UE wie, jak zniszczyć internet: podatkiem od linków i linkowaniem tylko za zgodą autora

Politycy są dla internetu groźniejsi niż bomby atomowe. Ich najnowsze pomysły podkopują fundamenty, na których opiera się globalna sieć. Chcą zgód i opłat za linkowanie.

Zdjęcie klawiatury z flagą Unii Europejskiej pochodzi z serwisu Shutterstock

Zdjęcie klawiatury z flagą Unii Europejskiej pochodzi z serwisu Shutterstock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jakie kraje odłączyła od internetu babcia z siekierą
  • czy wydawcy gazet zarabiają, zmuszając Google do płacenia
  • w których państwach wprowadzono „podatek od linków”
  • co planuje Günther Oettinger, komisarz UE ds. gospodarki

Czy da się wyłączyć internet? Teoretycznie sieć, którą znamy, przestałaby istnieć, gdyby udało się zniszczyć lub odłączyć główne serwery DNS. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne – jako ważna infrastruktura są dobrze strzeżone. Z drugiej strony ich zniszczenie nie zakończyłoby działania globalnej sieci – po prostu zamiast znanych nam adresów wpisywalibyśmy numery IP.

Innym sposobem jest ten stosowany np. przez totalitarną Koreę Północną, gdzie dostęp do sieci jest ściśle kontrolowany przez władze. Z punktu widzenia obywatela KRLD to mniej więcej tak, jakby internet rzeczywiście został wyłączony, ale dla globalnej sieci raczej nie robi to różnicy.

Siekiera i kotwica kontra internet

Całkiem realne są za to lokalne utrudnienia – znane są przypadki, gdy od internetu zostały odcięte m.in. Gruzja i część Kaukazu albo kilka państw afrykańskich.

Zdjęcie kobiety z siekierą pochodzi z serwisu Shutterstock

W pierwszym przypadku winna okazała się babcia recyklerka. W poszukiwaniu złomu natrafiła na jakiś zakopany kabel, który w miarę swoich skromnych możliwości wygrzebała z ziemi i rozkawałkowała siekierą z wiadomym skutkiem.

Drugi przypadek był równie zabawny – za odcięcie od sieci kawałka Afryki odpowiadał bowiem statek, który rzucając kotwicę w nieprawidłowym miejscu trafił na podmorski kabel telekomunikacyjny i pozbawił kilka krajów dostępu do sieci. Odcięcie to trzeba jednak traktować metaforycznie – nawet w takich przypadkach internet działał, tylko niezwykle wolno, co w wielu sytuacjach było równoznaczne z brakiem internetu.

Kotwicą w Internet! Blackout Sieci po afrykańsku

Skutki nieprawidłowego zaparkowania samochodu każdy może sobie łatwo wyobrazić. Mandat, blokada, unieruchomiony tramwaj i odcięta droga ewakuacyjna to…

Zobacz również: Pierwsze wrażenia: Samsung Galaxy TAB

Politycy groźniejsi od bomb

Istnieje jednak zagrożenie gorsze od gruzińskiej babci z siekierą, pijanych marynarzy czy nawet bomby atomowej. Tym zagrożeniem są głupi politycy, którzy dobro publiczne rozumieją jako dobro tych, którzy finansują ich kampanię wyborczą.

Steve Jobs

Internet jest jak iPhone 4 z pamiętnego przemówienia Steve’a Jobsa, który odpowiadając na zarzuty o niestabilny zasięg telefonu (Antennagate) stwierdził, że smartfony nie są doskonałe. Internet też nie jest.

Co jest jedną z jego największych wad?

Jak zarobić na cudzej treści?

Z punktu widzenia mniejszości, która internet nie tylko przegląda, ale i tworzy jego zawartość, kluczowym problemem jest brak kontroli nad treścią. Wrzucając coś do sieci tracimy nad tym kontrolę. Jasne: można dochodzić swoich praw w sądzie, udowadniać plagiaty czy ścigać tych, którzy nadmiernie inspirują się cudzą treścią, ale jest to walka z wiatrakami. Dlaczego?

Powód jest prosty: to zbyt wielki biznes. Przecież na przetwarzaniu cudzych treści wyrosły nie tylko serwisy takie jak Reddit czy polskie Kwejk albo Wykop, ale również giganty takie jak Google. Warto o tym pamiętać – Google niczego przecież nie tworzy, tylko bazuje na treści, tworzonej przez kogoś innego. Najlepsza wyszukiwarka świata nie miałaby sensu, gdyby nie miała czego wyszukiwać. I gdyby nie prezentowała fragmentów treści stron, do których linkuje.

