana Wierzbicka.

Skonstruowany na zlecenie profesora Pniewskiego sprzęt okazał się strzałem w dziesiątkę, choć sam twórca powiedział kiedyś, że nowatorskie rozwiązania wynikały po prostu z tego, że nie wiedział jak się buduje komputery. Jacek Karpiński podkreślał, że Odry były wówczas trzydziestokrotnie droższe:

KAR-65 kosztował 6 milionów złotych, a każda Odra – 200 milionów! Poza tym to była maszyna skonstruowana na całkiem innych zasadach niż wszystkie, które wtedy budowano. Zrobiłem maszynę ze zmiennym przecinkiem, asynchroniczną, bez zegara, sterowaną za pomocą pięciu układów automatów skończonych. To była kompletna nowość! Nikt tak wtedy nie robił.


Jedyny egzemplarz KAR-65 pracował w Instytucie przez 20 lat. Obecnie można oglądać go w warszawskim Muzeum Nauki i Techniki.

Opera pod polską banderą? Nasz rodak został wiceprezesem Opera Software

K-202 — komputerowy przełom, który nigdy nie nadszedł

Kolejny i najbardziej znany komputer Jacka Karpińskiego również — częściowo — powstał pod życzliwym okiem prof. Pniewskiego. Niestety, choć opracowano wówczas koncepcję urządzenia, Instytutu Fizyki Doświadczalnej nie mógł sfinansować zbudowania nowej maszyny. Jacek Karpiński został zmuszony do poszukiwania instytucji, która zgodziłaby się zaryzykować i wyłożyć pieniądze na prace konstrukcyjne.

Wstępne zainteresowanie projektem wyraziło m.in. wojsko, ale opinia, wydana przez Zjednoczenie Przemysłu Automatyki i Aparatury Pomiarowej „Mera” była dla K-202 miażdżąca: powołana do oceny projektu komisja stwierdziła, że technologia, którą planowano zastosować nie istnieje i nie może istnieć. Odgrywający role specjalistów ignoranci z partyjnego nadania uznali, że gdyby było inaczej, podobne komputery produkowaliby już Amerykanie.

Mimo przeszkód udało się w końcu zorganizować produkcję K-202. Co ciekawe, choć wszystkie prace miały być wykonywane w Polsce, pieniądze na realizację projektu wyłożyły brytyjskie firmy Data-Loop i MB Metals, które początkowo obiecywały Karpińskiemu złote góry, byle tylko zechciał wyemigrować i rozpocząć produkcję w Wielkiej Brytanii. Wynalazca odmówił — uważał, że tak zaawansowane komputery powinny być produkowane w Polsce, a firmy w końcu zgodziły się na takie rozwiązanie. Były gotowe na wiele ustępstw, byle tylko zyskać dostęp do rewolucyjnego sprzętu.

Ponieważ wszystko wskazywało na szybki sukces przedsięwzięcia, większość stanowisk w nowopowstałym Zakładzie Mikrokomputerów obsadzano według klucza partyjnego. Jacek Karpiński wspominał, że wolną rękę pozostawiono mu jedynie w kwestii najbliższych współpracowników:

Inżynierów na szczęście sam sobie dobierałem. Trzonem zespołu byli: Ela Jezierska, Andrzej Ziemkiewicz, Zbysław Szwaj, Teresa Pajkowska, Krzysztof Jarosławski. Pracowaliśmy po 12–15 godzin na dobę, bez nich nie byłoby możliwe wykonanie K-202 z oprogramowaniem w ciągu jednego roku. Zapał do pracy większości zespołu był niespotykany.
Komputer K-202. Zdjęcie z ulotki reklamowej, rozdawanej w 1972 r. podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich

Prototyp komputera powstał w 1971 roku. Maszyna mogła wykonać milion operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. Ponadto zastosowano w niej nowatorskie rozwiązanie powiększania pamięci poprzez adresowanie stronicowe, a K-202 mógł obsłużyć aż do 8 megabajtów pamięci. Powszechnie powielana jest informacja, jakoby K-202 miał 8 MB pamięci, jednak nie jest to prawdą — była to teoretyczna ilość pamięci, z jakiej komputer mógł korzystać, a K-202 wyposażano w 150 kB.

Warto przy tym zwrócić uwagę na inny, często powielany błąd, pozycjonujący K-202 jako poprzednika i bezpośredniego protoplastę komputerów PC. To również nie jest prawdą. Z punktu widzenia zastosowanej technologii K-202 należał do minikomputerów, podczas gdy pecety były mikrokomputerami.

