Pewex – raj utracony

logo Pewex

Logo Pewex-u

Mało kto dzisiaj pamięta dreszcz emocji związany z przekraczaniem progu Peweksu – kuszącego raju obfitości zachodnich produktów w szarzyźnie PRL-u. Różnica między tymi dwoma światami była tak wielka, że osoby gorzej zorientowane czasem przeskakiwały ladę Peweksu i prosiły o azyl polityczny…

Możliwość kupna zagranicznych, luksusowych towarów za walutę egzotycznego państwa „Pekao”, którego nie dało się znaleźć na mapie, to jeden z licznych absurdów życia w PRL-u, kiedy władza reglamentowała nawet cukier i obuwie. Ale równocześnie Pewex był też jedynym miejscem, gdzie za darmo można było nasycić oczy zachodnią technologią, a czasem nawet – w przypływie dobrego humoru pani sprzedawczyni – wyjść z błyszczącym folderem pełnym zdjęć cudownego sprzętu elektronicznego, które potem służyły do tapetowania ścian i handlu wymiennego z kolegami.

bon jeden cent

Jeden cent. Ziarnko do ziarnka i zbierze się ćwiartka... dolara

Wiele było rzeczy, które w tym czasie fascynowały młodych ludzi odwiedzających peweksy. I nie chodzi nawet o alkohole i papierosy :-), ale mnogość gadżetów poruszających wyobraźnię fascynatów techniki. Za szkłem gablot i na półkach leżały jaśniejące jak gwiazdy obiekty pożądania, dla których warto było odjąć sobie od ust wątpliwą rozkosz posiłków na szkolnej stołówce lub przezwyciężając obrzydzenie, wycałować ciocię na imieniny…

Ołówek automatyczny

Pierwszą rzeczą, jaką na własny rachunek kupiłem w Peweksie za twardą walutę, był ołówek automatyczny. Potrzebny był do rysunków technicznych i uwalniał od konieczności ciągłego temperowania „drewniaka” i pilnowania grubości kreski. Całą szkołę średnią i studia paradowaliśmy z rzędem ołówków różnej grubości wpiętych w kieszenie koszul. Ponieważ końcówki miały różne kolory, wyglądaliśmy jak obwieszeni baretkami odznaczeń ruscy generałowie na defiladzie. Peweks dostarczał również niezbędnych wkładów – grafitowych pręcików o różnej grubości i twardości. Zapas mam jeszcze do dzisiaj…

ołowek pentel

Ołówek automatyczny, kaliber 0.9 milimetra, z odbezpieczoną gumką.

Rapidograf. Trudne słowo

Drugie podstawowe narzędzie projektanta. Pisak na tusz kreślarki. Pewex sprzedawał je na sztuki i w kompletach. I chwała mu za to, bo bez tego przyrządu nie wyobrażałem sobie kreślenia rysunków i… podrabiania pieniędzy. Najlepiej wychodziły dolary, przerysowywane przez kalkę kreślarską rapidografami z ręcznie mieszanym szarym i zielonym tuszem. Podrobienie banknotu z Waszyngtonem zajmowało parę dni roboty, ale potem – po naklejeniu go na wierzch pliku pociętych papierków – można było błysnąć przed kolegami sporą kasą. Na szczęście nikomu nie przyszło do głowy wybrać się z tą podróbą do Peweksu…

rapidograf rotring

Rapidograf. Mistrz cienkiej kreski.

Zegarek. Obowiązkowo z dodatkami

Mężczyzna z klasą powinien posiadać zegarek. I to nie byle jaki. W tamtych czasach wyrafinowanie i obycie towarzyskie wymagało posiadania zegarka, w którym funkcja pomiaru czasu schodziła do roli marginalnej. Liczyło się „to coś”, co czyniło nadgarstek oraz całą osobę właściciela atrakcyjnym i powabnym.

