Zdjęcie twarzy robota pochodzi z serwisu Shutterstock

Zdjęcie twarzy robota pochodzi z serwisu Shutterstock

Roboty zabiorą nam pracę? Bardzo dobrze! Oto 5 powodów, dla których warto na to czekać

Czy obawy przed bezrobociem, na które wyślą nas coraz wydajniejsze maszyny są słuszne? Wbrew kasandrycznym przepowiedniom rozwój technologii wcale nie oznacza, że wszyscy stracimy pracę. A nawet gdyby, to co w tym złego?

Z tego artykułu dowiesz się:

  1. kto wymyślił maszynę parową
  2. czego bali się luddyści
  3. na czym polega dochód podstawowy
  4. czym jest technologiczna osobliwość

Co jakiś czas różni politycy, dziennikarze czy przedstawiciele niektórych zawodów kreślą przed nami wizję przyszłości, w której kolejne zawody stają się niepotrzebne. Z reguły jest to wizja podszyta strachem, pełna niepokoju o to, co stanie się z ludźmi, których praca za sprawą maszyn stanie się zbędna.

Problem w tym, że gdy ktoś zaczyna straszyć nas wizją bezrobocia, na które wysyła nas robot, warto uruchomić sobie w głowie detektor bzdetu i zadać podstawowe pytanie: a co złego w tym, że zamiast mnie, tyrać będzie maszyna?

Starożytne wynalazki

Zacznijmy od odrobiny historii. Wiecie, kiedy wynaleziono maszynę parową? Wbrew pozorom nie były to wcale czasy, bezpośrednio poprzedzające rewolucję przemysłową, ale odległa starożytność.

Bania Herona

Bania Herona, czyli umieszczona nad paleniskiem metalowa kula z wystającymi z niej dyszami powstała ponad pół wieku przed Chrystusem i – pod względem zasady działania – była prostym, ale działającym silnikiem parowym.

Jej wynalezienie nie miało jednak żadnych następstw. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, by banię Herona udoskonalić i wykorzystać jako napęd różnych urządzeń. Artefakty takie, jak mechanizm z Antykithiry dowodzą, że starożytni mieszkańcy wybrzeży Morza Śródziemnego potrafili konstruować niezwykle skomplikowane i precyzyjne urządzenia.

Mechanizm z Antykithiry - współczesna rekonstrukcja

Zobacz również: Wideorecenzja: Manta 3D Cyber Eye

Niewolnicy zamiast silnika

Bania Herona pozostała jednak tylko ciekawostką bez praktycznego znaczenia. Dlaczego? Jedna z hipotez głosi, że nikt nie widział potrzeby budowania maszyny, która zastąpiłaby pracę ludzi.

Ludzka praca była tania, więc oparty na niewolnictwie ustrój społeczny nie potrzebował takich innowacji. W końcu nawet najdoskonalszy dźwig dało się zastąpić skończoną liczbą niewolników.

Nasza rzeczywistość jest jedna diametralnie inna. Choć nasz gatunek nigdy w dziejach nie był tak liczny, jak obecnie to – przynajmniej w krajach w miarę rozwiniętych – praca wykonywana przez ludzi nadal jest w cenie. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy musi tak być do końca świata?

Zdjęcie tulipanów pochodzi z serwisu Shutterstock

Ile kosztuje najtańszy smartfon?

Nie od dzisiaj wiadomo, że cenne zasoby mogą, za sprawą technologii i nauki, stać się z czasem tak tanie, że prawie bezwartościowe. Na początku XVII wieku w ogarniętej tulipomanią Holandii za cebulkę rzadkiego tulipana można było kupić okazałą kamienicę. Parę lat później ta sama cebulka nie miała już żadnej wartości.

Jeszcze bardziej dobitnym przykładem są przyprawy – pospolity dzisiaj pieprz był przecież przed laty rarytasem, wartym fortunę. Książka, nim upowszechnienie druku zmieniło jej wartość, była cenną lokatą kapitału, a duża kolekcja muzyki, wymagająca kupienia fizycznych nośników, była w zasięgu jedynie bardziej majętnych wielbicieli dobrego brzmienia.

