gadżety porucznika Borewicza

  1. Najlepsze gadżety porucznika Borewicza

    07 - groźna mina i gadżety

    Ja 07, zgłaszam się!

    Który z nas nie marzył, aby zostać oficerem milicji. Po przejściu kapitana Żbika na emeryturę niedoścignionym wzorcem stał się porucznik Borewicz. Zawsze pojawiał się na miejscu zbrodni z fantazyjną fryzurą, krawatem wielkości plandeki na ciężarówkę i zabójczo pachniał Old Spice’em. I te jego zabawki…

    Prawie w każdym odcinku serialu „07 zgłoś się” pojawiały się liczne gadżety – nierzadko najnowocześniejsze osiągnięcia polskiej i imperialistycznej techniki – ale gdybym chciał opisać je wszystkie po kolei, musiałoby to potrwać dłużej, niż czekało się wtedy na talon na „Ładę”. Dla ułatwienia pogrupowałem gadżety polskiego Jamesa Bonda tematycznie, opatrując je stosownymi rycinami.

    Pojazdy

    Porucznik Borewicz miał skromny wybór, jeśli chodzi o park maszynowy, ale dostępnymi pojazdami poruszał się jak szatan wcielony. Początkowo brawurowo ujeżdżał brązowego „kredensa” 125p i nie wahał się użyć go w razie potrzeby nawet jako pojazdu terenowego.

    brazowy kredens 125

    Brązowy kredens 125p - życie na krawędzi...

    Później przesiadł się na najnowszą polską konstrukcję motoryzacyjną – białego Poloneza. Ze względów taktycznych i dla zmylenia przestępców poldek miał w każdym ujęciu inne numery rejestracyjne i znikającą wycieraczkę. Niesamowita technika operacyjna!

    poldek i furmanka

    Manewr prawym pasem w służbie prawa.

    Poza cywilnymi maszynami porucznik miał do dyspozycji całą flotę milicyjnych pojazdów lądowych, powietrznych i wodnych. Pościgowe „kredensy” z szafą grającą na dachu dawały radę nawet zachodnim samochodom. W serialu licznie występują „Nyski” zwane w środowiskach kynologicznych „sukami”. Jest też odcinek, w którym wiedzeni ułańską fantazją porucznicy Borewicz i Zubek przemieszczają się szynowym pojazdem operacyjnym z napędem organicznym…

    drezyna

    Drezyna operacyjna.

    W kilku odcinkach pojawia się pożyczony od wojska śmigłowiec Mi-2 nie do końca przemalowany na niebiesko.

    śmigłowiec nie całkiem niebieski

    Mimo niekompletnego malowania latał całkiem nieźle...

    W jednym z odcinków swoją życiową rolę gra pościgowy UAZ brygady antyterrorystycznej, z powodzeniem doganiający startujący samolot. Zupełnie przypadkiem pamiętam oszałamiające osiągi tego mauzoleum motoryzacji, zbliżone do dynamiki fortepianu wiezionego na taczkach, więc najwyraźniej coś nie tak musiało być z samolotem. Ale stewardesy były fajne…

    gazik i samolot

    UAZ-em na gapę?

    Środki łączności

    W porównaniu z 007 – Jamesem Bondem – porucznik Borewicz miał krótszy numer wywoławczy. Ten genialny pomysł usunięcia jednego zera, na który nie wpadli imperialistyczni księgowi, pozwalał znacząco skrócić czas połączeń i przynosił ogromne oszczędności socjalistycznej gospodarce. Szeroka gama urządzeń łączności wykorzystywanych przez milicję mogła śmiało konkurować z dzisiejszą trywialną telefonią komórkową. Najbardziej wyczesany sprzęt znajdował się w gabinecie majora. Jak ja mu zazdrościłem tego telefonu z milionem guziczków! Po drugiej stronie każdego guziczka byli jacyś inni majorzy, radiowozy, laboratoria, komisariaty, towarzysze z Komitetu Centralnego albo pani przynosząca herbatę. Tylko pizzy major nigdy nie zamawiał. Być może z powodów ideologicznych.

    centralka

    Tu się zamawia kawę, herbatę, radiowóz albo ekspertyzę...

    Z kolei porucznik Borewicz zazwyczaj meldował się do sitka zamontowanego w samochodzie, ale zależnie od sytuacji korzystał też z krótkofalówki „Echo”, radiotelefonu z słuchawką albo pilotki z laryngofonem, który działał na zasadzie różnicowego pomiaru rezonansu magnetycznego migdałków… czy jakoś tak.

    laryngofon

    Laryngofon, czyli radio na migdałki.

    Wszystkie te systemy łączności funkcjonowały w magiczny sposób: w każdej chwili, mówiąc do sitka, można było wezwać patrol, wstrzymać odlot samolotu albo zarządzić blokadę dróg. Marzyłem o czymś takim, żeby odwołać klasówkę z matmy, ale mimo mówienia do różnych sitek nigdy nie odniosłem sukcesu. Brak zasięgu czy co?

    Sprzęt do inwigilacji

    Nie ma dobrego śledztwa bez urządzeń do rejestracji dźwięku i obrazu. Nagrywanie zeznań to chleb powszedni każdego oficera śledczego – najlepszym sprzętem do tego celu był magnetofon szpulowy typu Kasprzak ZK-140T (możliwa jest też wersja ZK-120), sterowany kręciołkiem. Intuicyjna obsługa jedną ręką, bezklawiszowy interfejs, szeroki wybór taśm magnetycznych produkcji Stilon Gorzów oraz wygląd robiący wrażenie – czegóż chcieć więcej? Przestępcy miękli jak wosk…

    zk140t

    ZK140T (ZK120) - szpulowe narzędzie opresji...