Jest jednak druga strona medalu. Brak kontroli nad treścią jest wadą. Jest jednak zjawiskiem powszechnie znanym i oswojonym. Jest zarazem ogromnym atutem internetu, dając jego użytkownikom nieskrępowany dostęp do informacji, a próba ograniczania go w imię jakichś interesów byłaby – moim zdaniem – lekarstwem gorszym od choroby.

Opłaty przynoszą odwrotny skutek

Tymczasem unijni urzędnicy postanowili po swojemu naprawić to – co choć nie jest doskonałe – od dziesięcioleci działa dobrze. Czyli wprowadzić regulacje, nazywane powszechnie „podatkiem od linków”. W ten sposób określa się opłatę, jaką serwisy takie jak Google miałyby przekazywać twórcom treści, do których linkują, czyli np. wydawcom gazet.

Zdjęcie gazet pochodzi z serwisu Shutterstock

Problem w tym, że takie regulacje próbowano już wprowadzać w poprzednich latach m.in. w Niemczech i Hiszpanii.

Za każdym razem kończyło się to tak samo: wyszukiwarka, zamiast płacić twórcom, podporządkowywała się nowemu prawu w inny sposób: po prostu nie wyświetlała linków do ich stron. Skutek był oczywisty – próba regulowania działania internetu przez polityków kończyła się stratami twórców treści.

Unijne plany opłat za linkowanie

Wygląda na to, że tamte doświadczenia nikogo niczego nie nauczyły bo pomysł „podatku od linków” wraca jak bumerang. Ostatnio zaczął go promować Günther Oettinger, komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa. To jednak nie wszystko.

Okazuje się, że na „podatku od linków” pomysły polityków się nie kończą. Francuskie deputowane przedstawiły bowiem niedawno projekt, nakładający na dostawców różnych usług obowiązek uzyskania od właściciela praw autorskich zgody na linkowanie do należących do niego treści.

O ile w przypadku dużych firm jest to – teoretycznie – wyobrażalne, bo jedna umowa dotyczyłaby setek czy tysięcy różnych stron czy serwisów, to łatwo wyobrazić sobie, co stałoby się np. z niezależnymi blogerami czy publicystami, którzy po prostu zniknęliby z Google’a.

Polityk: synonim niekompetencji

Patrząc na pomysły polityków można odnieść wrażenie, że są to osoby kompletnie nierozumiejące, jak działa globalna sieć. Zgadzam się, że internet jest daleki od doskonałości, ale proponowane zmiany uderzają bezpośrednio w to, co stanowi sedno sieci: w nieskrępowaną wymianą informacji i możliwość łatwego kierowania do niej.

Günther Oettinger, komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa

Przecież hipertekst ze swoim systemem odnośników był podstawą wizji sieci, którą – tworząc WWW – wdrożył w życie Tim Berners-Lee, dając nam nowoczesny internet. Wygląda na to, że nieuświadomionym marzeniem niektórych polityków jest cofnięcie nas do czasu Minitela i ARPANET-u.

Najgorsze w tym wszystkim jest – jak sądzę – to, że oni w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy, proponując zmiany, których następstw nie dostrzegają i nie potrafią zrozumieć. Albo, co gorsza, rozumieją to, ale forsują nowe przepisy w imię jakichś własnych interesów. Bo korzyści dla na wszystkich i troski o wspólne dobro – mimo starań – nie potrafię w tym dostrzec.

Co nas obchodzi TTIP? To zamach na nasze dane i prywatność. ACTA to był początek

Internet pokazał swoją siłę przy okazji protestów przeciwko ACTA. Jest okazja, by to powtórzyć: amerykańskie i europejskie władze usiłują ponad…

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Nurkujące drony i łodzie jak statki kosmiczne: osobisty sprzęt do podróży pod wodą Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Jak powstaje smartfon? Jeśli poznacie prawdę, być może nigdy więcej go nie kupicie Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Jak oni podrabiają! Chińczycy skopiowali kuchenkę gazową Apple'a i... alpejski kurort Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Jaki nóż wybrać? Najlepsze scyzoryki i foldery za 50, 100 i więcej złotych Hatsune Miku: oto przyszłość muzyki. Ta Japonka zawsze będzie miała 16 lat Bill Gates: kradnij pomysły, zdradzaj przyjaciół, ciężko pracuj. Tak zostaniesz miliarderem Współczesne czołgi i pojazdy bojowe Wojska Polskiego. Ten sprzęt ma nas obronić Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Dzień z życia śmieciarza. Kosze na śmieci pełne telewizorów, komputerów i konsol?