granice państwowe

  1. 10 najdziwniejszych granic na świecie

    Bywają różne granice. Większość z nich, w dobie powszechnej globalizacji, to tylko
    umowne linie na mapie – coraz bardziej umowne. Opuszczenie Niemiec i wkroczenie na teren Polski
    niewprawny obserwator zauważy wyłącznie poprzez różnicę w bogactwie… bogactwie
    nawierzchni jezdni w ubytki. Niektóre granice są całkowicie niezauważalne – zmora
    grzybiarzy spod Gołdapi, a niektóre aż nazbyt charakterystyczne. O tych
    drugich traktuje dzisiejszy tekst.

    Granicę hiszpańsko-marokańską wbrew pozorom nie do końca wyznaczają wody Morza
    Śródziemnego. Pod hasłem „wbrew pozorom” kryją się między innymi Ceuta, Melilla i Peñón
    de Vélez de la Gomera – zamorskie posiadłości Hiszpanii na północnym wybrzeżu Afryki.
    Zacznijmy od końca… Peñón de Vélez de la Gomera jeszcze do niedawna było wyspą,
    jednak natura zrobiła psikusa i poprzez piaszczysty nanos przekształciła ją w półwysep.
    Doprowadziło to do powstania jednej z najkrótszych lądowych granic państwowych – liczy
    ona zaledwie 85 metrów długości. Warto wspomnieć, że to malownicze miejsce pozbawione
    jest ludności cywilnej – mieści garnizon wojskowy.

    Ceuta i Melilla, hiszpańskie miasta-eksklawy na terenie Maroka, wywołują znacznie gorsze
    doznania estetyczne. Wszystko przez strefę neutralną i płot, który postawili na niej Hiszpanie.
    Mierzący trzy metry wysokości „mur” zwieńczony drutem kolczastym i zaopatrzony w
    regularnie ustawione wieżyczki patrolowe ma ograniczyć nielegalną imigrację oraz przemyt.
    W przypadku samej Melilli koszt jego budowy to 33 miliony Euro.

    W wielkich górach – Himalajach… Każdy wie, czym jest Mount Everest, jednak tylko nieliczni
    pamiętają, że granica Nepalu i Chin przebiega idealnie przez środek góry, a co za tym idzie –
    sam szczyt. To czyni granicę nepalsko-chińską najwyżej położoną na świecie.

    Na północy naszego kraju w powiecie suwalskim jest taka wieś – Wiżajny. Gdy spojrzeć na
    mapę, jej położenie względem prostej jak strzała północnej granicy wyróżnia się, tworząc
    swego rodzaju cypel. Istnieje anegdota, że to wybrzuszenie to efekt sposobu tworzenia
    linii demarkacyjnej tego obszaru po wojnie – rzekomo ołówek Mołotowa najechał na palec
    Stalina.

    W 1902 roku miała miejsce delimitacja granicy sudańsko-egipskiej sprzed trzech lat. Gołym
    okiem widać, że i tu linijka też była obecna. Doprowadziło to do kuriozalnej sytuacji – dziś
    na terenie Egiptu znajduje się sudański Bir Tawil, zaś w obszar Sudanu wchodzi tak zwany
    trójkąt Halaib. Państwa toczą ze sobą spór tylko o ten drugi teren – w przeciwieństwie do
    pierwszego – obfitujący w bogactwa naturalne. Niechciany Bir Tawil pozostaje jedynym
    miejscem na świecie (poza Antarktydą) nieprzypisanym do żadnego kraju.

    Nikt dokładnie nie wie, jak przebiega granica pomiędzy tymi krajami. Zjednoczone Emiraty
    i Arabia Saudyjska teoretycznie granicę mają. Została określona w 1970 roku, jednak nie
    poprzez wytyczenie, a oszacowanie – istnieje więc tylko na mapie. Granica ZEA z Omanem
    nie jest natomiast w ogóle zdefiniowana… Kwestia nie wydaje się jednak pilna: pustynny
    klimat jest ze wszech miar niesprzyjający, a zresztą… kto by się przejmował garstką piasku w
    obliczu wszechobecnych litrów ropy?

    Dystrykt Kolumbii to obszar Stanów Zjednoczonych dziś praktycznie zespolony ze stolicą USA
    – Waszyngtonem, pierwotnie był terytorium oderwanym od stanów Maryland i Wirginia.
    Do fizycznego wyznaczenia granicy posłużyło 40 dużych kamieni umieszczonych w ziemi
    w odległości jednej mili od siebie. Co ciekawe – dziś brakuje jedynie kilku z nich.