Jednym z takich pierwszych szaleństw były zegarki z melodyjkami. Zamiast o ustalonej porze dostojnie pipkać, co i tak było szczytem techniki, te cuda naręcznej elektroniki grały melodyjki. I nie wiedzieć dlaczego, melodyjek zawsze było tylko 7. Ale nawet te parę melodyjek było zmorą wszelkich publicznych zgromadzeń – sal wykładowych, kin i kościołów – zwłaszcza po majowych komuniach.

zegarek z melodiami

Zegarek z melodiami - protoplasta empetrójki :-)

Inna szajba panowała na punkcie zegarków z kalkulatorem. Power-userzy z takimi maszynami byli pierwowzorami współczesnych geeków. Inna sprawa, że kalkulator stanowił niezbędne narzędzie do przeliczania wartości waluty, potrzebnej do zakupów w Peweksie. Żaden szanujący się cinkciarz nie pokazywał się na ulicy bez złotego zegarka z kalkulatorem, choć mało który grubymi paluchami był w stanie obsłużyć mikroskopijną klawiaturę. Z pomocą przychodziła zazwyczaj międlona w ustach zapałka i międlone w ustach przekleństwa.

Pancerny Casio

Pancerny Casio z kalkulatorem.

Swojego pancernego Casio CA-951 kochałem tak bardzo, że nawet po rozbiciu wyświetlacza umiałem w ciemno ustawiać każdy z 4 alarmów. Do dziś można nim zdejmować kapsle :-). Zegarkowe gadżeciarstwo oczywiście nie kończyło się na tych kilku wariantach. Zegarki wystawione w gablotach Peweksu miały tak wyrafinowane funkcje, jak baterie słoneczne, mierzenie pulsu, temperatury, wysokości czy ciśnienia, więc było w czym wybierać.

Kalkulator. Jak najbardziej wielofunkcyjny

Dobry kalkulator to było coś. Zwłaszcza kalkulator naukowy z funkcjami trygonometrycznymi, których oczywiście nikt nie rozumiał, ale bardzo dobrze wyglądały na klawiaturze. Podstawowym zastosowaniem kalkulatora naukowego było wpisanie cyfr 71830 i pokazanie odwróconego wyświetlacza koledze. Jedynie profesjonaliści znali tajemniczy test 123456789×2.7, który ponoć sprawdzał dokładność kalkulatorowego procesora. Do dziś nie wiem, o co chodziło…

Kalkulator z funkcjami.

Kalkulator z funkcjami inżynierskimi. Absolutna konieczność :-)

Największym powodzeniem cieszyły się kalkulatory klasy Dual Power z ogniwami słonecznymi, zapewniające wieczystą gotowość do wpisania 71830. Poza panelem słonecznym liczyła się też liczba cyfr mieszczących się na wyświetlaczu. Dziesięć cyfr było o wiele lepsze niż osiem, ale tylko w wymiarze symbolicznym, bo strategiczne dla nas znaczenie miały dwucyfrowe liczby z zakresu tabliczki mnożenia.

DataBank. Zamiast notesu

Kolejną odsłoną zegarkowego szaleństwa były DataBanki – zegarki Casio z funkcją książki telefonicznej. Niezwykle atrakcyjne towarzysko i szalenie niewygodne urządzenie – coś jak maszyna do pisania z czterema klawiszami. Chyba że był to akurat zegarek z kalkulatorem – wtedy zapisanie czyjegoś telefonu do pamięci trwało jedynie 2 minuty :-). Szczytem towarzyskiego obycia było podciągnięcie rękawa i wykręcenie w budce telefonicznej numeru wyświetlanego na zegarku. Ta chwila warta była każdego wyrzeczenia. Dobry zegarek z DataBankiem mieścił ponad setkę adresów i w czasach przed Facebookiem tylu znajomych zupełnie wystarczało :-)

Zegarek Data Bank

Zegarek Data Bank. Złoty obciach.

