Mark Zuckerberg: odrzucił miliony, by zarobić miliardy. Czym kuszono twórcę Facebooka?

Facebook wcale nie był pierwszym sukcesem Marka Zuckerberga – już wcześniej chciały go zatrudnić Microsoft i AOL. Czym zwrócił na siebie ich uwagę i jak wyglądał jego droga do miliardów dolarów?

Zdjęcie Marka Zuckerberga pochodzi z serwisu Shutterstock

Zdjęcie Marka Zuckerberga pochodzi z serwisu Shutterstock

Facebook nie był początkiem!

Mark Zuckerberg i Facebook są jak Lenin i Partia z wiersza Wisławy Szymborskiej. Mówimy jedno – myślimy o drugim i na odwrót. Zanim jednak student Harvardu stał się miliarderem, a jego dzieło najpopularniejszym serwisem społecznościowym świata, Mark musiał dokonać wielu bardzo trudnych wyborów.

Wybrał mądrze, więc spotkała go za to zasłużona nagroda.

Wizytówka Marka z filmu "The Social Network"

Czytając różne notki biograficzne można odnieść wrażenie, że Zuckerberg wyskoczył nagle niczym królik z kapelusza, od razu mając pomysł na miliardowy biznes, a przed sobą jasną drogę, wiodącą do celu.

Ot, po prostu zaczął studia na Harvardzie i tam założył Facebooka. Czasem – co bardziej rzetelne źródła informacji – dodadzą, że wraz z grupą współpracowników. Problem w tym, że to zaczynanie opowieści od środka.

Pierwsza strona Marka Zuckerberga

Mark, jak wiele innych, znanych postaci branży IT, z komputerami miał do czynienia od najmłodszych lat. Urodził się w 1984 roku, a już 10 lat później zainteresował się możliwościami, jakie daje podpięty do sieci komputer.

Hej, nazywam się Slim Shady, nie, poważnie, nazywam się Slim Shady. No dobrze, tylko żartowałem, nazywam się Mark, mieszkam w mały miasteczku pod Nowym Jorkiem. Mam 15 lat, jestem po pierwszej klasie liceum.

Jego zainteresowania szybko zaczęły się konkretyzować. Jako 15-latek stworzył nieistniejącą już, ale ciągle dostępną poprzez Archive.org, osobistą stronę, z której pochodzi powyższy cytat. Umieścił na niej gry, aplikacje i długą listę najlepszych rzeczy. W kategorii „najlepszy w sieci” i po prostu „najlepszy” wpisał skromnie: „ja”.

Zobacz również: Niełatwe sprawy: monitor Philips 21:9

Archiwum strony http://www.angelfire.com/ny/mez51/

Już wówczas zaczął budować swoją pierwszą sieć społecznościową, zachęcając przy tym swoich czytelników, by ci zgłaszali się do niego, a także, by każda z nowych osób zgłaszała dwóch swoich znajomych. Jak widać idea, towarzysząca Facebookowi siedziała w głowie Marka już w 1999 roku!

Inteligentny odtwarzacz audio

Nieco wcześniej powstał jego pierwszy, użytkowy program o nazwie ZuckNet. Była to przeróbka AOL Messengera, której zadaniem było umożliwienie łatwej komunikacji dla członków rodziny – m.in. dzięki niemu Mark mógł porozmawiać z zapracowanym ojcem dentystą.

Od wczesnych lat zdradzał również nerdowskie zainteresowania. Jako wielki fan Star Wars zażyczył sobie, by jego bar micwa — żydowska uroczystość, organizowana z okazji 13. urodzin — została urządzona w klimacie Gwiezdnych wojen.

Synapse Media Player

Prawdziwym przełomem było jednak coś innego. Jeszcze w szkole średniej – najpierw elitarnej Horace Mann School, a później Phillips Exeter Academy – zaczął, razem z Adamem D’Angelo, pracę nad inteligentnym odtwarzaczem muzycznym. Odtwarzacz Synapse Media Player, oferował coś – jak na tamte lata – wyjątkowego.

Oprogramowanie uczyło się preferencji użytkownika i na tej podstawie było w stanie tworzyć spersonalizowane playlisty. Dzisiaj jest to dla nas standardem, ale gdy korzystamy z tej funkcji, warto pamiętać od czego (i kogo!) się to wszystko zaczęło.

Synapse Media Player był tak dobry że przyciągnął wówczas uwagę branżowych gigantów – oprogramowaniem zainteresowały się m.in. Microsoft i AOL, które oferowały Markowi milion dolarów i atrakcyjną posadę. Już wtedy Zuckerberg dokonał jednego z trudnych, ale kluczowych dla dalszej kariery wyborów. Odrzucił zarówno pieniądze, jak i ofertę pracy, która wiązała się z porzuceniem studiów. A swój program udostępnił w Sieci za darmo.

To nie był przypadek

Jego dalsze losy są – mniej więcej – powszechnie znane za sprawą kapitalnego filmu „The Social Network”. Scenarzysta Aaron Sorkin i reżyser, David Fincher, odwalili kawał dobrej roboty, przenosząc na ekran książkę Bena Mezricha „Miliarderzy z przypadku”.

Problem w tym, że – wbrew tytułowi książkowego pierwowzoru – w sukcesie Marka tego przypadku mamy niewiele. Jest za to masa wyrzeczeń, ogromnie ciężkiej pracy, odrzucanie licznych pokus i… dokładanie własnych i cudzych pieniędzy w deficytowy projekt. A przede wszystkim wiara, że to wszystko ma sens.

