Dlaczego NIE czekam na Steam Machines?

O Steam Machines mówi się wiele. Nie dziwi mnie to, ponieważ pomysł jest całkiem niezły, a za wszystkim nie stoi banda pryszczatych małolatów szukających dofinansowania na Kickstarterze, lecz potęga w branży elektronicznej rozrywki wspierana przez czołowych producentów sprzętu. W związku z tym nie brakuje entuzjastów czekających z utęsknieniem na Steam Machines, wierzących w sukces idei Valve. Ja jednak pozostaję sceptyczny i wcale nie czekam na "rewolucję" skoncentrowaną wokół platformy Steam. Dlaczego?

Steam Machine? Nie, dziękuję...

Steam Machine? Nie, dziękuję... (Photo Credit: Sergey Galyonkin via Compfight cc, cropped from original)

Założenia Valve są proste, a sama idea szczytna. Steam Machines mają łączyć zalety konsol i PC, czyli być maksymalnie prostymi w obsłudze, stojącymi w salonach centrami multimedialnej rozrywki (z naciskiem na gry), oferującymi moc obliczeniową i jakość grafiki znaną z komputerów. I tu wszystko się zgadza — wszyscy tego chcemy. Szkoda tylko, że jak zwykle pomysł jest dobry, tylko wykonanie…

Ale zacznijmy od początku. Czym są Steam Machines? Od strony sprzętowej to najzwyklejsze pecety zamknięte w miniaturowych obudowach o nietuzinkowym (zazwyczaj) designie. Niestety, ich ceny nie są mini. Najtańsze z zaprezentowanych modeli, napędzane najczęściej przez APU AMD lub mające wyłącznie zintegrowany układ graficzny Intela, są wyceniane na 499 dolarów (bez VAT). Ceny zdecydowanej większości przekraczają jednak znacząco 1000 dolarów.

Podano do stołu!

Tanio więc nie jest. I jest to właśnie pierwszy powód, dla którego nie czekam na Steam Machines. Nie podoba mi się, że producenci traktują użytkowników jak idiotów i każą im za to słono płacić. Obudowy typu SFF nie są żadną nowością i samodzielne (lub z pomocą sprzedawcy) złożenie mini-PC o identycznej lub lepszej konfiguracji, ale kosztującego sporo mniej nie jest żadnym problemem. Owszem, trzeba włożyć w to nieco wysiłku (np. pójść do sklepu czy skorzystać z porównywarki cenowej), ale zaoszczędzić można naprawdę dużo. Przy czym zazwyczaj im bardziej wypasiony zestaw, tym większa różnica w cenie. Ale nie tylko o finanse tutaj chodzi. Przede wszystkim chodzi o wygodę i praktyczną realizację założeń. Na Steam Machine mamy głównie grać i robić to w salonie.

Jednak jest kilka przeszkód. Pierwsza to brak spójnej specyfikacji sprzętowej. W rezultacie Steam Machines, podobnie jak klasyczne pecety, bardzo się od siebie różnią, zarówno mocą obliczeniową, jak i cenami. Z jednej strony to dobrze, bo mamy duży wybór. Z drugiej strony jest to ogromna wada. Valve, próbując stworzyć rozwiązanie łączące zalety konsol i komputerów, powiela też wady. Jedną z nich jest właśnie konieczność pamiętania o minimalnych wymaganiach sprzętowych.

Najtańsze Steam Machines, które są wyceniane podobnie do konsol nowej generacji, nie grzeszą osiągami już teraz. Nabywcy nie mają zatem żadnej gwarancji, że nawet w dniu zakupu maszyny wszystkie dostępne gry będą na niej działać w rozsądnym tempie (>30 FPS) w pożądanej rozdzielczości (1080p). Super, że Steam Machine można łatwo rozbudować. Tylko że praktycznie wszystkie nowe PC pozwalają na wymianę podzespołów bez sięgania po śrubokręt. Więc gdzie ta innowacja?

Digital Storm Bolt II

A od peceta, który, za przeproszeniem, udaje konsolę (zarówno pod względem designu, jak i uproszczonej obsługi, funkcjonalności i przeznaczenia) i niemało kosztuje, oczekuję nieco więcej niż tylko możliwości nieskrępowanego oglądania filmów czy słuchania muzyki. Bo skoro mam przepłacać za futurystycznie wyglądający Steam Machine tylko po to, by w komplecie dostać fajnego pada i preinstalowaną prostą w obsłudze dystrybucję Linuksa, to wolę jednak samodzielnie złożyć mini-PC i zainstalować system taki, jaki będzie mi odpowiadał. Dlatego właśnie nie czekam na Steam Machines.