Niezwykle pożądaną przez młodych geeków hybrydą było połączenie kalkulatora z bankiem danych. Taki elektroniczny notes występował w odmianach płaskich albo z zamykaną klapką – prawie jak netbook. Miał pełną klawiaturę, masę dodatkowych przycisków i spory wyświetlacz. Można było zapisywać adresy, telefony, notatki, alarmy, terminy, sprawy do załatwienia – jednym słowem wszystko, czego potrzebował nastoletni biznesmen, a co dało się upchnąć w oszałamiająco pojemnej pamięci mierzonej w kilobajtach. Biznesmeni korzystali z tych maszyn głównie jako ze ściągawek na klasówkach, ale dość szybko ten proceder został ukrócony przez reżimowe władze szkolne.

Cyfrowy notes Casio

Cyfrowy notes. Twój pierwszy netbook :-)

Walkman. Muzyka przede wszystkim

Pokoleniowym hitem był walkman. A właściwie wszystkie możliwe odmiany kasetowych odtwarzaczy muzyki, zwane dla uproszczenia walkmanami, choć tylko Sony miało prawo do tej nazwy. Ileż czasu spędziliśmy przed gablotami w Peweksie, śliniąc się do kolejnych modeli Sony, Sanyo, Aiwy czy Panasonica. Zaczęło się od pierwszych prostych modeli, które były boskie tylko dlatego, że pozwalały mieć ze sobą ukochaną muzykę. Parę kaset do kieszeni i można było iść „na miasto” rzucając głową w rytm melodii. Spotykało się też osoby nieświadomie śpiewające razem z ulubionym wykonawcą, co brzmiało mniej więcej tak, jak karaoke bez podkładu.

walkman

Pierwsze, kultowe modele walkmanów. Z zapasową elektrownią.

Z czasem rosły wymagania i stopień skomplikowania sprzętu – pojawił się autorewers, radio, możliwość nagrywania, a także dziwolągi w rodzaju wodoodpornego walkmana. Postępowała również miniaturyzacja – od zasilanych czterema paluszkami kloców, aż po cudeńka wielkości pudełka na kasetę, sterowane pilotem na kablu. Pamiętam komentarz kolegi, gdy pochwaliłem się nową Aiwą, zasilaną jednym paluszkiem – „We łbach im się poprzewracało”. Parę tygodni później ktoś mi ją zajumał na giełdzie.

recording walkman

Walkman ze wszystkim. Wypasiona przesada.

Telewizja…

W Peweksie zawsze kupowało się telewizory. Te prawdziwe – zachodnie, jako bunt przeciwko ruskim „Rubinom”, przy których dla bezpieczeństwa trzeba było stawiać gaśnicę. Telewizory masowo sprowadzano też z Niemiec, ale peweksowskie miały tę przewagę, że bez problemów odbierały polskie kanały. Te sprowadzane na własną rękę trzeba było przestrajać z zachodniego systemu na wschodnioeuropejski, co powodowało oblężenie nielicznych serwisów RTV i nie zawsze kończyło się dobrze dla odbiornika. Dobrze natomiast skończyło się upowszechnienie odbiorników ze zdalnym sterowaniem, bo dzieci przestały być eksploatowane jako żywe przełączniki kanałów. Nie zapomnę sytuacji w firmie, w której pracowałem, gdy po wypłacie jedna z pracownic oznajmiła z dumą kierownikowi: „Panie Jacku, telewizor kupiłam w Peweksie! Z pilotem!” Na co pan Jacek z niedowierzaniem – „Co pani powie? Nie trzeba wstawać?”

sanyo color tv

Telewizor z pilotem. Nie trzeba wstawać...