Dotyczy to również smartfonów – dekadę temu kosztujących może nie fortunę, ale całkiem pokaźne kwoty. Technologia sprawiła, że to wszystko ma dzisiaj wartość tak małą, że niemal pomijalną: na przyprawy stać każdego, książki – gdy dobrze poszukać – możemy kupować na metry za kilka złotych, a każdy, komu na tym zależy może dzięki streamingowi mieć dostęp do niewyobrażalnie wielkiej kolekcji muzyki.

Nawet wspomniane smartfony — choć oczywiście nie z najwyższej półki – stały się tak tanie, że może sobie na nie pozwolić prawie każdy. Dlaczego zatem kiedyś – w całkiem niedalekiej przyszłości – to samo zjawisko nie miałoby dotyczyć również i pracy?

Zdjęcie wzmacniacza lampowego pochodzi z serwisu Shutterstock

Luddyści, czyli maszyna to dzieło szatana

Tak postawione pytanie przeraziło przed laty luddystów. Był to ruch społeczny, który ujawnił się w ojczyźnie rewolucji przemysłowej, XIX-wiecznej Anglii. Luddyści byli odpowiednikiem niektórych, współczesnych związków zawodowych.

Wydawało im się, że chronią pracowników, gdy tymczasem – patrząc z szerszej perspektywy – szkodzili wszystkim wokół, nie wykluczając siebie. Luddyści protestowali przeciwko innowacjom, jakim było wprowadzenie do przemysłu – początkowo lekkiego – maszyn tkackich.

W ramach protestu niszczyli ten sprzęt w nadziei, że powstrzymają postęp i będą sobie mogli nadal tkać, tak jak tkali ich ojcowie i dziadkowie. Czyli mało wydajnie, za to wielkim nakładem pracy i czasu.

Billboard w San Francisco z ostrzeżeniem dla pracowników

Neoluddyzm: uważaj, bo zastąpi cię iPad

Dzisiejsze narzekania na roboty, zabierające ludziom pracę kojarzą mi się z jakąś współczesną formą luddyzmu. Co gorsza, ten podszyty zabobonnym lękiem neoluddyzm ma się zaskakująco dobrze.

Nawiązał nawet do niego mój redakcyjny kolega, Kamil, który w swoim artykule „Pracujesz w jednym z tych zawodów? Zastąpi cię robot” wielokrotnie przedstawiał ekspansję maszyna na rynku pracy jako coś – delikatnie ujmując tę kwestię – niepokojącego. Jakby było czymś złym, że robot pomęczy się za mnie, a później grzecznie wyniesie śmieci.

To oczywiste, że wszystkie zmiany – również te niesione przez rozwój technologiczny – mają swoje wady i zalety. W przypadku zastępowania pracy ludzi pracą maszyn sądzę jednak, że zalety są w zdecydowanej przewadze. Dlaczego?

Kobieta pracująca przy ręcznym krośnie tkackim

Czy maszyny pozbawiają ludzi pracy?

Zacznijmy od najpowszechniejszej obawy, czy może raczej mitu głoszącego, że technologia pozbawia ludzi pracy. To bzdura. Nawet postrach luddystów, czyli pierwsza rewolucja przemysłowa nie zrobiła niczego takiego. Wręcz przeciwnie – spowodowała rozwój przemysłu i gwałtowny wzrost zapotrzebowania na pracowników.

To samo obserwujemy również dzisiaj: postęp technologiczny sprawia, że niektóre zawody tracą sens, jednak na ich miejscu pojawiają się kolejne, nowe, o których jeszcze parę lat temu nikomu się nie śniło.

To proces, który możemy obserwować od setek lat i nic nie wskazuje na to, by nagle miał się zakończyć. Zapotrzebowanie na pracę nie maleje – zmieniają się tylko umiejętności, za które ktoś gotowy jest wypłacać wynagrodzenie.

