Bajty z Brodą

Podziel się:

Czuj drut! [Bajty z brodą]

Już w 1969 roku Adam Empacher, popularyzator informatyki, pisał na łamach magazynu „Perspektywy” o tym, że w nieodległej przyszłości powstaną „wielkie sieci komputerowe opasające całe kraje i kontynenty”, których „w ogóle nie będzie widać, chociaż niemal każdy członek cywilizowanego społeczeństwa będzie z ich usług korzystał”.

Afera komputerowa [Bajty z brodą]

Latem 1982 roku na Międzynarodowych Targach Poznańskich odbywa się prezentacja wielkiego osiągnięcia brytyjskiej techniki. To komputer osobisty ZX81. Choć ten poprzednik ZX Spectrum nie ma porządnej klawiatury (zamiast klawiszy są tylko ich obrazki nadrukowane na folii), oferuje 1 kB pamięci RAM, czarno-biały obraz bez niemal żadnych funkcji graficznych i kasetę magnetofonową w roli nośnika danych – i tak budzi zachwyt zwiedzających. Trudno uwierzyć, że prawdziwy, działający komputer może być rozmiarów książki i da się go podnieść jedną ręką.

Web Master – pierwsza polska gra komputerowa? [Bajty z brodą]

ZX81 z gumową klawiaturą, instrukcja obsługi w języku angielskim, magnetofon kasetowy, niewyraźna kserokopia listy komend języka BASIC i kilka przypadkowych numerów zagranicznych czasopism – to warsztat pracy pierwszych polskich twórców gier komputerowych. Wieczorami, garbiąc plecy przy kuchennych stołach i psując wzrok od migocących ekranów czarno-białych telewizorków, pisali oni proste gry logiczne, decyzyjne lub wariacje na temat zręcznościowego „węża”, które później kopiowali znajomym z lokalnego klubu komputerowego.

Słowo za milion [Bajty z brodą]

Gdy Jerzy Prekurat informował na łamach tygodnika „Razem”, że w roku 1984 na Zachodzie tytuł najlepszego mikrokomputera domowego zdobyło Commodore 64, a w kategorii sprzętu do zastosowań profesjonalnych nagrodzono Macintosha firmy Apple, zaraz musiał dodać, że gdyby podobne wybory ogłosić w Polsce, „zwycięzcą okazałyby się prawdopodobnie liczydła – jedyny rachujący sprzęt naprawdę powszechnego użytku”.

Telewizyjna wideogra z Polski [Bajty z brodą]

Wydana w 1980 roku książka „Gry i automaty” Krystyny i Włodzimierza Augustyniaków opisuje „elektroniczne symulatory gier sportowych”, których ideą jest przeniesienie rzeczywistych rozgrywek na ekran odbiornika telewizyjnego. „Przy pewnej dozie wyobraźni można się świetnie bawić” – autorzy zachęcają, aby spróbować swoich sił np. w elektronicznym tenisie, jednak Polacy mogą co najwyżej o takiej zabawie poczytać. W PRL-u gry telewizyjne (czy jak napisalibyśmy dziś: konsole) nadal pozostają niemal całkowicie niedostępne.

Infotrony czy arele? [Bajty z brodą]

Gdy w 1946 roku dotarły do Polski pierwsze doniesienia o ENIAC-u – amerykańskiej, „elektronowej maszynie do liczenia o fenomenalnych właściwościach”, prasa określiła go mianem „robota-matematyka”. Do jego następców przylgnęła nazwa jeszcze bardziej sensacyjna – „mózgi elektronowe”.

Zagraj to jeszcze raz, Sam [Bajty z brodą]

Na przełomie lat 80. i 90. charakterystyczne nie tylko wśród polskich fanów komputerów domowych było mocne poczucie wspólnoty między posiadaczami maszyn tej samej firmy. Kojarzone zazwyczaj z piłkarskimi kibicami, a nie użytkownikami sprzętu elektronicznego przywiązanie do „swojego” znaku – „barw klubowych” i przekonanie o jego absolutnej wyższości nad urządzeniami konkurencyjnych producentów, miały częstokroć największy wpływ na decyzję o zakupie nowego komputera.

Przeciwko komputerowej bezmyślności [Bajty z Brodą]

Jest połowa lat 80., mikrokomputery takie jak ZX Spectrum, Commodore 64 czy Atari XL/XE zaczynają docierać do Polski. Na łamach branżowego miesięcznika „Informatyka” trwa dyskusja o tym, jak wyprodukować wreszcie polską odpowiedź na te zachodnie konstrukcje i tylko nieliczni dostrzegają, że sprzęt nie jest najważniejszy.

Romuald Marczyński i maszyny niemal liczące [Bajty z brodą]

Wrzesień 1946 roku. Redakcja popularnonaukowego miesięcznika „Problemy” publikuje artykuł zaczynający się od słów „Żyjemy w świecie fantastyczniejszym niż świat starych bajek” – zdania, które otworzy historię polskiej informatyki.

Niezwykłe życie i machiny liczące Abrahama Sterna [Bajty z brodą]

200 lat temu, w grudniu 1812 roku, Abraham Stern, Żyd z Hrubieszowa, zwrócił się do Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk z prośbą o ocenę swojego wynalazku – machiny arytmetycznej. Uczonych członków tej prestiżowej organizacji trudno było czymkolwiek zaskoczyć, jednak urządzenie potrafiące szybko i bezbłędnie liczyć widzieli oni po raz pierwszy w życiu. Wcześniej w rachunkach pomagały im wyłącznie liczydła.