… i wideo

Skoro telewizor, to i magnetowid – kto tylko mógł sobie pozwolić na tę demonstrację pozycji społecznej i obycia z kulturą wyższą, gnał w te pędy do Peweksu. Co ciekawe i dość dziwne – najpierw w sprzedaży pojawiły się okrutnie drogie kombajny z tunerami telewizyjnymi, nagrywaniem i innymi bajerami, a dopiero później proste odtwarzacze, które masowo podbiły Polskę. Pewnego dnia zrobiliśmy wjazd do Peweksu w charakterze obstawy dla kolegi, który za prawdziwe dolary miał kupić w nim magnetowid. Z ciężkim sercem patrzyliśmy, jak kumpel pod czujnym okiem kasjera płaci 815 dolarów za potężny magnetowid Sanyo w systemie Betamax. Wkrótce potem okazało się, że obowiązującym standardem stał się VHS, a kumpel został z jednym pornosem i „Gwiezdnymi wojnami” z duńskim dubbingiem, którego nauczyliśmy się na pamięć, oglądając film dziesiątki razy. Wiele lat później ten magnetowid nadal stał u kolegi w pokoju, służąc jako kosztowny zegarek.

magnetowid

Magnetowid Betamax. System umarł, kasety zostały...

Zarówno walkmany, jak i magnetowidy nie mogły się obejść bez kaset. W tym czasie, z braku magnetowidu, interesowały mnie jedynie kasety magnetofonowe. TDK-i, Sony i BASF-y, koniecznie chromowe, bo tylko na takie wypadało przegrywać płyty CD. Ale żeby przegrywać płyty, potrzebny był kolejny sprzęt…

Wieża stereo

Marzenie każdego młodocianego audiofila. Wiodącą marką audio w Peweksie był chyba Technics. Tak mi się wydaje, bo swój pierwszy magnetofon kupiłem właśnie tej marki. Jego ogromną przewagą było to, że miał elektroniczny wskaźnik poziomu zapisu i licznik taśmy, w polskim sprzęcie jeszcze niedostępny. Można było patrzeć na te błyskotki godzinami.

Wieża stereo

Wszystkomająca wieża stereo. Marzenie...

Porządna wieża nie mogła się obejść bez odtwarzacza CD. Kompakt w komplecie z magnetofonem był socjalnym minimum niezbędnym do kopiowania płyt CD przynoszonych z wypożyczalni. Tak, tak – z wypożyczalni :-). Kilka godzin dostępu do płyty wystarczało, aby mieć kopię dobrej jakości na kasecie, która natychmiast wędrowała do walkmana. Taki był wtedy model dystrybucji muzyki…

Cyfrowy tuner radiowy z syntezą częstotliwości i pamięcią kilku programów był marzeniem w czasach odbiorników radiowych „Amator”. I koniecznością, jeśli chciało się profesjonalnie nagrywać na kasety „Minimax” Piotra Kaczkowskiego emitowany w programie trzecim. A prawdziwi profesjonaliści posiadali też szpanerski equalizer z wizualnym analizatorem pasma. Taki equalizer służył głównie jako ozdoba imprez i narzędzie do skorygowania akustyki pokoju ze słomianką na ścianie i fikusem w kącie.

Pewex za złotówki

Ciekawostką, o której warto wspomnieć na koniec, było coś w rodzaju peweksowskich outletów – skromne, mało eksponowane sklepy, w których za złotówki można było kupić sprzęt z ekspozycji, uszkodzony lub poserwisowy. Kto wiedział, ten korzystał – trzeba tylko było regularnie zaglądać w polowaniu na okazje. Sporo gadżetów stamtąd przydzwigałem. Niektóre wciąż jeszcze poniewierają się po szufladach, razem ze wspomnieniami…

Kategoria posta: Technologie

Tagi: elektronika, gadżety, historia, Pewex, Retro

Regulamin komentowania

  • sss

    hmm news ciekawy i fajny bo akurat te czasy przelezalem u mamy w lonie :) tekst podchodzi troche pod styl Pana Ogrodnika z applefobi :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001216548336 Karol Świerczewski

    Pamiętam kiedyś jak tata kupił gramofon, dwa lat temu, jak ktoś do nas przychodzi to zawsze każe mi przekładać winyle :) A co do walkmana to kaset mam pełno ale nie ma w czym odtwrzac