Nie, nie piszę tu legendy o świętym Marku. Ale zupełnie nie zgadzam się z większością jego notek biograficznych, w których pojawia się Facebook i… już. Razem z nim sława, pieniądze i legenda najmłodszego miliardera na świecie (nieprawdziwa, bo Dustin Moskovitz jest od niego młodszy o 8 dni!)

Zanim powstał Facebook

Przed Facebookiem były dwa mniejsze projekty – CourseMatch i Facemash. Ten pierwszy pozwalał sprawdzać listę studentów, zapisanych na te same zajęcia, a drugi — napisany w czasie upojnego wieczoru z komputerem i wielopakiem chmielowego trunku – umożliwiał wskazywanie spośród dwóch zdjęć atrakcyjniejszej twarzy.

Mark jeszcze jako student

Tworząc go, Mark skopiował mechanizm innego serwisu – Hot or Not – a przy okazji włamał się na uczelniane serwery, skąd pobrał zdjęcia studentów, co skończyło się postawieniem zarzutów przez radę uczelni. Zuckerberg dał jednak radę obronić się i uniknąć wyrzucenia z Harvardu.

Niemałe zdziwienie wywołała niedawna deklaracja Marka, który w mailu do CNN stwierdził, że je tylko mięso tych zwierząt, które własnoręcznie zabił. Czytaj więcej

Miał o co walczyć – od listopada 2003 roku skutecznie sabotował powstanie serwisu, do stworzenia którego zatrudnili go bracia Cameron i Tyler Winklevoss. Według ich pomysłu serwis o nazwie HarvardConnections miał być internetową skrzynką kontaktową dla studentów uczelni. Braciom brakowało jednak nie tylko wiedzy, ale i determinacji – prace nad prostym serwisem ciągnęły się bowiem od 2002 roku i dopiero zaangażowanie Marka miało je przyspieszyć.

Mark opóźniał prace jak tylko mógł, a w lutym 2004 roku uruchomił własny serwis theFacebook. Nie zrobił tego sam – w różny sposób pomagali mu w tym m.in. Dustin Moskovitz i Eduardo Saverin.

Tak wyglądały początki Facebooka!

Którą ofertę odrzucić?

Do września 2004 roku studencki projekt miał 250 tys. użytkowników i zaczął budzić zainteresowanie inwestorów. Choć początkowo to jeszcze Mark musiał przekonywać Petera Thiela do wyłożenia pieniędzy na rozwój Facebooka, to – niedługo później – już po nawiązaniu współpracy z Seanem Parkerem (przeczytacie o nim w artykule „Sean Parker: wielbiciel marihuany, który zamiast miliona woli miliard dolarów”), do Facebooka zaczęli zgłaszać się kolejni inwestorzy.

Jeszcze w czasie studiów na Harvardzie Mark dostał propozycję sprzedania Facebooka za 10 mln dolarów, którą bez zastanowienia odrzucił. Niedługo później – już po porzuceniu uczelni i całkowitemu poświęceniu się rozwijaniu Facebooka – 75 mln dolarów zaoferowało MTV.

Ta propozycja również została odrzucona, a było to w czasie, gdy lawinowo rosnące koszty sprawiły, że Mark musiał wysupłać z własnych oszczędności i wyżebrać u bliższych i dalszych znajomych 85 tys. dolarów na utrzymanie infrastruktury serwisu.

Kolejne oferty – miliard dolarów od Viacomu i 1,5 mld od Yahoo! Również zostały odrzucone. I właśnie te momenty – moim zdaniem – najdobitniej pokazują wiarę Marka w to, co robił. Nie wiem, jak wielu z nas miałoby dość determinacji, by odrzucić półtora miliarda dolarów w czasie, gdy brakuje nam pieniędzy na bieżącą działalność.

Ktoś jeszcze marudzi o końcu Facebooka?

Ciąg dalszy jest powszechnie znany, więc nie ma sensu powtarzać go po raz kolejny. Dość wspomnieć, że sukces Facebooka i jego wejście na giełdę w 2012 roku stworzyło więcej miliarderów, niż w przypadku jakiejkolwiek innej firmy na świecie.

Fot. Foxbusiness.com

Warto przy tym zauważyć, że coraz słabiej słychać głosy, wieszczące upadek Facebooka. Jeszcze kilka lat temu różni analitycy z mądrymi minami zapowiadali odpływ użytkowników, koniec mody czy coś jeszcze innego, co zakończy karierę serwisu. Wygląda na to, że tamte przewidywania nie były wiele warte, bo Facebook bije kolejne rekordy.

I zapewne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – serwis rozpoczął niedawno próby wielkich, autonomicznych dronów, które krążąc tygodniami bez lądowania nad jakimś obszarem, mają zapewniać jego mieszkańcom dostęp do Internetu, a serwisowi nowych użytkowników.

Plany są imponujące, podobnie jak niedawna deklaracja Marka Zuckerberga. Założyciel Facebooka z majątkiem szacowanym obecnie na około 45 miliardów dolarów (pamiętajmy, że to wirtualne pieniądze – kwota zależy od aktualnej wyceny akcji), zdecydował niedawno, że 99 procent swojego majątku odda na cele charytatywne.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Technologie:

Nurkujące drony i łodzie jak statki kosmiczne: osobisty sprzęt do podróży pod wodą Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Hatsune Miku: oto przyszłość muzyki. Ta Japonka zawsze będzie miała 16 lat Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Dzień z życia śmieciarza. Kosze na śmieci pełne telewizorów, komputerów i konsol? Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa PHAB Plus: więcej znaczy lepiej. Miniaturyzacja przestała być zaletą Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Oglądasz filmy w sieci? Sprawdź, co ci grozi