felieton
Biologia i technika, czyli wirus w muzeum
Słowo „wirus” współcześnie kojarzy się raczej ze złośliwym oprogramowaniem niż zwykłą chorobą. Związek pomiędzy dwoma znaczeniami jest na ogół jasny: wirus – obojętnie jaki – to coś, co ma zdolność replikacji i jest w stanie samodzielnie infekować. Raczej nikt nie chce mieć do czynienia z wirusami – ani komputerowymi, ani biologicznymi. W powszechnej opinii należy je przede wszystkim zwalczać. Nie wszyscy jednak traktują wirusy jak plagę i dopust boży.
Najdziwniejszy pomysł na klawiaturę do Twojego tabletu
Istnieją środowiska (poza oczywistymi w tym kontekście grupami programistów i twórców wirusów), które postanowiły wykorzystać potencjał sztucznej choroby do celów naukowych i… artystycznych. Przyświeca im pytanie: czego może nauczyć nas wirus?
W popkulturze często występuje topos samoświadomego wirusa, który to, wydobyty przez Tajny Zakon z Mrocznych Kazamatów Przeszłości, przejawia nieprzepartą chęć zniszczenia całego znanego nam świata. Przykładów (chociażby literackich) na eksploatację tego motywu nie brakuje. By nie być gołosłownym, wypada wspomnieć tu o książce Jamesa Rollinsa pod efektownym tytułem „Wirus Judasza”, bardzo sprawnie napisanej powieści sensacyjno-fantastyczno-przygodowej. Jej lektura jest wręcz modelowym przykładem, ile da się wycisnąć z wiroidalnej tematyki przy odpowiedniej dozie wyobraźni: cyjanobakterie wywołujące kanibalizm, zakażone kraby zamienione w żywe kompasy, kalejdoskop lokacji i postaci – Marco Polo i bezwzględni wojskowi, od Watykanu po Kambodżę… Wszystko to oparte na obecnym w naszej kulturze przekonaniu, że wirus jest synonimem zła i destrukcji.
Są jednak tacy, którzy dostrzegają pozytywny potencjał w tym tak pobudzającym wyobraźnię fenomenie. Na weneckim Biennale Sztuki w 2001 roku pokazano prace wykorzystujące jako artystyczne medium wirusy komputerowe. Jedną z nich był napisany specjalnie na tę okazję złośliwy, samoreplikujący się program „biennale.py”, wypuszczony na internetową wolność w momencie inauguracji wystawy z komputerów pawilonu słoweńskiego. Co ciekawe, programiści (artyści?) poinformowali wcześniej o całym wydarzeniu firmy zajmujące się oprogramowaniem antywirusowym, z jednej strony zabezpieczając się w ten sposób przed grożącymi im prawnymi konsekwencjami, z drugiej zaś – jak sami podkreślali – prowokując specyficzną zabawę w kotka i myszkę z wirusem-dziełem sztuki.
Organizatorzy pomyśleli też o odpowiedniej oprawie medialnej. Odwiedzający pawilon mogli kupić koszulki reklamujące wirusa, pojawiła się również szansa przetestowania jego w całości udostępnionego publicznie kodu źródłowego na jednym z zainfekowanych komputerów – eksponatów. Kontrowersyjny projekt spotkał się z mieszanym przyjęciem, prowokując przede wszystkim pytania o definicję dzieła sztuki i zakres obywatelskiej odpowiedzialności jej twórców.
Jeden z najbardziej interesujących postulatów wiroartystów dotyczył jednak czegoś innego i zawierał się w niepozornym manifeście towarzyszącym ekspozycji – chodziło w nim o porównanie ludzi do „nośników sztuki-wirusa”, traktowanych jako „biologiczna baza” służąca reprodukcji „dzieła”. Ludzie – argumentowali kuratorzy projektu – sami piszą i popularyzują wirusy, które później w specyficzny sposób powracają, potencjalnie infekując swoich twórców. Dwuznaczna zależność człowiek-wirus, na którą starał się zwrócić uwagę projekt „biennale.py”, przenosi nas do następnej kwestii związanej z tą tematyką – związku mechanizmów działania ludzkiego ciała z nowoczesnymi sieciami komunikacji.
Tak wygląda największy Scrabble na świecie?
Jeden z najsłynniejszych biologicznych wirusów ostatnich lat – SARS – rozprzestrzenił się w krótkim czasie na kilka kontynentów dzięki globalizacji. Chiński lekarz, który jadąc metrem w Hongkongu, zaraził ludzi udających się później do Kanady, Wietnamu i Stanów Zjednoczonych, nie stanowiłby takiego zagrożenia, gdyby nie zetknął się z nowoczesną siecią komunikacji wielkiego miasta. Wkrótce po tym wydarzeniu Biały Dom zezwolił na objęcie kwarantanną również osób zdrowych, które mogły mieć jakikolwiek kontakt z wirusem.
Organizowano naukowe konferencje i sympozja, mobilizując przy okazji niezliczone rzesze biurokratów i naukowców. Skutki tak szeroko zakrojonych działań pozwoliły uniknąć epidemii i zapewniły mediom gorący temat na co najmniej parę miesięcy. Działanie wirusa ujawniło jednak dość paradoksalną i rzadko zauważaną kwestię: SARS skutecznie „zaraził” opinię publiczną, rozprzestrzeniając informację o swojej obecności i powodując alergiczne reakcje mediów na całym świecie o wiele skuteczniej, niż bezpośrednio szkodząc poszczególnym ludziom.
Pytanie, czego może nauczyć wirus – tak komputerowe, jak i biologiczne jego wcielenie – ma zatem wiele odpowiedzi. Najszersza z nich jest prosta: badanie wirusów, metod ich rozprzestrzeniania i działania ma bez wątpienia potencjał poszerzania świadomości na temat skutków globalizacji, rozrostu sieci komunikacyjnych i ich skomplikowanych, niewidocznych na pierwszy rzut oka zależności. Jako samodzielny, a więc nieprzewidywalny twór, wirusy dobrze wpisują się w archetypiczny lęk przed Nieznanym, którego nie jesteśmy w stanie kontrolować, chociaż sami go stworzyliśmy.
Pytanie otwarte: Kto powinien recenzować gry?
Zadałem sobie powyższe pytanie po przeczytaniu komentarza naszego Czytelnika morciby, zamieszczonego pod moją recenzją The Legend of Zelda: Skyward Sword. Chodzi mi dokładnie o jego opinię związaną z tym, że:

Krzywym Okiem: Trochę nietypowych, dziwnych gier
Rosnący rynek gier mobilnych i niezależnych przyniósł prawdziwy zalew nietypowych projektów i dziwactw w stylu „sprawdzić i wyrzucić”. Dawniej robienie eksperymentalnej gry wymagało nieco większego ryzyka (czyt. budżetu), dlatego też wypada poświęcić dużym, pudełkowym produkcjom więcej uwagi niż tworom internetowej fali pixel-artu i naiwnego pseudopowrotu do starej szkoły. Przypomniałem sobie trochę pozycji, które pobudzały moją wyobraźnię jeszcze nie tak dawno, [...]

Użytkownicy iPhone'a nie wyleczą się z homoseksualizmu
[...] czy felieton prasowy, w których można prowadzić efektowne i często bezsensowne debaty. Usunięcie aplikacji[...]

Czy Duke Nukem Forever podzieli graczy?
Przyglądając się pierwszym ocenom Duke Nukem Forever, już widzę, że ten tytuł może podzielić graczy. Jeśli gra dostaje zarówno 40/100 punktów (D+PAD), jak i 81% (PC Games), to znaczy, że jednogłośnego werdyktu nie będzie.

Nie płać 3000 zł za laptopa. Możesz wydać dwa razy mniej
3000 zł – często tyle przeznaczamy na zakup nowego laptopa, nawet jeśli nie mamy sprecyzowanych oczekiwań wobec niego. Czy nie będąc zapalonym graczem, trzeba koniecznie wydać taką sumę? A może jednak wybrać coś tańszego? Co dokładnie?

Gdy w środku nocy budzi Cię ledwo słyszalne buczenie i myślisz, że to nic takiego, mylisz się. Obserwuje Cię siła potężniejsza, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Ukryta pod plastikiem i szkłem. Zakamuflowana między szafkami. Czekająca cierpliwie latami na najlepszy moment do zadania śmiertelnego ciosu. Nie jesteś bezpieczny…
![Zemsta Rubina [felieton]](http://s1.blomedia.pl/gadzetomania.pl/t/270x168/2011/05/Poltergeist4-221x168.jpg)
Gry akcji na PC - co jeszcze można wymyślić?
[...] przeciwników+ pokonanie bossa . Scenariuszom poświęcę osobny felieton, teraz wróćmy do tego, co by[...]

[...]! Z przyjemnością informuję, że niniejszy felieton jest pierwszym w historii tekstem 3D. Do jego przeczytania[...]

Notebooki - coraz szybsze i coraz gorsze?
Wiele lat temu pierwsze laptopy, jak to często bywa, cierpiały na choroby wieku dziecięcego – duże rozmiary oraz wagę, a także wysoką cenę i małą dostępność. Z czasem stały się prawie tak popularne jak komórki, a popyt na nie przewyższył sprzedaż PC. Czy notebooki, choć coraz szybsze, nie stają się coraz gorsze?

Wynalazki XIX wieku, bez których nie byłoby Gadżetomanii
[...]Wynalazki XIX wieku to pasjonujący temat, któremu można by poświęcić nie tylko krótki felieton[...]

Powolne konanie księcia w cieniu E3 i Eurowizji
[...] westernowych , oraz felieton o Eurowizji .I tylko księcia żal...[...]

Podsumowanie tygodnia 22.09.08 - 28.09.08 na GRRR
[...]: Chinatown Wars (oj TVN będzie tu miał używanie!) to opublikowaliśmy też felieton na temat starzenia[...]






![Niezwykłe konstrukcje [cz. 3.]. Kalinin K-7 – radziecka latająca forteca](http://s1.blomedia.pl/gadzetomania.pl/t/135x84/2012/05/kalinin-k7-282369.jpg)




![Nissan X-Trail 2,0 dCi LE Platinum vs. Suzuki Grand Vitara 2,4 VVT Premium [wideotest autokult.pl]](http://s2.blomedia.pl/autokult.pl/t/135x84/2012/05/DSC04873-219912.jpg)