  • Dant3

    ehhh wspomnienia…
    rewelacyjny artykul, pozdrowienia dla autora

  • Antamo

    Teks Rewelacja uśmiałem się do łez, od wieków wchodzę na gadżetomanie, ale ten artykuł mnie zabił….
    Wszystko kropka w kropke moje czasy , zegarki, tv,ruskie gierki ala jajka, czy składane nintendo, magnetowidy…filmy na giełdzie 50 kopia kopii…
    Nie sądziłem ze są na takich stronach dziadki takie jak my, sporo ponad 30 wiosen… :)
    Pozdrawiam

  • łom

    Czy sklepach Pewexu można było kupić produkty Apple. Pytanie kieruję głównie do Pana Januarego.

  • Zakrza

    świetny artykuł!
    Mój tata miał takiego netbooka!:D
    Za to nie przypominam sobie, żebym miał walkmana. Ja to od razu Discmana dostałem.

  • ziomson

    ja 30 wiosen nie mam ale sie zblizam duzymi krokami i pamietam te wszystkie rzeczy kiedy bylem malolatem :)chcialo sie nie jeden z nich, nie tak jak dzis kiedy rynek jest przepelniony, do dzis mam dzialajacego tv SONY Trinitron 14′ igielka;) i pare innych drobiazgow :) swietne rzeczy poczatki historii dzisiejszej ekopi tech :) ahh usmiech na twarzy jak to przegladam :)

  • Wodecki

    Świetny artykuł :D
    Mam gdzieś podobny organizer :D

  • damian.d.

    ”Największym powodzeniem cieszyły się kalkulatory klasy Dual Power z ogniwami słonecznymi, zapewniające wieczystą gotowość do wpisania 71830” haha doskonałe poczucie humoru, pozdrawiam.

  • http://applefobia.blox.pl/html ogrodnik.january

    Uczciwie odpowiadam: nie pamiętam niczego takiego. Były ośmiobitowce (np. Atari). Ale moja niepamięć o niczym nie świadczy. Może po prostu nie zauważyłem.

  • http://applefobia.blox.pl/html ogrodnik.january

    W rzeczy samej… :-)

  • http://www.chiny24.com;www.planetafaceta.pl;www.textilehouse.pl Leszek Ślazyk

    ech….. mnie rapidografy służyły do produkcji znaczków z logo popularnych zespołów takich jak AC/DC, Saxon, Iron, Iron Maiden, Sex Pistols, Clash. technologia produkcji objęta tajemnicą ;). trzeba było mieć znaczki plastikowe z agrafką z kiosku „ruchu”, farbę ftalową z „motylkiem” oraz rapidografy i kolorowe tusze. i te znaczki potem ludzie kupowali, a ja kupowałem za nie cuda polskiego przemysłu elektrotechnicznego jak gramofon „bernard”, albo wzmacniacz „radmor”…

  • http://www.cyberondesign.com ronino

    Rewelacja, az sie lezka w oku kreci, lata osiemdziesiate to byly niesamowite czasy. Szczere gratulacje dla autora.

  • http://false NTN

    takie zegarki to były na bazarach i u dobrych zegarmistrzów już w latach 80

    Co do Pewexu to ja najbardziej pamiętam klocki LEGO i resoraki – żelaźniaki ;]] do wyboru do koloru, całe półki i regały nimi zawalone i do Pewexu chyba właśnie po to chodziły dzieciaki – chłopcy – by nasycić łoczy tymi cudeńkami
    ;]]
    jeśli chodzi o dziewczynki to królowała Barbie – pamiętam jak siosta marzyła ;D

  • Pawel

    Prawie wszystkie te cudeńka okupują teraz strychy i piwnice, ale jest wyjątek: wzmacniacz Techniksa z głośnikami Atlusa daje rade do dzisiaj, muzyka stereo brzmi rewelacyjnie od prawie 30 lat, tylko źródła się zmieniają

  • Franek

    Szkoda że urodziłem się w czasach plastikowej muzyki..

