Superbakteria odporna na antybiotyki. Czeka nas zagłada?

Lord Carnavorn miał wyjątkowego pecha. W twarz ugryzła go wygłodniała komarzyca, a podczas golenia zaciął się w powstałe po ugryzieniu zgrubienie. W rankę wdało się zakażenie i Carnavorn zmarł, rozpoczynając serię zgonów znanych jako klątwa Tutanchamona. Drobna ranka przyczyną śmierci? Tak – w czasach przed wynalezieniem antybiotyków było to nie tylko możliwe, ale też powszechne. Historia zatacza koło: wyhodowaliśmy superbakterię odporną na antybiotyki.

Istnieją bakterie, odporne na wszystkie znane antybiotyki

Istnieją bakterie, odporne na wszystkie znane antybiotyki

Istnieją już bakterie, odporne na wszystkie znane antybiotyki. Czeka nas zagłada? Na szczęście nie – mikrobiolodzy mają dla mikrobów parę niespodzianek. Jest kilka pomysłów, jak zabić superbakterię.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu najmniejsza ranka groziła śmiercią

Przez tysiąclecia bakterie były naszym śmiertelnym wrogiem. Przez długie wieki ludzie nie mieli pojęcia o ich istnieniu, choć metodą prób i błędów wypracowali mechanizmy, by się przed nimi bronić. Już średniowieczna mistyczka i jedna z pierwszych kobiet-naukowców, Hildegarda z Bingen, zalecała gotowanie wody i potraw.

W czasach gdy niełatwo było o czystą wodę, za leczniczą uznawano tę ze źródełek w pobliżu sanktuariów. Jej dobroczynne działanie wynikało jednak nie tyle z interwencji świętych, co z faktu, że rozsądni mnisi utrzymywali ujęcia wody w czystości. Nic zatem dziwnego, że trapiony dotkliwą biegunką średniowieczny biedak po kuracji czystą wodą z przyklasztornego źródełka mógł zupełnie szczerze zaświadczać o cudzie uzdrowienia.

Naszego śmiertelnego wroga poznaliśmy jednak znacznie później. Dopiero w 1686 roku Antonie van Leeuwenhoek zaobserwował pod własnoręcznie zbudowanym mikroskopem nieznane małe organizmy. Niestety, po raz kolejny okazało się, że nauki Sun Zi są warte funta kłaków – poznanie wroga wcale nie przyczyniało się do jego pokonania. Bakterie jeszcze przez ponad dwa wieki bezkarnie zbierały śmiertelne żniwo.

Alexander Fleming i penicylina

Alexander Fleming

Naocznym świadkiem ich zabójczej skuteczności był m.in. Alexander Fleming, który lata pierwszej wojny światowej spędził na froncie, obserwując, jak żołnierze masowo umierali z powodu na pozór niegroźnych ran, w które wdało się zakażenie.

Niedługo później – już jako naukowiec pracujący w Szpitalu Świętej Marii w Londynie – Fleming odkrył, że śmiertelnym wrogiem bakterii jest pleśń. Okoliczności odkrycia obrosły wieloma anegdotami i nie sposób odtworzyć dziś dokładnego przebiegu wydarzeń.

Przypadkiem lub zupełnie świadomie, z powodu bałaganiarstwa lub w ramach precyzyjnie przemyślanego eksperymentu, samodzielnie lub z wykorzystaniem doświadczeń byłego współpracownika, Merlina Pryce’a… Opowieści na temat tego, jak dokładnie przebiegało odkrycie penicyliny, jest bez liku. Liczy się jednak efekt: we wrześniu 1928 roku Alexander Fleming odkrył przełomowy lek – substancję, która przy akceptowalnych efektach ubocznych dla człowieka niszczyła szkodliwe bakterie. Czyli pierwszy antybiotyk.

Skuteczność penicyliny na szerszą skalę przetestowano dopiero kilkanaście lat później. Masową produkcję uruchomiono dopiero w 1943 roku, a jednymi z pierwszych żołnierzy standardowo leczonych penicyliną byli Polacy szturmujący niemieckie pozycje pod Monte Cassino.

Zobacz również: Gadżetomania TV: Historia komputerów

Dobór naturalny działa. W tym przypadku: niestety

I już wtedy ujawnił się mechanizm, który w ciągu kilkudziesięciu lat miał przynieść opłakane skutki. Widząc niezwykłą skuteczność antybiotyku, lekarze stosowali go bardzo rozrzutnie. Początkowo nie powodowało to większych problemów, a odkrywca penicyliny, Alexander Fleming, został w 1945 roku uhonorowany medycznym Noblem.

