Masz pirackiego Windowsa? Windows 10 dostaniesz za darmo!

Tego jeszcze nie było – użytkownicy pirackich Windowsów otrzymają możliwość darmowej aktualizacji do w pełni legalnego Windowsa 10. Microsoft zmienił się w altruistę? Nic bardziej mylnego!

Aktualizacja 19.03

Microsoft doprecyzował wczorajsze informacje. Okazuje się, że aktualizacja dla pirackich wersji systemu będzie dostępna, ale nie zmieni jego statusu. Wygląda na to, że Microsoft wybrał salomonowe rozwiązanie — piraci nie zostali przez firmę odcięci i dostaną aktualne oprogramowanie wraz z pakietem usług, ale nadal będą posiadali nielicencjonowaną kopię systemu.

Windows 10 dla każdego!

Na stronie Windows Central pojawiła się dzisiaj sensacyjna informacja: użytkownicy wszystkich, w tym również pirackich wersji Windowsa 7 i nowszych, dostaną latem tego roku możliwość darmowej aktualizacji do Windowsa 10, czyli – w praktyce – będą mogli zalegalizować piracką kopię systemu operacyjnego.

Początkowo informacja nie była do końca jasna – pojawiły się spekulacje, że dotyczy wyłącznie rynku chińskiego, jednak Microsoft rozwiał wątpliwości: akcja obejmie wszystkich użytkowników. Masz pirackiego Windowsa? Legalną wersję Windowsa 10 możesz mieć za darmo!

Dziedzictwo Billa Gatesa

Co sądzić o motywach Microsoftu? W 1998 roku Bill Gates, komentujący skalę piractwa w Chinach, stwierdził:

Chociaż w Chinach sprzedaje się corocznie około trzech milionów komputerów, użytkownicy nie płacą za oprogramowanie. Kiedyś zapłacą. Tak długo, jak będą je kradli, chcemy, żeby kradli nasze. Staną się jak gdyby uzależnieni, a wtedy jakoś dojdziemy do tego, jak sobie to powetować w przyszłości.

Wygląda na to, że firma z Redmond znalazła w końcu sposób, jak to zrobić.

Piraci to przyszli klienci

Zapewne zaraz znajdą się malkontenci, narzekający, że to nie fair, że firma psuje rynek, że takie działania to premiowanie piractwa i policzek wymierzony legalnym użytkownikom. Będzie w tym trochę racji, ale nie zapominajmy, że misją Microsoftu nie jest umoralnianie świata, ani dbanie o etykę i kręgosłup moralny użytkowników, tylko zarabianie pieniędzy. I wygląda na to, że ma na to dobry pomysł.

Zobacz również: Pierwsze wrażenia: Acer Aspire S3

Lata 90. już dawno za nami. Model biznesowy, w którym sprzedaż systemu operacyjnego stanowiła jedno z głównych źródeł dochodu firmy odchodzi do przeszłości. Trzymający ster Microsoftu Satya Nadella pokazuje – nie po raz pierwszy – że świetnie rozumie specyfikę czasów, w których teraz żyjemy.

To nie użytkownik zabiega o system operacyjny, ale twórcy systemu o użytkownika z nadzieją, że wybierze właśnie ich dzieło. Pojedynczy produkt ma coraz mniejsze znaczenie. Liczy się coś więcej: ekosystem.

Więźniowie ekosystemu

Sieć wzajemnie połączonych usług i produktów, które – dostarczane przez jedną firmę – całkowicie uzależniają od niej użytkownika. Sprawiają, że przejście do konkurencji staje się z roku na rok coraz trudniejsze. Choć na szczęście ciągle jest możliwe, wiąże się z dyskomfortem i trudnościami, których wielu z nas woli uniknąć (więcej na ten temat przeczytacie w artykule „Wojna światów, czyli wszyscy jesteśmy więźniami ekosystemu”).

Firmą, która opanowała ten mechanizm w mistrzowski sposób jest Apple, ale jego śladami podążają teraz wszyscy. Spójrzcie choćby na Amazon z własnym czytnikiem, usługami w chmurze czy formatem plików. Albo na Google’a, oplatającego siecią darmowych i nieźle działających usług kolejne aspekty życia swoich użytkowników. W tę samą stronę kieruje się Microsoft. Aby robić to skutecznie, potrzebuje jak najwięcej użytkowników. Dlatego „akcja legalizacyjna” wydaje się dla niego ucieczką do przodu.

Przy okazji Microsoft zwalcza fragmentację rynku, skłania (to ważne: marchewką, nie kijem!) użytkowników do aktualizacji, a wraz z nową, jeszcze ściślej zrośniętą z firmowym ekosystemem wersją systemu, zapewnia sobie jeszcze lepszą kontrolę nad użytkownikami.

Z punktu widzenia firmy: genialne posunięcie.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Oglądasz filmy w sieci? Sprawdź, co ci grozi 120 lat kina. Jak zmieniała się technologia, dzięki której oglądamy filmy? Lenovo ThinkPad X1 Carbon – elitarny ultrabook? [test] Volvorii Timeless: idealne szpilki. Będą pasować do wszystkiego - kobiety same wybiorą wzór Dancing Man i niesłyszący w reklamie Samsunga. Giganci promują się na nieszczęściu innych ATRIAS: dwunożny robot jak żywe zwierzę. Niesamowita równowaga i koordynacja!