To mnie wkurza! Samsung: wielka firma jak huba – musi się do czegoś przyczepić

Co wkurzającego może być w Samsungu? Ta wielka, południowokoreańska firma nie istnieje jako samodzielny byt: punktem odniesienia jest dla niej Cupertino.

Zdjęcie sklepu Samsunga pochodzi z serwisu Shutterstock. Autor: Tooykrub

Zdjęcie sklepu Samsunga pochodzi z serwisu Shutterstock. Autor: Tooykrub

Samsung – producent wszystkiego

Gdy zapytasz, czym zajmuje się Samsung, prawidłowa odpowiedź brzmi: wszystkim. Jak przystało na rasowy czebol, południowokoreańska firma mogłaby samodzielnie zastąpić gospodarkę niejednego kraju. Dość powiedzieć, że obecnie odpowiada za piątą część PKB Korei Południowej, klasyfikowanej jako 13. gospodarka na świecie.

Powstał tuż przed drugą wojną światową i zaczynał od handlu suszonymi rybami. Z czasem dorzucił do tego cukier, później polisy ubezpieczeniowe, statki budowane we własnej, gigantycznej stoczni, własne tytuły prasowe, a także wznoszone seryjnie najwyższe wieżowce świata, jak słynne przed laty Petronas Tower.

Aktualny rekordzista, Burdż Chalifa (829 metrów wysokości) to również dzieło Samsunga. W jego ofercie nie brakuje również samochodów i broni, w tym uzbrojonych robotów strażniczych.

Zdjęcie Burdż Chalifa pochodzi z serwisu Shutterstock

Perłą w koronie tego imperium jest jednak dział, zajmujący się elektroniką, założony w 1969 roku Samsung Electronics, będący obecnie największym producentem półprzewodników na świecie. To z nim zazwyczaj kojarzymy tę firmę i to z jego produktami mamy najczęściej styczność.

Planowe postarzanie

I raczej nie narzekamy – produkty są raz lepsze, raz gorsze, ale raczej trudno im wiele zarzucić. No, może z wyjątkiem paskudnego triku z telewizorami, bo — jak głoszą złote rączki, które niejeden telewizor już naprawiały — południowokoreańska firma zastosowała niedawno niemiły manewr.

Gdy zarzucono Samsungowi, że montuje w swoim sprzęcie tanie, zawodne kondensatory, ten demonstracyjnie zmienił ich lokalizację i rodzaj, pokazując, jak bardzo dba o klientów. Sęk w tym, że zmienił tani, łatwy do wymiany podzespół na niewymienialne, dostępne na specjalne zamówienie, produkowane tylko dla niego elementy.

Ile w tym prawdy? Trudno ocenić, ale nawet jeśli tak jest, nie różniłoby się to od praktyk wielu innych producentów. Nie, zdecydowanie nie jest to powód, by pisać artykuł o tym, co mnie w Samsungu wkurza.

Zobacz również: Toshiba Z830

Nie każdy może być dogiem

Co jest zatem powodem? Chodzi o prosty fakt, że – gdy spojrzeć na działania tej firmy w ostatniej dekadzie – można odnieść wrażenie, że sprzedający dziesiątki milionów urządzeń i zarabiający miliardy w większości walut świata Samsung nie istnieje. Tej firmy nie ma: koreański czebol jest jak huba, niezdolna do samodzielnego istnienia bez jakiegoś drzewa, do którego będzie mogła się przyczepić.

Moja znajoma miała kiedyś doga. Uwielbiałem patrzeć na to wielkie i mądre psisko w czasie spacerów. Spokojnie zajmował się sobą i korzystał z chwil na świeżym powietrzu, z reguły nie zauważając nawet sfory przeuroczych kundelków, które – zamiast robić to samo – za cel życia postawiły sobie obszczekanie wszystkiego, co w najbliższej okolicy ośmieliło się poruszać.

Samsung ma wszystkie atuty, aby być takim dogiem. Ma technologię, której mogą mu pozazdrościć największe firmy z branży elektronicznej na świecie. Ma własne patenty, fabryki i imponujące doświadczenie w produkcji wszelakiej elektroniki. Potrafi samodzielnie wyprodukować wszystko – od żarówki, poprzez matrycę w dowolnej znanej dzisiaj technologii, po smartfony z najwyższej półki.

Tymczasem ta wielka, imponująca firma notorycznie wybiera dla siebie rolę gryzącego po nogach kundelka. Do czego zmierzam? Do sposobu, w jaki Samsung reklamuje niekiedy swoje smartfony. On nie reklamuje swojego sprzętu, nie przekonuje o jego zaletach, nie mówi „hej, jestem dobry, zasługujesz na mnie!”.

Punktem odniesienia dla Samsunga nie jest klient, bo cała energia jest skupiona na jednym celu: udowodnić światu i samemu sobie, że jest się w czymś lepszym od Apple’a. I nie zmienia tego fakt, że czasem robi to z wdziękiem i w całkiem zabawny sposób.

Król jest tylko jeden

Dla użytkowników Apple’a premiera kolejnego flagowca Samsunga nie ma raczej znaczenia. W ich społeczności nie widać ekscytacji, że jakaś firma wypuszcza nowy telefon. U Samsunga odwrotnie – premiera nowego iPhone’a to okazja do niekończących się porównań. I triumfalnych odkryć, że – o jejku! – jednak to Samsung ma dłuższy. Czas działania, rzecz jasna.

O ile jestem w stanie zrozumieć fanbojów, to nie rozumiem firmy, która ochoczo wkracza na ten teren. I przekonuje, że inni muszą podpierać ściany, ale nie użytkownicy Samsunga. Albo, że inni stojąc w długich kolejkach, tak naprawdę chcą większych ekranów, które udostępnia im Samsung. Albo, że nowy smartfon z Korei ma funkcje, których nie ma nowy smartfon z, a jakże, Cupertino (to nic, że jeden i drugi produkowane są przez tę samą firmę w Chinach).

Tworzy to obraz marki bez własnej tożsamości. To dziwne, zważywszy na fakt, że – obiektywnie – Samsung nie ma przecież powodów, aby wstydzić się swojego sprzętu. Albo nie ma ich więcej, niż inni producenci, bo mniejsze lub większe wpadki czy niedoróbki zdarzają się przecież każdemu.

I to właśnie wkurza mnie w Samsungu: mógłby być wielki nie tylko w liczbach sprzedanych urządzeń, ale również jako wspaniała marka. Nie jest – częściowo na własne życzenie. Cóż, król może być tylko jeden.

Zobacz więcej artykułów z serii: To mnie wkurza!

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Oglądasz filmy w sieci? Sprawdź, co ci grozi Smutny programista: ewolucja. Introwertyczny klepacz czy elitarny koder? Walkman, discman, mp3: odtwarzacze muzyczne mojego dzieciństwa Windows 10 Mobile - początek końca mobilnych okienek? Jesteśmy bohaterami gier. Świat coraz bardziej je przypomina