Skuteczność antybiotyków sprawiła, że zaczęto stosować je na bardzo szeroką skalę, a kuracje – po ustąpieniu objawów choroby – były nierzadko przedwcześnie przerywane. Problem w tym, że ewolucja działa (szach-mat, kreacjoniści!), a stanowiący jej podstawę mechanizm doboru naturalnego zwiększa z czasem przeciętne przystosowanie populacji do warunków środowiska. W przypadku bakterii i antybiotyków oznacza to, że kolejne pokolenia bakterii stawały się coraz odporniejsze na działanie leków.

Mikrobiolodzy od lat byli świadomi tej sytuacji i bili na alarm, stając przy okazji na głowie, by jakoś zaradzić coraz odporniejszym bakteriom. Jeszcze na wiosnę tego roku w mediach pojawiły się alarmujące artykuły zwiastujące rychłe pojawienie się odpornych na nasze leki superbakterii.

Superbakteria atakuje!

Lepiej nie przerywać rozpoczętej kuracji...

Już nie trzeba ostrzegać: tamten scenariusz właśnie stał się faktem. We wrześniu 2012 roku do szpitala w nowozelandzkim Wellington trafił 68-letni Brian Pool, pracujący w Wietnamie jako nauczyciel angielskiego. Choć bezpośrednią przyczyną jego śmierci były komplikacje związane z przebytym udarem mózgu, to pan Pool przeraził lekarzy czymś innym – zakażeniem, którego nie byli w stanie wyleczyć.

Trzymany przez ostatnie miesiące życia w izolatce Brian Pool był nosicielem bakterii odpornej na wszelkie znane współcześnie antybiotyki. Jak twierdzi zajmujący się tym przypadkiem mikrobiolog Mark Jones:

Nic jej nie ruszyło. Zupełnie nic. To pierwszy przypadek, który jest odporny na dosłownie wszystkie znane rodzaje antybiotyków.

Powód do paniki? Dla mediów z pewnością – już widzę te nagłówki wieszczące z pierwszych stron zagładę ludzkości albo telewizyjnych prezenterów ze smutnymi oczami spaniela przedstawiających wizję świata niczym z „Dżumy” Camusa.

Chwała mikrobiologom!

Na szczęście antybiotyki nie są jedyną linią obrony naszego gatunku. Przez dziesięciolecia bakterie kombinowały, jak by tu przetrwać, ale ludzie robili to samo. W rezultacie m.in. zespół z McMaster University opublikował niedawno w „Nature Chemical Biology” wyniki swoich badań nad bakteriami i sposobami na ich zwalczania.

Jak się okazało, dzięki nowatorskiemu podejściu do poszukiwań nowych leków udało się odkryć kilka nowych substancji, które mogą okazać się bronią ostatniej szansy — skutecznymi nowymi antybiotykami. To jednak nie rozwiązuje problemu, tylko daje nam nieco więcej czasu.

Światełkiem w tunelu są także m.in. badania, które w Tel Awiwie prowadzi prof. Eshel Ben-Jacob i zespół badawczy z Craig Venter Institute w San Diego. Udało się im odkryć, że likwidując mechanizmy pozwalające bakteriom na przekazywanie informacji, redukuje się możliwość uodparniania szkodliwych mikroorganizmów na nowe leki.

Nową nadzieją są również enzymy lityczne obecne m.in. w naszych łzach, które wprawdzie lata temu odkrył Alexander Fleming, ale porzucił ich badanie na rzecz rozwiązującej wszystkie ówczesne problemy penicyliny. Obecnie, niemal wiek po badaniach odkrywcy pierwszego antybiotyku, enzymy lityczne okazują się niezwykle obiecującą bronią w walce z bakteriami.

Wyścig między bakteriami i mikrobiologami trwa. I choć istnieje już bakteria odporna na znane obecnie antybiotyki, wcale nie jesteśmy na przegranej pozycji.
Co więcej, wynik tej walki zależy częściowo od każdego z nas. Nie żądajmy antybiotyków na banalne dolegliwości, a jeśli już z nich korzystamy, zażywajmy je zgodnie z zaleceniem lekarza, a nie Basi23 z ulubionego forum medycznego. Być może już za kilka lat, stosując ciągle skuteczne, nowe antybiotyki, będziemy wdzięczni własnej roztropności.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Nauka:

10 najdziwniejszych fobii, z jakimi zmagają się ludzie "Przyszłość już była" - R.U. Sirius, legenda cyberpunku, specjalnie dla Gadżetomanii! Jaszczury, masoni i kosmici. Skąd się bierze wiara w spiski? Kto naprawdę zabił Kennedy’ego? Jak to się dzieje, że coś nam smakuje?