Złota era seriali ponoć się skończyła. Teraz będziemy oglądać już tylko chłam?

Znany amerykański krytyk postawił kontrowersyjną tezę, że złota era telewizji już za nami. Kreatywność przestała być w modzie, teraz każdy chce mieć popularny serial o zombie, jak "The Walking Dead". Też macie wrażenie, że nie ma już czego oglądać?

"Breaking Bad"

"Breaking Bad" (AMC)

Andy Greenwald, krytyk znany z publikacji w prestiżowych tytułach, ogłosił w serwisie Grantland, że to już koniec złotej ery seriali. Nastały czasy, w których telewizja pożera własny ogon, zamiast oferować widzowi coś oryginalnego.

Lepiej? Lepiej już było

"Rodzina Soprano", "The Wire" – to była złota era telewizji. "Breaking Bad", "Mad Men" – to też złota era telewizji. Ale trzy z czterech wymienionych produkcji już się zakończyły, a ta, która pozostała, czasy świetności ma raczej za sobą. I wygląda na to, że lepiej już nie będzie. Wybitne seriale po prostu się skończyły – twierdzi Greenwald.

Jak to się skończyły!? — powinien podskoczyć w tym momencie każdy, kto masowo konsumuje seriale. A "Homeland", "House of Cards", "Masters of Sex"? A "The Good Wife", "Boardwalk Empire"? Każdego roku powstają świetne seriale i nawet jeśli nie są to tytuły przełomowe, jest co oglądać. I nie można w żadnym razie powiedzieć, że oglądamy coś, co oglądania nie jest warte. Prawda?

Greenwald uważa jednak, że nie ma nic przełomowego w takich serialach, jak "Homeland" czy "Boardwalk Empire". Owszem, to kawał dobrej telewizji, ale nie są to produkcje, które w jakiś sposób odmienią losy serialowej rozrywki; które pchną ją do przodu. Nie będą wspominane po latach, jak "Rodzina Soprano".

"Rodzina Soprano"

Era zombie i fantasy

Zdaniem krytyka w TV zapanował marazm. Brakuje oryginalnych pomysłów, wszyscy robią dokładnie to samo: kolejny serial, który ma być nowym "The Walking Dead" albo "Grą o tron". Stacje AMC i HBO pokazały, że na zombie i fantasy można zarabiać, więc teraz kolejka do potencjalnego źródła pieniędzy zrobiła się długa. Nawet młodzieżowa telewizja CW pokazała serial "Reign", w zamierzeniu mający być skrzyżowaniem "Gry o tron" z "Plotkarą", a w planach ma też m.in. produkcję o zombie.

Telewizje nie chcą stawiać na rzeczy nowe i oryginalne, ponieważ łatwo można się sparzyć. Zombiaki sprawdziły się w niegdyś malutkiej stacji kablowej AMC, zapewniając jej kilkunastumilionową publiczność, dlaczego więc nie powtórzyć tego sukcesu? Większa jest szansa, że sprawdzony schemat zadziała raz jeszcze, niż że z nietypowego pomysłu scenarzysty, którego nikt nie zna, narodzi się nowe "Mad Men" albo "Breaking Bad".

Problem ze świeżością

Greenwald zauważa jeszcze jedną ciekawą rzecz: że wszyscy chętnie oglądali "House of Cards" Netfliksa, ale dopiero kiedy pojawiło się opowiadające o kobiecym więzieniu "Orange Is the New Black", i krytycy, i publiczność zwariowali na punkcie internetowych seriali. Jego zdaniem powód jest prosty: "Orange Is the New Black" to produkcja świeża, oryginalna i nieprzewidywalna; to coś, czego jeszcze w TV nie było.

Zobacz również: Gadżetomania TV: Czy gracze mają większą wiedzę niż gimnazjaliści

Nietypowych pomysłów ostatnio jest jak na lekarstwo, a publika, jak widać, potrafi je docenić. Krytycy zresztą też. To nie przypadek, że "Dziewczyny" Leny Dunham w styczniu zostały obsypane Złotymi Globami. To serial, jakiego jeszcze nie było, opowiadający szczerze i bez zadęcia o pokoleniu 20-latków, którzy nie radzą sobie w życiu, nie potrafią znaleźć ani partnera życiowego, ani pracy niebędącej bezpłatnym stażem. Jak wielu młodych Polaków po skończeniu studiów.

Oczywiście, takie seriale, jak "Orange Is the New Black" czy "Dziewczyny" nową "Rodziną Soprano" raczej się nie staną. Po prostu nie te progi.

"Dziewczyny"

Nie ma czego oglądać? No pewnie, że jest!

I tu dochodzimy do sedna sprawy: dla Greenwalda złota era telewizji to tytuły wielkie, kultowe i wybitne, takie, które obejrzeć "wypada" i które przedefiniowują pojęcie serialu. Dla mnie to różnorodność, możliwość wyboru. Kto chce oglądać zombie, czarownice albo wampiry, będzie miał z czego wybierać. Kto szuka wyrafinowanego serialu retro, też znajdzie coś dla siebie. Kto gustuje w klimatycznych kryminałach, ma ich do wyboru na pęczki. Itd., itp.

A do tego powstaje sporo niszowych, kameralnych produkcji, które co rok mnie zachwycają – ot, choćby "Orphan Black" czy "Rectify". Wciąż mocno trzymają się Brytyjczycy, którzy wypuszczają dziesiątki może nie przełomowych, ale bardzo dobrych seriali. Powtarzam: jest co oglądać. Wystarczy chcieć poszukać, wyjść poza wąski krąg tytułów, które "oglądają wszyscy".

Czy tasiemce, z którymi spędzamy wieczory, to telewizyjne złoto czy może tylko srebro? Nie wiem. Ale nie sądzę, by z końcem "Breaking Bad" kończyła się jakaś era. Nawet jeśli AMC nie ma do zaproponowania nic bardziej oryginalnego niż "Better Call Saul", nie oznacza to żadnego końca. Oznacza to tylko chwilowy przestój.

Poczekajmy rok czy dwa, popatrzmy spokojnie na zmiany, które zachodzą w telewizji – a w końcu zostaniemy nagrodzeni Następną Wielką Rzeczą. Bo chyba nie macie wątpliwości, że gdzieś tam ona jest i czeka na swoją premierę?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Od bezdomnego do elegancika w garniturze w niecałe 3 minuty