  • poison

    Pochodzę z Trójmiasta.
    W Pewexie nie kojarzę sprzętów Apple, chociaż byłem dzieciakiem i mogłem po prostu nie zwrócić na to uwagi, za to na początku lat 90tych pamiętam sklep ze starymi Macintoshami, a to co mi się w nich bardzo podobało to oczywiście stacja dyskietek ‘w monitorze’. ;)
    Na tamte czasy i tak dominowały c64 i atari st, później przyszedł czas na Amigę, do dziś żałuję, że ją oddałem w prezencie, wolałbym by zasilała obecnie kolekcję piwnicznych gratów, by móc od święta odkurzyć stary sprzęcior i pograć w coś co miało miodność 9/10, dzisiaj niestety w większości kładzie się nacisk na ładny estetyczny wygląd produkcji ze różnych stajni twórców gier, a nie na treść. :)
    Pozdrawiam.

  • poison

    Nic nie stoi na przeszkodzie by słuchać muzyki z tamtych lat. W dodatku można na allegro często kupić duże zestawy winyli w naprawdę świetnym stanie – wiem, bo sam kolekcjonuje, chociaż ostatnimi czasy staram się nie zagracać jeszcze bardziej mieszkania. ;)

  • http://gadzetomania.pl/author/ogrodnik-january ogrodnik.january

    Oj, to mogłoby być zabawne… To były żałośnie wypiskane różne kawałki z przebojów muzyki popularnej i klasycznej. Różne takie „Stary Donald farmę miał, ija, ija, hooo…” i podobne szlagiery.

  • sss

    ups :) nie spojrzałem kto jest autorem tego artykułu :) Widzisz Ogrodniku Twój styl można rozpoznać na oko :)

  • Herman

    Świetny artykuł!

  • http://gadzetomania.pl/author/ogrodnik-january ogrodnik.january

    Aaa… no to mnie kolega zagiął :) Tej opowiastki nie znałem… za mały byłem :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001216548336 Karol Świerczewski

    poison powiedział: Nic nie stoi na przeszkodzie by słuchać muzyki z tamtych lat. W dodatku można na allegro często kupić duże zestawy winyli w naprawdę świetnym stanie – wiem, bo sam kolekcjonuje, chociaż ostatnimi czasy staram się nie zagracać jeszcze bardziej mieszkania. ;)

    Też mam sporo, ostatnio widziałem w sklepie nie dal idiotów był bodajże ac/dc obok był winyl madonny gdzieś tam dalej za 80 znalazłem Ozziego Osbourne

  • navajo88

    Tamte czasy już nie powrucą ,a szkoda a co do sprzętu to Technics byl najleprzy i do dzisiaj jest najleprzy

  • marcin

    Miałem taki notes elektroniczny:) Uratował mi życie, był niezastąpiony na wielu sprawdzianach w szkole średniej. Co prawda, czasem wpisywanie danych trwało godzinami, ale ściągało się bezproblemowo. Tylko raz nauczycielka mi go zabrała, ale otworzyła klapkę po pięciu minutach, więc zdążył się automatycznie wyłączyć; oddała i ściągałem dalej:) Co za czasy:)

  • pit3r

    WOW. Niezły oldschool.

  • Xantus

    Pamiętam moją pierwszą technologiczną biblię..taką gadżetomanię na papierze …katalog OTTO… te komputery, pierwsze laptopy. Śniłem po nocach o posiadaniu takiego, aż łezka się kręci.

  • kass

    U nas w domu był „prawdziwy” telewizor z peweksu Otake- ale nie produkowany w Polsce, tylko oryginalny japoński. Starszy ode mnie o 15 lat, a ja mam obecnie prawie 20. Co najlepsze wciąż działa.