    ZK-140 świetnie sprawdzał się jako sprzęt stacjonarny, ale do działań w terenie potrzebny był jakiś sprzęt przenośny. Nic tak nie zaskakuje przestępcy jak dowód zbrodni utrwalony na kasecie za pomocą kierunkowego mikrofonu szpiegowskiego. Prawidłowo użyty kaseciak MK-125 był w stanie złamać najbardziej zatwardziałego kryminalistę.

    mk125

    MK125 - kasetowy bicz na kryminalistów.

    W serialu pojawia się naręczny zegarek służący jako zakamuflowany nadajnik radiowy. Niestety, ze względu na tajemnicę państwową do dziś nie udało się ustalić, w jaki sposób w zegarku zmieścił się radiotelefon „Echo”. Jako że zegarek nie jest ruski, podejrzewam jakiś tajny układ z dostawcami gadżetów Bonda. Polskie służby zaadaptowały szpiegowski gadżet ze zgniłego Zachodu i zmusiły go do pracy zgodnie z naszymi socjalistycznymi wartościami.

    zegarek z radiostacją

    Zegarek z radiostacją i fikuśną antenką.

    Sprzęt specjalistyczny

    Najnowsze osiągnięcia techniki nie omijały milicyjnych laboratoriów. Jednym z najbardziej fascynujących urządzeń było tzw. telefoto. Ta graniasta drewnopodobna skrzynia wyposażona w kolorowe lampki i tajemnicze pokrętła działała w absolutnie magiczny sposób. Przy odrobinie samozaparcia i mocnych dłoniach dało się z niej wyciągnąć naklejone na czarny karton zdjęcie złego przestępcy, wysłane z Centralnej Kartoteki Zdjęć Złych Przestępców. Mimo tych wszystkich lampek i pokręteł do dziś mam przeczucie, że zdjęcie było po prostu wpychane przez dziurę w ścianie z sąsiedniego pomieszczenia…

    telefoto

    Za chwilę z wnętrza wyjedzie fotka przestępcy...

    Radar do poszukiwania zwłok potrafił pokazać na wydruku zarys ciała zakopanego pod ziemią. Niesamowite! Jestem niemal pewien, że francuscy policjanci po godzinach używali czegoś takiego do poszukiwania trufli…

    radar ziemny

    Radar do wykrywania zwłok i trufli.

    Broń

    Na to czekaliście! Każdy facet marzy o wzięciu kogoś na muszkę i pociągnięciu za cyngiel. Porucznik Borewicz, mimo braku dwuzerowej licencji na zabijanie, wcale nie ustępował Bondowi biegłością w posługiwaniu się bronią. Miał swój mały pistolecik, którym budził przerażenie wśród przestępców, ale nie stronił też od większych giwer, z kałaszem AK-47 włącznie.

    kałachy

    Porucznik Borewicz z naręczem kałachów udaje się na spotkanie z przestępcą.

    Mimo że broń palna nie jest w serialu nadużywana, mamy wyjątkową okazję podziwiać podwójne otwory wlotowe od jednej kuli oraz polską specjalność w dziedzinie efektów specjalnych – krwawiące ubrania.

    Wyposażenie osobiste

    Mimo preferowania produktów zegarmistrzowskich bloku wschodniego, w paru odcinkach na mocarnym nadgarstku porucznika Borewicza można dostrzec cudo zachodniej rodzimej techniki – zegarek elektroniczny z czerwonym LED-owym wyświetlaczem. Po naciśnięciu przycisku zegarek wyświetlał godzinę, po następnym naciśnięciu datę, a po trzecim sekundy. Po czwartym naciśnięciu trzeba było wymienić baterię. Wiem co mówię, bo też miałem taki zegarek i ze względu na koszty eksploatacji szybko oduczyłem się szpanowania przed kolegami.

    zegarek cyfrowy

    Szczyt nowoczesności - zegarek cyfrowy. Zwraca uwagę ułożenie nadgarstka - czyżby inspiracja "Davidem" Michała Anioła?

    Każdy odcinek „07 zgłoś się” to setki wypalonych papierosów. Ten uwarunkowany kulturowo sposób podkreślania męskości bohaterów powodował, że większość serialowych wnętrz jest zadymiona jak garaż z płonącym Trabantem. Ponieważ nie ma dymu bez ognia, porucznik Borewicz z gracją posługuje się zapalniczką, przypalając nią a to swoje peweksowskie Malborasy, a to rodzime Piasty różnym paniom. Bardzo popularne w tych czasach były piezoelektryczne zapalniczki-jednorazówki, sprowadzane masowo z drugiego obszaru płatniczego. Były warte grosze, ale przedsiębiorczy biznesmeni wkręcali w nie zaworki do napełniania gazem i w takiej formie puszczali podrasowany towar za wielokrotność ceny. Niestety, mało który posiadacz „wielorazowej” zapalniczki miał szansę ją powtórnie napełnić, bo trwałość mechanizmu piezo się nie zmieniała i starczała tylko na kilkadziesiąt odpaleń.

    zapalniczka piezo

    Jak przypalać, to tylko zapalniczką piezo z zaworkiem.

    O wodzie po goleniu Old Spice już wspominałem. Z braku zapachowych telewizorów wypada wierzyć na słowo, że porucznik faktycznie roztaczał tę imperialistyczną woń. A jeśli nawet nie pachniał, to nadrabiał urokiem osobistym, okularami przeciwsłonecznymi i fantazyjnymi fryzurami w stylu „fale Dunaju”. Takiemu zestawowi żadna kobieta nie mogła się oprzeć, co budziło niesmak porucznika Zubka i stało w jawnej sprzeczności z socjalistyczną moralnością. I właśnie o to chodziło…