"Kompletnie zielony już po trzech miesiącach może być bardzo dobrym technikiem". Rozmawiamy z naprawalaptopow.pl - najpopularniejszymi mechanikami w Internecie

Cieszą się popularnością na Facebooku i Wykopie. Naprawalaptopow.pl - dla wielu to pierwszy adres, pod który kierują się przy awarii. Rozmawiamy o grzechach klientów i serwisów naprawiających wasze laptopy i smartfony.

Zdjęcie uszkodzonego laptopa pochodzi z serwisu Shutterstock

Zdjęcie uszkodzonego laptopa pochodzi z serwisu Shutterstock

Adam Bednarek: Czytając “autentynki z serwisu naprawy laptopów” można złapać się za głowę. Nas jeszcze to szokuje, ale czy z perspektywy kogoś, kto z podobnymi przypadkami spotyka się niemal codziennie, może coś jeszcze zdziwić? Czy widząc absurd myślicie: “ech, znowu, czemu ci ludzie tak nie uważają, nie myślą”. Rusza was to jeszcze, czy dzisiaj niewiele może was zaskoczyć?

Damian Kowalewski, dyrektor ds. rozwoju i marketingu, naprawalaptopow.pl: Nasza firma istnieje ponad 8 lat, przez ten czas wykonaliśmy 61 tys. zleceń serwisowych różnych urządzeń, starszych stażem techników niewiele może zaskoczyć. Słyszeliśmy już o wszystkich rozlanych płynach na laptopa, również tych fizjologicznych, najróżniejszych zwierzętach oraz smutnych lub wzruszających historiach.

Na pierwszy rzut oka opisy niektórych awarii wydają się mało szczegółowe. Czy weszliście już w nawyk, że po jednym, krótkim, niewiele mówiącym zdaniu domyślacie się, czego się spodziewać? Na przykład ktoś pisze “nie działa ładowarka”, a wy już wiecie, co trzeba zrobić i jak. Z punktu widzenia laika przyczyn może być kilka, ale domyślam się, że najczęściej problem jest jeden i szybko, nawet na odległość, można do niego dojść — macie dobrą skuteczność w odgadywaniu niejasnych awarii?

Dla wielu naszych diagnostów wystarczy objaw usterki i model laptopa, by podać wstępną diagnozę. Lekarz po objawach pacjenta stawia swoją diagnozę i rozpoczyna leczenie. Jeżeli stan pacjenta się poprawia to oznacza, że diagnoza była trafiona. Praca technika jest bardzo podobna — po objawach i okolicznościach powstania usterki podanych przez użytkownika, typuje on elementy, które mogą być przyczyną i podmienia je, by sprawdzić, czy usterka została wyeliminowana. Jeżeli zgłoszony objaw już nie występuje oznacza, że diagnoza była poprawna.

Jeśli mielibyście wymienić “typowy polski problem komputerowy”, to co by to było? Co psuje się najczęściej, z czym ciągle musicie “walczyć”?

Największym problemem jest zwlekanie z wizytą w serwisie. Użytkownicy często ignorują objawy usterki i dalej używają niesprawnego laptopa, tak długo jak tylko się da. Szczególne groźne jest to w przypadku laptopa po zalaniu. Mimo zalania czasami urządzenia się włączają, ale używanie ich bez czyszczenia płyty głównej, może prowadzić do trwałego uszkodzenia i kosztownej naprawy. Kolejnym problemem są luzy na zawiasach matrycy, zignorowane mogą doprowadzić nawet do wyłamania się klapy matrycy, a na początku często wystarcza tylko dokręcenie śrubek.

“Ze względu na doświadczenie w naprawach RTV, próbowałem samodzielnie sprawdzić co się stało” - pisze jeden z klientów. To częsty problem - “Janusze naprawy” biorą sprawy w swoje ręce i zamiast poprawić, to tylko pogarszają sytuację? Czy raczej większość wychodzi z założenia: nie umiem, nie znam się, zróbcie to?

W ostatnich latach samodzielne ingerencje użytkownika są coraz mniejszym zjawiskiem. Miesięcznie to jest tylko kilka zgłoszeń. Najczęściej są to uszkodzenia mechaniczne przy demontażu, takie jak: wyłamania gniazd na płycie głównej, powyginane piny w gniazdach, zwarcia przez złe podłączenie przewodów lub tasiemek. Najwięcej tego typu uszkodzeń powstaje przy samodzielnych próbach czyszczenia układów chłodzenia. Internet aż puchnie od rad „to jest takie łatwe – zrób to sam”. Niestety, często to nie jest łatwe zadanie dla kogoś kto nigdy tego nie robił. Sami zachęcamy do samodzielnych napraw, ale tylko te osoby, które czują się na siłach.

A z drugiej strony — zdarzają się przypadki, że klient sam sugeruje, co robić, wiele lepiej od was? “Zróbcie to, tamto, ja wiem lepiej”. Tacy “eksperci” to dla was problem? I jeśli tak, to nagminny?

