Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera?

Uber to wielki przekręt i sposób na oszukiwanie Polski i Polaków? Nie mogą zgodzić się z zarzutami, które pod adresem tej firmy wysunął jeden z byłych polityków. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że ludzie wsparci technologią zawsze znajdą sposób, by obejść głupie prawo?

Uber to amerykańska firma, kojarząca za pomocą aplikacji na smartfony osoby potrzebujące transportu z kierowcami, którzy ten transport mogą zapewnić. Nie będę udawał, że jestem stałym klientem Ubera – korzystałem z niego kilka razy w życiu, a ponieważ w mojej okolicy startup ten nie świadczy na razie usług, jego istnienie jest dla mnie raczej obojętne.

Dlatego właśnie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że pisząc te słowa bronię nie tyle samej firmy czy jakichś swoich korzyści, ale pewnych zasad.

Mam wrażenie, że na Ubera trwa jakaś nagonka. W skrócie można ją streścić do paru sloganów: firma nie płaci podatków, wyprowadza pieniądze za granicę, oszukuje państwo, stanowi nieuczciwą konkurencję dla taksówkarzy, a pasażerowie korzystając z jego usług nie dość, że ryzykują życiem, to na dodatek współuczestniczą w wątpliwym moralnie procederze. Brakuje chyba tylko „przyjdzie Uber i nas zje”.

Były wiceminister atakuje

Ostatnio trafiłem na tekst, napisany przez Konrada Niklewicza. To były dziennikarz, a w ostatnich latach polityk, który postanowił podzielić się ze światem swoimi zastrzeżeniami co do Ubera.

Tekst jest długi, ale zgodnie z zasadą „dużo słów, mało treści” można streścić go jednym zdaniem – Uber jest zły, bo opłata za przejazd nie jest opodatkowana. Poniżej kilka cytatów:

Świadczenie usług Ubera to – mówiąc wprost – uber-nieuczciwość. Zarabianie bez ponoszenia wszystkich kosztów. Kierowcy jeżdżący w ramach tej usługi nie zrzucają się na utrzymanie infrastruktury, z której korzystają (ulice i drogi) w takim samym stopniu, jak tradycyjni przewoźnicy (taksówkarze i transport publiczny).

Czyli: będziesz miał wypadek, jadąc samochodem w ramach systemu Uber? Procesuj się z kierowcą, system umywa ręce. Przecież firma, która stworzyła aplikację Uber i pobiera prowizję za każdy kurs, jest tylko „pośrednikiem”… Na kierowcę taksówki można złożyć skargę do urzędu miejskiego, który wydał mu licencję. A co z kierowcą Ubera, który zachował się nieuprzejmie? Piszcie na Berdyczów.

Zobacz również: Asus VivoBook S200

Za tą fasadą nowoczesności kryje się jednak niszczenie własnego państwa. I podkopywanie bezpieczeństwa obywateli. Przecież czekają nas kolejne uber-wynalazki. Już wkrótce będą się reklamować uber-lekarze (zainstalowana na telefonie aplikacja wskaże ci osobę, która jest w pobliżu i ma do dyspozycji skalpel, którym może wyciąć wyrostek), uber-adwokaci (aplikacja wskaże osobę, która jest w pobliżu i ma przy sobie egzemplarz kodeksu karnego lub cywilnego) oraz uber-piloci… oh wait!, to ostatnie się nie sprawdzi. Przecież nikt normalny nie odda swojego samolotu, kosztującego miliony, w ręce osoby, która pilotażu nauczyła się, grając w komputerową grę „Flight Simulator” i nie zdawała certyfikowanego przez państwo egzaminu na pilota.

Uber jako konkurencja dla taksówek

Zupełnie pominę w tym miejscu spory światopoglądowe. Daleko mi do ekonomicznych radykałów i nie uważam, że każdy podatek zawsze jest zły. Do tego mam różne doświadczenia z taksówkarzami, dla których Uber stanowi konkurencję. Generalnie – zwłaszcza w przypadku tych z różnych firm taksówkarskich – nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Dlatego kibicowałem taksówkarzom w sporze o tzw. „przewóz osób”.

Była to patologia, której celem często okazywało się nie zapewnianie ludziom transportu, ale naciąganie ich na horrendalnie wysokie stawki za przewóz, bazujące nie na uczciwej transakcji, ale na nieświadomości pasażerów.