    Bardziej interesująca jest jednak inna kwestia – część terytorium dystryktu z czasem powróciła
    do stanu Wirginia, część uzyskała autonomię, część natomiast należy do stanu Maryland. Taki
    układ powoduje, że niektóre ulice zostały administracyjnie podzielone, a granicę stanowią
    krawężniki. Widoczne jest to w specyficzny sposób: sklepy po północnej stronie ulicy mają w
    oknach wystawowych numery telefonów z kierunkowym stanu Maryland, po południowej zaś
    – dystryktu Kolumbia.

    Baarle to miasto położone na granicy holendersko-belgijskiej. Wydawałoby się, że nic w tym
    nadzwyczajnego, w Polsce też mamy podobny przypadek w postaci Cieszyna, jednak sytuacja
    polsko-czeska ma się nijak do skomplikowanej kwestii, o której tu mowa. Otóż podział
    Baarle nie przebiega liniowo…

    Miasto stanowi skomplikowany układ enklaw i eksklaw, w niektórych miejscach granica przebiega wzdłuż ulic albo dzieli dom na pół, a kwestią decydującą o przynależności do Baarle-Hertog (Belgia) czy też Baarle-Nassau (Holandia) jest to, na którą część miasta wychodzą drzwi budynku. Międzynarodowym problemem stało się wejście do jednej z posiadłości, w której granica przebiega przez sam środek drzwi, a właściciel od lat nie zgadza się na ich przestawienie.

    Obszar podzielony między Bangladesz i Indie. Podzielony w sposób co najmniej oryginalny -
    część działek to bangladeskie eksklawy na terytorium Indii, a część – indyjskie na terytorium
    Bangladeszu. Absolutnym kuriozum jest Balapara Khagrabari: ta indyjska eksklawa leży
    na terytorium Bangladeszu, jej enklawą jest obszar bangladeski, natomiast jego enklawą –
    indyjska Dahala Khagrabari. Pomieszanie z poplątaniem? To chyba za mało powiedziane.

    Dzielący jedyną słuszną Koreę od tej złej pas ziemi liczy 258 km długości i 2,5 km
    szerokości. Jak sama nazwa wskazuje – to… najsilniej uzbrojona granica na świecie. Miny,
    broń chemiczna i broń nuklearna to dowód ognistego uczucia, jakie żywią do siebie te kraje.
    Choć w 1953 roku nastąpiło zawieszenie broni, oba państwa są formalnie w stanie wojny.

    Przywiązanie do miłościwie panującego Kim Dong Ila nie pozwala Koreańczykom z Północy
    nawet myśleć o przeprawie przez granicę, natomiast skażeni imperialistyczną zgnilizną
    rodacy z Południa nie potrafią się wyrwać „złemu Zachodowi” z objęć czy raczej – macek, w
    związku z czym ogromna połać ziemi oddzielająca państwa leży odłogiem – człowiek pojawił
    się na tym terenie ostatni raz niemal pół wieku temu. W ten sposób zupełnie przypadkowo
    (no, chyba że to część wizji wielkiego Kima) na terenie strefy powstał rezerwat przyrody.
    Można tu natrafić na okazy fauny i flory, które gdzie indziej są prawie już niespotykane np.
    amurskie lamparty.

    Rzeka Tumen stanowi naturalną granicę pomiędzy Rosja, Koreą Północną a Chinami.
    Teoretycznie w dość krótkim czasie, na odległości kilku kilometrów, można „zwiedzić”
    trzy azjatyckie kraje, poruszając się pieszo. Praktycznie jest to jednak niemożliwe. Nawet
    nie dlatego, że okolice rzeki wydają się dzikie i bezludne, bo to nie powstrzymywało
    Koreańczyków od emigracji, szczególnie zimą, kiedy Tumen – miejscami wąski jak strumień – jest
    zamarznięty. Na przeszkodzie stają jednak patrole koreańskich żołnierzy i… mur,
    wysoki na 2,5 do 4 metrów, ustawiony kilka lat temu przez Chińczyków, mający zapobiec
    imigracji.

    Para wysp w Cieśninie Beringa oddalona od siebie zaledwie o 4 km. Oddzielone są granicą
    morską. Duża Diomeda jest częścią rosyjskiego autonomicznego okręgu Czukczów i
    mieści się na niej stacja pogodowa, natomiast sąsiednia Mała Diomeda wchodzi w skład
    amerykańskiego stanu Alaska. Pomiędzy wyspami biegnie linia zmiany daty (kiedy na Małej
    Diomedzie jest 9 rano w sobotę – na Dużej jest 6 rano w niedzielę), w związku z czym z
    terytorium Stanów Zjednoczonych można zobaczyć „jutrzejszy dzień” w Rosji.