  • DeVilio

    Organizer taki mam identyko tylko uszkodzony niestety, aczkolwiek pamietam walkmany na 4 paluszki General Electric, pozniej kaseciak Panasonica, ktory mi jakis jegomosc z reki wyszarpal wraz z kalbem od sluchawek gdzies na dworcu we Wrzeszczu… Comodorek ktorego mam do tej pory z kasetami i magnetofonem plus joy`e do tego (ciekawe czy ktos zapyta czy klawe tez do tego mam :D haha), pamietam ruskie zegarki juz z 16 melodyjkami, mam tez po ojcu (oddal mi, zyje jeszcze, spoko spoko) zegarek z databankiem na 20 pozycjii Casio, pamietam tez ruskie gierki jajka, mialem tez tenis, pamietam rowniez pierwszy discman z mp3 juz i mozliwoscia odtwarzania filmow z plyt cd w formacie ktorego nazwy zapomnialem… naprawde sie ciesze ze dane mi bylo obserwowac aktywnie postep technologiczny naszego swiata… Teraz? Nadchodza procki w komorkach z 4 rdzeniami, a jeszcze 8 lat temu nabijalismy sie z kumplem „po co komu bedzie dysk z pojemnoscia terabajt :D ” i totalna beka z pojemnosci 1024gb, skoro szczytem mody bylo posiadanie 6,4gb i GTA1 po sieci w szkole…

  • DanteV

    oj żebyś brachu tak daleko nie mieszkał to bym Ci piwo za Twój komentarz postawił…hej..:)

  • kotrobot

    Znów Ogrodnik January pokazał jak się pisze dobre artykuły :)
    Najlepszy powód, żeby zaglądać na tą stronę!
    Pozdrawiam autora i dzięki :)

  • tom

    :) czasy piękne na swój sposób. Ja kiedyś „tuningowałem” radioodtwarzacze samochodowe.Z kolorowych katalogów sprzętu, które czasem można było zdobyć ,czasem ktoś z zagranicy przywiózł,wycinało się Logo np.Sony i dokładnie wklejało się na klapeczkę zamykającą kasetę :) i ze zwykłego odtwarzacza kupionego gdzieś na giełdzie robił się „soniak ” ja i moi koledzy mieliśmy więć „markowe” sprzęty w maluchach ojców ;)
    Pozdrawiam

  • http://www.chomikuj.pl/ralumus ralumus

    ja już 15 wiosen mam i chętnie takie artykuły czytam. Niestety niezbyt dużo jest wizualizacji tamtejszych sprzętów ale i tak artykuł spoko.

  • http://www.facebook.com/maciupeq Agi Kalisz

    O RZESZ W SZNYCEL :)
    Co za wspomnienia, chciałem tylko dodać, że kalkulator naukowy CASIO fx3900 jest nadal w moim posiadaniu i sprawnie działa. kalkulator ten jest programowalny i liczył takie rzeczy jak np strzałka ugięcia belek i co tylko sobie wymyśliliśmy :) wielokrotnie używane do sprawdzania wyników na klasówkach, a i była fajna możliwość, zamiast programu w pamięci trzymałem wzory do obliczeń :))

  • http://applefobia.blox.pl/html ogrodnik.january

    Ja również przegrywałem winyle, ale ze względu na ich jakość (mój pierwszy czarny krążek to był przechodni, wędrujący od kumpla do kumpla, album ACDC z armatką – „For Those About to Rock”) wystarczały mi zwykłe „żelazówki”. Wtedy mój aktualny walkman nie obsługiwał jeszcze chromówek. Cr-ki wdrożyłem po pojawieniu się CD. Metalek nie używałem, bo chodziły słuchy, że niszczą głowice :-)

    Czasy, o których piszę to głównie lata 80-te, więc obecność pierwszych CD nie powinna dziwić. O ile pamiętam, zetknąłem się z tą technologią optycznie około 1985 roku, a organoleptycznie jakiś rok później :-)