To również się zdarza, czasami dostajemy wydruki z forum na którym wielu „specjalistów” wyrokuje konieczność wymiany płyty głównej lub wymianę drogiego układu BGA. Mimo dokumentacji jaką dostarczy klient zawsze wykonujemy swoją diagnozę. Najlepsza jest reakcja klienta, który był przygotowany na koszt naprawy kilkuset złotych, a otrzymuje wycenę na 79 PLN ;)

Często wkurzamy się na osoby nieznające się na sprzęcie komputerowym, że nie znają podstaw, nie chcą spróbować naprawić samemu i z każdą głupotą dzwonią nawet do osób, które po prostu “znają się na sprzęcie”. Zastanawiam się jednak, czy nie traktujemy takich ludzi zbyt surowo. To w końcu logiczne, że ktoś może się nie znać na sprzęcie i może to nawet lepiej, że niczego nie rusza? Nie uważacie, że brakuje u nas zrozumienia dla komputerowych amatorów? Czy może jednak ci ludzie sami są winni, że nie próbują się nauczyć?

To fakt, jest wiele ludzi dla których komputer lub smartfon jest magicznym urządzeniem. Dla nich usunięcie wirusa lub instalacja sterowników jest barierą nie do przebicia. Już dawno przyjęliśmy zasadę, że problem który dla nas jest błahostką, dla kogoś innego może być nocnym koszmarem. Zawsze w takiej sytuacji nie tylko naprawiamy problem, ale również uczymy, jak poradzić sobie w takiej sytuacji w przyszłości. Za takie drobne usterki często nie pobieramy opłaty.

Ktoś w opisie awarii napisał, że włożył telefon do miski z ryżem. To w sumie dość powszechna rada na zalane sprzęty. Brzmi absurdalnie, ale niektórzy mówią — działa. Znacie jakieś pomysłowe, oryginalne porady, które śmieszą, szokują, ale mimo wszystko pomagają?

Mity dotyczące napraw po zalaniu to dla nas koszmar. Wkładanie do ryżu, do piekarnika, suszenie suszarką do włosów, czyszczenie benzyną, wódką lub perfumami to prosta droga do nieodwracalnego uszkodzenia płyty głównej. Często porady internetowe wyrządzają więcej szkody niż pożytku.

Często dla naszych klientów najbardziej szokującą informacją jest, że po zalaniu laptopa piwem, sokiem lub colą zalane elementy należy wyczyścić wodą ;)

I odwrotnie — popularny mit, który wyrządzi więcej szkody niż pożytku. Czego należy koniecznie unikać, mimo że Internet podpowiada: “zrób to, nic się nie stanie, a może zadziała”?

Czytając internetowe porady często mamy wrażenie, że ktoś celowo trolluje ludzi potrzebujących fachowej pomocy. Obracanie laptopa po zalaniu do góry nogami powoduje rozprzestrzenia zalania na inne elementy i zwiększa zakres uszkodzeń, wkładanie płyty głównej do piekarnika powoduje stopienie elementów plastikowych, wygrzewanie opalarką układu graficznego przywróci obraz tylko na chwilę, a może spowodować uszkodzenie laminatu płyty głównej. Włożenie baterii do lodówki lub zamrażalnika oczywiście ją uszkodzi, zamiast przedłużyć czas pracy.

Naprawianie sprzętu to branża, w której ciągle coś się dzieje czy są przestoje? Zastanawiam się, czy u was też są okresy, w trakcie których nie ma co robić i takie, w których nie nadążacie z naprawami. Jeśli tak, to jak myślicie — od czego to zależy?

Po tylu latach zauważyliśmy już pewne prawidłowości, np. przed wakacjami oraz w ich trakcie jest więcej napraw układów zasilania. Spowodowane jest to burzami i przepięciami z sieci. W styczniu i lutym rejestrujemy dużo więcej napraw zalanych laptopów. Ludzie hucznie bawią się na imprezach noworocznych i zalewają swoje lub cudze urządzenia. Równie gorącym okresem dla serwisu jest wrzesień w którym uczniowie i studenci wracają z wakacji i szybko chcą doprowadzić wadliwy sprzęt do pełnej sprawności.

Gdybyście mieli wymienić jeden grzech główny typowego klienta — to co by nim było? Niedbanie o sprzęt, brak wiedzy, chęci, mądrowanie się?

Głównym grzechem będzie brak szybkiej reakcji na pierwsze objawy usterki. Wiele uszkodzeń w początkowej fazie można naprawić naprawdę niskim kosztem. Np. przegrzewanie się laptopa może doprowadzić do awarii płyty głównej, której naprawa może kosztować kilkaset złotych, a czyszczenie układu chłodzenia z kurzu i wymiana past termoprzewodzących w odpowiednim momencie to koszt mniejszy niż sto złotych. Niestety spowodowane jest to tym, że wiele osób nadal boi się oddać sprzęt do serwisu i odwiedza go wyłącznie w ostatecznych przypadkach.