Zdjęcie zakładu przemysłowego pochodzi z serwisu Shutterstock

Tańsza produkcja

Z drugiej strony zasługą maszyn jest uwolnienie ludzi od pracy przy taśmie produkcyjnej. Fakt, że jeszcze nie powszechne, ale już wyraźnie widoczne. Wynalazek związany z organizacją pracy, nie do końca słusznie przypisywany Henry’emu Fordowi to w gruncie rzeczy kombajn do mielenia ludzkiego indywidualizmu i kreatywności.

Choć z punktu widzenia pracownika, zwalnianego z powodu wdrożenia zastępującej go maszyny nie ma w tym nic dobrego, to – patrząc z szerszej perspektywy – uwolnienie człowieka od roli biologicznej maszyny, wyspecjalizowanej w przykręcaniu przez cały dzień trzech śrub to z jednej strony uwolnienie cennego zasobu (człowiek nie marnuje swojego potencjału), a z drugiej wzrost wydajności i jakości wytwarzanych produktów.

Maszyna jest wydajniejsza

W przypadku prostych, nomen omen, mechanicznych prac, maszyna ma zazwyczaj zdecydowaną przewagę. Jest nie tylko szybsza, ale i dokładniejsza, a przy dużej skali produkcji radykalnie obniża koszty wytworzenia danego przedmiotu.

Koszt jednostkowy spada, rośnie dostępność, dobra stają się coraz bardziej dostępne – czy nie o to nam wszystkim chodzi? Wokół tej idei powstał nawet osobliwy ruch zwolenników paradyzmu, łączący idee komunistyczne z wiarą w zaawansowanych technologicznie kosmitów i głoszący hasło „praca dla maszyn, wolność dla ludzi”.

Kadr z filmu „Ex Machina”

Maszyna, która zachwyca się pięknem świata

Powyższe przykłady koncentrują się na tym, co zazwyczaj kojarzy się nam z automatyzacją pracy w przemyśle. Nie musimy jednak wybiegać daleko w przyszłość, by ujrzeć maszyny, zajmujące się czynnościami, kojarzonymi zazwyczaj z typowo (czy aby na pewno?) ludzkimi cechami – wrażliwością, emocjami czy poczuciem sensu, jak choćby sztuką czy psychologią.

Test Turinga z punktu widzenia psa i Rain Mana, czyli kolejna sensacja z niczego

Czy maszyna może skutecznie udawać człowieka? W kontrolowanych specyficznych warunkach jest to już możliwe, czego przykładem jest chatbot Eugene…

Sam jestem w grupie ryzyka: mam świadomość, że w napisaniu takiego tekstu w niedalekiej przyszłości wyręczy mnie robot, albo raczej jakiś algorytm, produkujący artykuły do złudzenia przypominające te, stworzone przez człowieka.

Robot, przepisujący - w ramach technologicznego happeningu - Biblię

Sztuka robotów

Nie jest to wcale odległa przyszłość: maszyny, tworzące krótkie artykuły już istnieją. Istnieją również algorytmy, montujące automatycznie filmy. W gruncie rzeczy roboty opanowały nawet tak- wydawałoby się – bezpiecznie dla ludzi dziedziny, jak sztuka.

Spójrzcie choćby na fantastyczne obrazy, tworzone przez sztuczną inteligencję Google’a – jeśli to nie jest sztuka, to nie wiem, co mogłoby nią być. W sumie nawet żart, wypromowany niegdyś przez Piotra Gnypa, czyli wiersze z Google’a bez problemu możemy nazwać sztuką.

Idę o zakład, że gdyby ukryć rzeczywiste źródło tych tekstów i wydać je jako dzieło jakiegoś młodego, obiecującego szermierza pióra, to krytycy literaccy pialiby z zachwytu. Dowodząc tym samym, że są całkowicie niepotrzebni, a algorytm wyszukiwarki może z powodzeniem zastąpić zarówno twórcę, jak i tych, którzy analizują jego dzieło.

Obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję Google'a

Technologiczna osobliwość

Technologiczna osobliwość

To hipotetyczny punkt w przyszłym rozwoju cywilizacji, w którym postęp techniczny stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania staną się nieaktualne. Głównym wydarzeniem, mającym do tego doprowadzić, byłoby stworzenie sztucznych inteligencji przewyższających intelektualnie ludzi. Czytaj więcej

Wzrost mocy obliczeniowej komputerów, coraz wydajniejsze źródła energii czy powstanie – prędzej czy później – sztucznej inteligencji doprowadzą nas w końcu do granicy technologicznej osobliwości: punktu w rozwoju cywilizacji, w którym znane nam zasady przestają obowiązywać, a nowych nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Co czeka nas za tym punktem? Mimo wielu zastrzeżeń, zgłaszanych m.in. przez Stephena Hawkinga czy Elona Muska, jednym ze scenariuszy jest po prostu świat dobrobytu.

Przecież to właśnie rozwój technologii i sprawia, że coraz częściej pojawiają się pomysły wprowadzenia w życie tzw. bezwarunkowego dochodu podstawowego: wystarczającej na przeżycie kwoty, wypłacanej przez państwo wszystkim swoim obywatelom niezależnie od tego, czy mają pracę i jaki jest ich status materialny.

Zdjęcie robotów z fabryki Fiata w Serbii pochodzi z serwisu Shutterstock

Bezwarunkowy dochód podstawowy: pieniądze dla każdego

Austriacka szkoła ekonomii

Przedstawiciele tego nurtu uważają, że procesy gospodarcze charakteryzują się dużą dozą niepewności i stałymi zakłóceniami równowagi. W tych warunkach najlepszym rozwiązaniem koordynującym działalność podmiotów gospodarujących okazuje się wolny rynek. Czytaj więcej

Co ciekawe, idea ta bliska jest nie tylko specjalistom od redystrybucji spod znaku sierpa, młota i czerwonego sztandaru, ale również klasykom liberalnej, austriackiej szkoły ekonomii, jak choćby Friedrich von Hayek.

Wbrew pozorom efektem takiej decyzji nie będzie – a przynajmniej tak zapewniają entuzjaści tego pomysłu – powszechnie nieróbstwo, ale uwolnienie naszej energii, kreatywności i pracowitości, bo dochód podstawowy, choć wystarczy do przeżycia, nie zaspokoi naszych ambicji, by posiadać więcej.

Mając środki na życie niezależnie od okoliczności, będziemy w stanie więcej zaryzykować, zdobywać nowe doświadczenia i umiejętności, poświęcać się swoim pasjom i marzeniom, co – w konsekwencji – ma przynieść naszej cywilizacji same korzyści. Czy przyniesie? Nie wiem, ale sama idea wydaje się mieć sens.

I nie ukrywam, że bardzo mi się podoba. Podobnie jak pomysł, by pozwolić maszynom pracować za nas.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Nurkujące drony i łodzie jak statki kosmiczne: osobisty sprzęt do podróży pod wodą Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Jak powstaje smartfon? Jeśli poznacie prawdę, być może nigdy więcej go nie kupicie Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Jak oni podrabiają! Chińczycy skopiowali kuchenkę gazową Apple'a i... alpejski kurort Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Kosmiczne technologie, których używamy na co dzień Tego używaliśmy przed internetem. Skazane na zapomnienie stare nośniki danych Jaki nóż wybrać? Najlepsze scyzoryki i foldery za 50, 100 i więcej złotych Hatsune Miku: oto przyszłość muzyki. Ta Japonka zawsze będzie miała 16 lat Za kulisami rezerwacji online. Jak kupić tani bilet? Bill Gates: kradnij pomysły, zdradzaj przyjaciół, ciężko pracuj. Tak zostaniesz miliarderem Współczesne czołgi i pojazdy bojowe Wojska Polskiego. Ten sprzęt ma nas obronić