Komputer K-202. Zdjęcie z ulotki reklamowej, rozdawanej w 1972 r. podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich

Dzięki wsparciu ze strony ówczesnego pierwszego sekretarza PZPR, Edwarda Gierka, produkcja K-202 w końcu ruszyła. Z 30 wyprodukowanych egzemplarzy (niektóre źródła wskazują na wyprodukowanie kilkuset komputerów) połowa trafiła do Wielkiej Brytanii, a pojedyncze sztuki do różnych ministerstw, przedsiębiorstw i uczelni. Jeden K-202 trafił do CERN-u.

Sukces K-202 był jednak krótkotrwały. Sprzęt był za dobry — lepszy od od systemu RIAD (Jednolity System Elektronicznych Maszyn Cyfrowych), który miał być symbolem naukowej i gospodarczej współpracy ówczesnych  państw komunistycznych. Polityczne intrygi, popierane przez ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza doprowadziły do odsunięcia Jacka Karpińskiego od zarządzania produkcją K-202. Choć na linii montażowej znajdowała się wówczas partia komputerów, licząca 200 sztuk, wstrzymano prace. RIAD nie mógł mieć konkurencji.

Elektrobiblioteka – polski pomysł na sterowanie komputerem za pomocą książki

Genialny konstruktor i nieskuteczny biznesmen

W życiu Jacka Karpińskiego rozpoczął się trudny okres. Szykanowany przez władze konstruktor nie mógł znaleźć zatrudnienia zgodnego z kwalifikacjami, a zarazem był uwięziony w kraju — odmówiono mu wydania paszportu. Zdesperowany wynalazca w 1978 roku przeniósł się na Mazury, gdzie przez kilka lat zajmował się hodowlą świń i drobiu.

Szykanowany wynalazca zajął się rolnictwem (Fot. YouTube,com)

Jak stwierdził wówczas w jednym z wywiadów, wolał mieć do czynienia z prawdziwymi świniami. Nawet wtedy dopadły go szykany — w jednym z reportaży zarzucono Karpińskiemu, że kradnie okoliczne kury. Choć 3-letni, mazurski epizod oznaczał czasowe zerwanie z konstruowaniem nowych urządzeń, Jacek Karpiński raz w tygodniu wyruszał do stolicy, by wygłosić wykład na Politechnice Warszawskiej, a przy okazji sprzedać jajka.

Gdy na początku lat 80. przyznano mu paszport, Jacek Karpiński na kilka dni przed stanem wojennym wyjechał do Szwajcarii. Zatrudniony przez pochodzącego z Polski Stefana Kudelskiego (Szwajcarzy zaliczyli go do grupy stu największych geniuszy Szwajcarii, jest m.in. zdobywcą czterech Oscarów) zajmował się produkcją profesjonalnych magnetofonów Nagra, używanych wówczas nie tylko przez reporterów, ale m.in. przez amerykańskie służby specjalne. Ta współpraca była chyba jedynym epizodem w życiu konstruktora, w którym miał okazję współdziałać z kimś skutecznym w biznesie.

Stefan Kudelski (Fot. Wikimedia Commons/Lic. CC BY-SA 3.0)

Jacek Karpiński postanowił jednak rozstać się z Kudelskim i próbował rozkręcić w Szwajcarii własną firmę. Opracował m.in. robota sterowanego głosem i ręczny skaner, nazwany przez niego Pen Readerem. Choć urządzenie wydawało się żyłą złota i po raz kolejny wyprzedzało inne konstrukcje, szybko okazało się, że zdolny konstruktor — co sam po latach przyznał — jest bardzo złym biznesmenem. Na uruchomienie produkcji skanera zabrakło pieniędzy.

Po upadku komunizmu Jacek Karpiński wrócił do Polski. Był doradcą do spraw informatyzacji kilku ministrów, postanowił również rozpocząć produkcję Pen Readerów. Potrzebny do rozkręcenia biznesu kredyt w BRE Banku zabezpieczył własnym domem pod Warszawą, co skończyło się katastrofą.

Pen Reader

Bank odmówił wypłacenia jednej z transz kredytu, zabrakło zabezpieczenia Pen Readera patentem, a na domiar złego opracowana przez Karpińskiego kasa fiskalna, zamiast być kołem ratunkowym, stała się kolejnym niepowodzeniem. Kooperanci okazali się niesolidni, producent podzespołów dostarczył wadliwe części i w krótkim czasie firma przestała istnieć. Konstruktor, którego majątek został zlicytowany przez bank, został bez dachu nad głową.