  • http://applefobia.blox.pl/html ogrodnik.january

    Matko kochana, nie przypominaj takich rzeczy… strzałka ugięcia śniła mi się podczas studiów, niejednokrotnie powodując ugięcie strzałki :)

  • Marucins

    :) było było

  • Marucins

    Niezwykle pożądaną przez młodych geeków hybrydą było połączenie kalkulatora z bankiem danych [...] Biznesmeni korzystali z tych maszyn głównie jako ze ściągawek na klasówkach, ale dość szybko ten proceder został ukrócony przez reżimowe władze szkolne.

    Oj to prawda… Wiele raz dzięki „notatnikowi” dostawałem bardzo dobre oceny :]

  • Dfghjkl

    Chronologia mocno zaburzona. Magnetowid Betamax to chyba przed 1985 rokiem. Telewizory z Niemiec w większych ilościach to dopiero lata 1989-1991. Wypożyczalnie CD to już lata 90-te (w 1990 roku pojawił się pierwszy polski odtwarzacz CD Fonica, za równowartość ok. miesięcznej pensji, Technics był rzadkością, bo najtańszy był 2,5 raza droższy od Foniki, a porządniejszy to półroczny zarobek). Może w PRL było kilka wypożyczalni CD, z jednej warszawskiej brali płyty do puszczania w polskim radiu;)

  • Dfghjkl

    Starszy najwyżej o 5 lat. Chyba, że bez pilota;) Mam prospekt Panasonica z 1984 roku, gdzie telewizory są na piloty z kabelkiem:) A na podczerwień tylko najdroższe modele za horrendalne pieniądze;)

  • Different

    Warto też wspomnieć o motoryzacyjnej stronie lat 80-tych chociaż to gadżetomania to ja osobiście zakupiłem ostatnio Rower Tandem ze stajni Rometa w dobrym i oryginalnym stanie to też już żadkość(pozostaje skompletować rozkładaną pomarańczową chorągiewkę z odblaskiem,narzędziówkę pod siedzeniem,koraliki na szprychy) i w drogę z żoną i córeczką Pozdrawiam złote lata

  • Wckw

    Nie ma się co smiać. W 1990 roku kupiłem zegarek Casio DataBank, jak to dzisiaj muwia ful wypas. Wpisywałem nr telefonów, teraz tylko  ważne hasła. działa do dzisiaj bez żadnych zarzutów.  trochę poobijany, ale jakośc działanie niedorównuje obecnym. Bateria starcza na 3 do 4 lat.
    dzisiejsze urządzenia są mało dopracowane i kieposkiej jakości. Niestety taka prawda.

  • unitra

    Mam taki notes cyfrowy do dzisiaj. Jak miałem 10 lat dostałem go od ojca.

  • Dicom

    Swietny artykuł, aż sie łezka w oku kreci.
    Mieszkam w Krakowie i Przy ulicy 18-go Stycznia (obecna Królewska) był ogromny PEWEX w którym po szkole wystawałem całe długie godziny, (były to lata 1979-1986) byłem wtedy nastolatkiem.
    Z tamtych czasów pamietam sprzet JVC z kultowej serii KD-A, nawet pamietam ceny tych boskich magnetofonów klasy DECK:
    JVC KD-A77 399$
    JVC KD-A7   299$
    JVC KD-A55 256$
    JVC KD-A33 202$
    (Ceny decków pochodzą z lat 1983-1984)
    Były jeszcze radiomagnetofony brzydko nazwywane boomboxami i słynny „rozwalacz szyb” czyli JVC RC-M70 za 999$ około roku 1980-1981 potem ztaniał do 333$ pamietam to jak by to było wczoraj.
    Niesamowite i niezapomniane przeżycie z tamtych szczenięcych lat.

Technologia w zgodzie z naturą. Korkowe gadżety
Technologia w zgodzie z naturą. Korkowe gadżety

Zamknij