Podobne pytanie, ale związane z waszą działką: grzech główny osób naprawiających urządzenia. Nie musicie uderzać się w pierś, ale na pewno znacie przewinienia i sztuczki popularne w waszej branży. Nieczyste zagrywki serwisów to…

Miesięcznie trafia do nas kilka osób, które niedawno naprawiały sprzęt w innych serwisach, ale naprawa się nie powiodła lub była krótkotrwała. Nieczyste zagrywki to zbyt łagodne określenie tego, co cały czas dzieje się na rynku. Nie bójmy się tego nazywać oszustwem i przestępstwem. Najczęściej dotyczy to napraw płyt głównych, a dokładniej „wymian” układów BGA. Nieuczciwe serwisy zamiast wymienić uszkodzony układ BGA na nowy wygrzewają go lutownicą na gorące powietrze lub wykonują reballing uszkodzonego układu. W obu przypadkach to nie jest naprawa, a objaw ustępuje tylko na chwilę. Na takie pseudo naprawy klienci otrzymują 30–90 dni gwarancji i płacą za to 150–500 zł. W naszym serwisie udzielamy co najmniej rocznej gwarancji na każdą naprawę, chcemy by nasze usługi były na najwyższym poziomie.

Osoby “znające się na komputerach” często narzekają na to, że wśród rodziny i znajomych uchodzą za darmowego informatyka. Wasi pracownicy też mają ten problem — wracają z pracy, a tu non stop ktoś dzwoni i prosi: zrób to, przeczyść, zainstaluj. To powszechna wada tego zawodu czy raczej podchodzicie do tego z uśmiechem — mogę pomóc, to to robię?

W naszej firmie pracuje kilkudziesięciu techników dlatego trudno będzie wypowiedzieć się za nich wszystkich. Oczywiście niektórzy jeżdżą po rodzinie i znajomych, instalują Windowsy i usuwają toolbary z przeglądarek, inni natomiast nie chwalą się swoim zawodem, bo po pracy nie chcą być w pracy. Do tej sytuacji pasuje żart o kobiecie która wyszła za szefa kuchni, po roku małżeństwa zrobiła mu awanturę, że nie gotuje dla niej wystawnych obiadów, on odpowiedział, że chyba oszalała gdy myślała, że on po 12 godzinach gotowania w pracy będzie przychodził do domu dalej gotować .

Na Facebooku i Wykopie pochwaliliście się imponującym zdjęciem — porównanie stanowisk na przestrzeni lat. Sukces widać gołym okiem. Gdybyście mieli wymienić jedną, główną przyczynę, dzięki której tak się rozwinęliście, to byłoby to…

Pasja, odpowiedni zespół i podejście właścicieli. Gdyby zabrakło choćby jednej rzeczy z tego równania to by się nie udało. Wspólna pasja, która połączyła nas na początku trwa do dziś, zespół na którym można było polegać w każdej sytuacji, ludzie którzy chcieli się rozwijać, dzięki czemu rozwijała się również firma. Wielkie słowa uznania należą się właścicielom, którzy od zawsze woleli zainwestować w rozwój firmy, w nowe narzędzia dla techników lub lepszy bardziej profesjonalny sprzęt w laboratorium niż w własne prywatne potrzeby. Zrezygnowali ze statusu po to, żeby firma mogła się szybciej rozwijać.

Szukacie jeszcze rąk do pracy? Można zatrudnić się u was ot tak, przychodząc z ulicy i popisując się umiejętnościami? Czy nie jest to tak proste, jak niektórym mogłoby się wydawać?

Od 3 lat nie było miesiąca, w którym nie zatrudniliśmy kogoś nowego. W trakcie rekrutacji nie ma dla nas dużego znaczenia wykształcenie, ważne są umiejętności, które kandydat pokaże na spotkaniu, dzięki testom wiedzy praktycznej i wiedzy teoretycznej. Jeżeli uznamy, że kandydat rokuje na technika to zatrudniamy go od ręki. Przez pierwsze miesiące pracy szkolimy go z procedur i procesu diagnozy oraz budowy laptopów. Osoba kompletnie „zielona” po 3 miesiącach może być bardzo dobrym technikiem.

Plany na przyszłość?

Prowadzimy obecnie rozmowy biznesowe, których efektem gdy negocjacje zakończą się powodzeniem, będzie utworzenie kolejnych stu stanowisk serwisowych. Jesteśmy otwarci na nowe wyzwania, stale chcemy podnosić naszą jakość by móc sprostać rosnącym wymaganiom konsumentów.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Popularne w tym tygodniu:

3 laptopy 2w1 do 1000 zł dostępne w polskich sklepach