Skończyło się to kolejną emigracją. Po powrocie do Szwajcarii Jacek Karpiński zaprojektował skaner ksiąg rachunkowych, a za zarobione w ten sposób pieniądze kupił mieszkanie we Wrocławiu. Wrócił do Polski, gdzie przez lata żył w zapomnieniu, pracując nad kolejną wersją skanera. Do 800-złotowej emerytury dorabiał, projektując strony internetowe.

Jacek Karpiński zmarł 21 lutego 2010 roku w wieku 83 lat. Pośmiertnie został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Każdy Gates potrzebuje swojego Allena

Losy gwiazd branży IT pokazują, że kluczem do ich sukcesu był nie tylko geniusz, ale również umiejętne dobranie zaufanego skrzydłowego o komplementarnych umiejętnościach. Trudno oceniać, kim byłby Steve Jobs, gdyby nie poznał Stephena Wozniaka, odpowiadającego w tym duecie za większość kwestii technicznych.

Podobnie przedstawia się kariera Billa Gatesa. Nie wiadomo, czy rzuciłby Harvard i poświęcił się programowaniu, gdyby nie Paul Allen. Nie wiadomo, czy Micro-Soft, bo tak początkowo zapisywano nazwę firmy, kiedykolwiek wyszedłby z garażu, gdyby Allen nie załatwił pierwszego kontraktu od IBM-u.

A czy Bill Hewlett mógłby w spokoju rozwijać kolejne urządzenia, gdyby zarządzania rosnącym przedsiębiorstwem nie wziął na swoje barki David Packard (który, jako podsekretarz obrony, miał przy okazji udział w powstaniu samolotów F-16 i A-10)?

Jacek Karpiński (Fot. MyApple.pl)

Mam wrażenie, ze wśród wspomnień o polskim geniuszu brakuje prostego, choć niezbyt optymistycznego podsumowania – genialne konstrukcje i przełomowe wynalazki nabierają znaczenia wtedy, gdy zostaną wprowadzone w odpowiedniej skali na rynek. Ta sztuka nigdy się Jackowi Karpińskiemu nie udała. Polski wynalazca tworzył kolejne, niesamowite urządzenia, ale nic z tego nie wynikało.

W historii wynalazcy są świetne konstrukcje, teoretycznie dobre pomysły i bolesna konfrontacja z praktyką, zarówno PRL-owską, jak i wolnorynkową. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że to nie ustrój, wredne banki czy pech pogrzebały szanse polskiego geniusza. Choć Jacek Karpiński współpracował z wieloma utalentowanymi ludźmi, to zabrakło mu własnego Wozniaka, Packarda czy Allena, bez których sukces ikon branży IT mógłby nigdy nie mieć miejsca.

Na koniec smutna konstatacja. Jestem pewny, że Jacek Karpiński nie musiałby dorabiać do głodowej emerytury czy użerać się z partyjnymi idiotami o poziomie intelektualnym ameby, gdyby tylko skorzystał z którejś z wielu okazji. Firmy i zachodnie uczelnie powitałyby go z otwartymi ramionami, oferując co najmniej godziwe warunki pracy i standard życia.

Źródło: Gazeta WrocławskaKopalnia WiedzyITPediaOrion BluesAtari OnlineMy Apple

Zobacz więcej artykułów z serii: Zapomniane urzadzenia i technologie

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Szok i skandal. Okazało się, że w polskich magazynach Amazona trzeba "zapieprzać" PlayStation w Polsce - czym konsola podbiła serca Polaków? Yandex Browser, czyli rosyjska przeglądarka przyszłości. Warto zobaczyć! Nie tylko Project Ara. Puzzlephone też pozwoli zbudować własnego smartfona - w łatwiejszy sposób! Polski wynalazek: Clime. Niepozorna pastylka podłączy nasz świat do Internetu Tarcza Polski - największy polski program zbrojeniowy. Na co wydamy 26 mld? YouWare - człowiek jak bydło. Nowoczesna wizytówka czy ludzkie znakowanie? 11 zapomnianych konkurentów PlayStation: Jaguar, Amiga CD32, Apple Pippin i inne FES Watch - zegarek z e-papieru. Nie jest mądry, ale wygląda świetnie! Xbox One wykorzysta fitnessowe opaski? Strach się bać - Microsoft chce wiedzieć o nas za dużo! Do czego potrzebny jest Kickstarter? Żeby giganci mieli skąd brać pomysły Najlepsze myszy do gier – propozycje prezentowe na każdą kieszeń [zestawienie]