W przypadku Ubera jest jednak inaczej. Zasady są jasne, podobnie jak ryzyko, związane z faktem, że przewozi nas prywatna osoba, a nie przedstawiciel jakiejś regulowanej profesji czy firmy przewozowej.

Ludzie mają prawo decydować o sobie

Bo to ryzyko – co trzeba przyznać – oczywiście istnieje, podobnie jak ryzyko, że podczas spaceru spadnie na nas samolot, urwie się balkon albo wjedzie w nas kierowca miejskiego autobusu. Albo udławimy się preclem, czytając tekst Konrada Niklewicza. Codziennie ryzykujemy, zazwyczaj się nad nim nie zastanawiając.

Każda aktywność wiąże się z ryzykiem. Zdjęcie ulicy pochodzi z serwisu Shutterstock

Prawdopodobieństwo czarnego scenariusza jest dla nas akceptowalnie małe. Na tyle małe, że zazwyczaj po prostu się nad tym nie zastanawiamy. I dobrze – bo nie ma nad czym. Życie jest ryzykiem, każda nasza aktywność się z nim wiąże, ale każdy ma zdrowy rozsądek, pozwalający oddzielić coś prawdopodobnego od zagrożenia czysto hipotetycznego.

Hipokryzja polityków

Trudno mi przejść obojętnie nad obłudą krytyka Ubera (zwracam uwagę – chodzi o konkretny tekst konkretnego autora, a nie o ogólnie o krytykę tej firmy). Bo jeśli do niedawna aktywny polityk – w tym m.in. wiceminister rozwoju regionalnego — narzeka na to, że jakaś firma działa w myśl litery, ale niezgodnie z duchem prawa, to można tylko zaśmiać się w twarz jemu i jemu podobnym. Drodzy politycy, macie takie prawo, jakie tworzyliście i którym nas raczycie.

Zdjęcie polityka pochodzi z serwisu Shuttersstock

Narzekanie na to, że jakaś firma potrafiła odnaleźć się w gąszczu ustanowionych przez was przepisów jest hipokryzją. To nie Uber jest tu problemem, ale ludzie, których mentalność zatrzymała się w epoce, gdy o tym, co człowiek ma zrobić z własnym życiem i pieniędzmi decydował nie on sam, ale różni mędrcy, którym wydawało się, że wiedzą lepiej.

Na dodatek sam Uber – wbrew temu, co pisze Konrad Niklewicz – moim zdaniem nie jest wcale symbolem nowoczesności. Zamawianie usługi za pomocą smartfonu było może innowacją, ale 10 lat temu. Od tamtego czasu świat się zmienił, a możliwość szybkiego przesyłania różnorodnych danych, którą dysponuje każdy z nas, stał się czymś zupełnie naturalnym.

Uber jest dla mnie raczej symbolem tego, że gdy państwo w jakiejś dziedzinie rzuca obywatelom kłody pod nogi (np. w postaci zamknięcia zawodu taksówkarza), ci znajdą w końcu sposób, aby sobie z tym poradzić. Przykładem jest nie tylko Uber, ale choćby Airbnb czy BlaBlCar. I jeśli ktokolwiek ma być w tej sprawie winny, to nie dostawca usługi ani nie ludzie, którzy z niej korzystają. Winni są ustawodawcy, którzy tworzą prawo służące im samym, a nie obywatelom, którzy ich utrzymują.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Oglądasz filmy w sieci? Sprawdź, co ci grozi OLED TV kontra LED TV – lepsze wrogiem dobrego OLED TV - technologia przyszłości, którą możesz mieć w salonie już dziś Certyfikowane e-szkolenia IT: skorzystaj z 80% dofinansowania! Czy polscy politycy nauczą się do wyborów korzystać z nowych mediów?

Popularne w tym tygodniu:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Getac B300 – wodoodporny, niezniszczalny laptop Bang & Olufsen BeoSound Shape: modułowe głośniki za 16 tys. zł Lokalizator GPS W2: dziecięcy smartwatch z GPS-em i slotem SIM Dell UltraSharp UP3017Q: 30-calowy monitor OLED 4K Bose SoundLink Revolve i SoundLink Revolve+: nowoczesne głośniki Bluetooth 360˚