Zobacz również: Gadżetomania.TV: D&D Neverwinter po polsku - Wywiad z autorami

Komputer, który zmusza mnie do wertowania rubryk z wymaganiami minimalnymi i regularnej modernizacji, już mam i nie potrzebuję kolejnego, tylko droższego i zamkniętego w ciut mniejszej (albo i nie) obudowie. Wiem, że wygodnie jest wierzyć producentom i liczyć, że konfiguracja będzie dobra. Ale pamiętajcie, że typowy Kowalski ma w świecie technologii zdrowo przerąbane i zdawanie się na producentów (wygodnictwo) jest błędem.

Kolejną przeszkodą, przynajmniej dla mnie, jest system SteamOS. Jego założenia bardzo, ale to bardzo mi się podobają. Minimalizm, przejrzystość, prostota obsługi – to wszystko oferuje właśnie ta przygotowana przez Valve dystrybucja Linuksa. Niestety, nie wierzę, że będzie to dobra platforma do grania. Autorzy co prawda twierdzą, że wszystkie gdy dostępne na platformie Steam będą działać, ale jednocześnie zaznaczają, że w razie potrzeby tytuł niedostępny będzie można uruchomić na innym komputerze i strumieniować do Steam Machine. Wszystko fajnie, tylko jaki jest sens kupowania Steam Machine tylko po to, żeby strumieniować nań gry ze stojącego w drugim pokoju peceta z Windowsem?

BitFenix Phenom - obudowa dla Twojego mini-PC

Nie wyobrażam sobie, żebym po wydaniu kilku tysięcy złotych musiał w innym pomieszczeniu uruchamiać komputer, instalować na nim grę i zestawiać połączenie, by móc pograć na Steam Machine. Osobiście wolałbym w takim przypadku po prostu podłączyć PC do telewizora i nie bawić się w strumieniowanie. I jest to kolejny powód, dla którego nie czekam na Steam Machines. Nie wierzę w zapewnienia, że nagle na Linuksa staną się dostępne tysiące gier wykorzystujących API DirectX, a idea posiadania dwóch komputerów stacjonarnych po to, by na jednym pracować, a na drugim grać w gry uruchomione na pierwszym, do mnie nie przemawia. Tym bardziej że na posiadanej maszynie mogę zainstalować SteamOS, pada też do niej mogę bez problemu podłączyć.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stworzenie własnej dystrybucji Linuksa było dla Valve jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Ale niekoniecznie ta opcja jest równie dobra dla graczy, którzy mają do wyboru zarówno stosunkowo niedrogie konsole, jak i zwykłe, tańsze pecety z Windows. Oczywiście producenci obiecują wsparcie dla dwóch systemów (SteamOS i Windows; to było nieuniknione), ale przełączanie między nimi to kolejny workaround, a nie rozwiązanie.

Steam Machines to ciekawa koncepcja, ale ma zbyt wiele wad. Mamy wybór, ale pozostaje uciążliwa konieczność analizowania (wymagania sprzętowe, ewentualnie rozbudowa). Dochodzi wygoda obsługi, ale nie brakuje też ograniczeń (Linux) i problemów, które są zręcznie obchodzone (streaming z innego PC lub dwa systemy w standardzie). I za to wszystko trzeba sporo zapłacić. Osobiście wolę podłączyć do telewizora mój mini-PC, a do niego bezprzewodowego pada i mieć to samo, a wydać mniej. Później ewentualnie doinstaluję SteamOS. Maszyny z preinstalowanym są za drogie.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Warszawa jest smutna, a Wrocław przereklamowany Historia pewnej marynarki Recenzja: Cała prawda o planecie Ksi Robaczki z Zaginionej Doliny – narkotyki, kosmici i rzeź Jak obejść paywall Agory, czyli będę bronił Spider’s Web (o dziwo) Żegnajcie, gracze Słowiańskie dziwy Czat ze zmarłym? Pokaż swojemu dziecku, jak przegrywa prawdziwy facet! Jak się kończy gry? Pismo obrazkowe – po co robić internetowe wideo? "List Miłosny" dla wesołej czwórki Netflix naprawdę by nam się przydał! Polacy piracą "House of Cards" na potęgę Stracił rękę w wypadku, a dziś gra na perkusji! 10 oczywistych gier na początek Lubicie pisać? Zapraszamy na nasze łamy! Czeka satysfakcja, sława i… tablety Lenovo Yoga "Her" - trudne randki z komputerem Cenzorze, daj spokój grom! Jakie pierwsze trofeum, taki cały rok Gdzie się podziały prawdziwe RPG-i? Ten system naprawdę nie ma sensu! Aż 3 mln Polaków jest zwolnionych z abonamentu RTV Ten chłopak umie ułożyć 3 kostki Rubika w minutę. Pod wodą! Bronię polskich internetowych hejterów!