troopers
Blasterem w czarnego robala z kosmosu, czyli neokolonializm w kinie i grach SF
Dlaczego w każdym współczesnym filmie o dzielnych żołnierzach z kosmosu musi pojawić się co najmniej jedna kobieta i jeden czarnoskóry? Na to pytanie stosunkowo łatwo odpowiedzieć – polityczna poprawność. Dlaczego jednak czarnoskóry ginie raczej dość szybko, a powabna pani – stojąca na początku w opozycji do głównego bohatera-agresora – w finale z radością rzuca mu się w objęcia (patrz: Avatar)? Być może chodzi tu o delikatną pochwałę i usprawiedliwienie (neo)kolonializmu.
Gitara elektryczna, którą możesz zabrać dosłownie wszędzie [wideo]
W drugiej połowie XX wieku teoretycy i badacze kultury zaczęli dostrzegać, że za pozornie niewinnymi historiami o niesieniu kaganka oświaty i cywilizacji rasom znajdującym się na niższym poziomie rozwoju stoi opresywna, uzasadniająca wszelką przemoc oraz okrucieństwa ideologia. Refleksja postkolonialna – bo o niej tu mowa – stawiała sobie za cel oddanie głosu dotychczas wykluczonym z oficjalnego obiegu kultury narracjom, które pokazywałyby proces podboju z perspektywy podbijanych, a nie podbijających. W uproszczeniu chodziło o przeciwstawienie się popularnej sentencji głoszącej, że historię piszą zwycięzcy. Można powiedzieć, że teoria postkolonialna odniosła umiarkowany sukces i wywarła znaczący wpływ na nasze postrzeganie świata, czego wymownym przykładem może być powszechna krytyka wojen w Afganistanie czy Iraku.
Co jednak z popkulturą i kolonialną przemocą na ekranie? Mamy tutaj często do czynienia właśnie z pochwałą neokolonializmu, czyli opowiadaniem historii z perspektywy uzasadniającej agresję (także terytorialną) wobec innych ras. Przykłady nasuwają się same i to w dość dosłowny sposób: wystarczy sięgnąć po popularną serię filmów z Obcymi w tytule, nie wspominając już o inspirowanej cyklem grze Aliens: Colonial Marines, która ma ukazać się wiosną przyszłego roku.
Świąteczne dekoracje dla geeków. Czym przystroić choinkę?
Co ciekawe, z mechanizmami stygmatyzacji oraz deprecjonowania innych, których ujawnieniem zajmuje się krytyka postkolonialna, mamy tu do czynienia w bardzo czytelny sposób: już samo użycie nazwy „obcy” jednoznacznie ustawia perspektywę: wiadomo, kto tu jest dobry, a kto zły. Widz nie zastanawia się, czy Ziemianie mają prawo podbijać rodzimą planetę Obcych – gdyby zaś kogoś dręczyły śladowe wyrzuty sumienia, to wystarczy, że przypomni sobie odrażającą, insektoidalną fizys kosmity, a wszelkie wątpliwości rozstrzygnięte zostaną na korzyść dzielnych kolonialnych marines, ze swadą eksterminujących odrażające, nieludzkie plugastwo.
Klimatyczne, mroczne i klaustrofobiczne filmy utwierdzają w atmosferze ciągłego zagrożenia, a strach rozładowywany jest w coraz bardziej widowiskowych scenach krwawych jatek. Krokiem dalej w tym kierunku był „Starship Troopers”, ekranizacja o wiele wcześniejszej (1959 r.) powieści Roberta A. Heinleina, nieco na wyrost oskarżanej o propagowanie rasizmu, a nawet faszyzmu – z powodu silnie antykomunistycznych poglądów autora, popartych spora dawką imperialistycznego militaryzmu.
Żeby było jasne – nie chodzi tutaj o jakąś filozoficzna rehabilitację drapieżnych Obcych, lecz o ukazanie pewnych założeń kryjących się za (często pretekstowymi) fabułami filmów science-fiction.
Zafunduj sobie kosmiczny pogrzeb i odlicz go od podatku…
Nie jest żadną tajemnicą fakt, że główną pożywką dzieł z gatunku fantastyki (niekoniecznie naukowej) jest mit. Mit zaś ma to do siebie, że lubi powtórzenia – tę samą historię opowiadaną tak długo, aż stanie się ogólnie przyjmowaną prawdą. Bliźniaczy mechanizm działa także w popkulturze, dlatego między innymi nie przeszkadza nam (a przynajmniej piszącemu te słowa…), że w kolejnym shooterze polujemy na hordy bliźniaczo podobnych do siebie wrogów, a zadania w klasycznym cRPG rzadko wychodzą poza schemat znajdź-zabij-zapomnij. I wszystko wydaje się w porządku, dopóki chodzi o zwykły (pseudo)fabularny chwyt uatrakcyjniający rozgrywkę. Może jednak warto czasami chwilę zastanowić się przed spuszczeniem bomby atomowej na sąsiednie państwo podczas grania np. w Cywilizację…
TOP 10 najgorszego multiplayer w historii!
[...], SouthPark - 1998, Turok Evolution - 2002, Starship Troopers - 2005, Vietcong 2 - 2005, Soldier of[...]

Kooperacja w Halo Reach tylko z dyskiem
[...] Shock Troopers do szewskiej pasji doprowadził mnie fakt, że mając dwie konsole, dwie gry i odpowiednie[...]

[...].D.S.T. (Orbital Drop Shock Troopers) nasuwają się od razu. W samej rozgrywce też widać inspiracje. Uzbrojenie[...]








![Niezwykłe konstrukcje [cz. 3.]. Kalinin K-7 – radziecka latająca forteca](http://s1.blomedia.pl/gadzetomania.pl/t/135x84/2012/05/kalinin-k7-282369.jpg)









![DealDriver [giveaway]](http://s1.blomedia.pl/applemania.pl/t/135x84/2012/05/deal-driver-logo-56332-43295-229x168.jpg)
![Hawken – przygotujcie się na mobilne granie w chmurze [wideo]](http://s1.blomedia.pl/applemania.pl/t/135x84/2012/05/nvidia-grid-43319-270x151.jpg)