Kącik technofoba [cz. 5]: Książka czy e-book?

E-book i książki

E-book kontra książki.

Prawdopodobnie większość z Was, czyli pewnie około 8% ;), kocha książki i nie wyobraża sobie bez nich życia. Czy e-booki są w stanie zastąpić papierową książkę i podtrzymać tę emocjonalną więź, która łączy nas z domową biblioteczką?

W dzieciństwie i młodości, które przypadały mniej więcej na czasy, gdy papier chińskiego pochodzenia zaczął wypierać rodzime cielęce skóry, pochłaniałem średnio książkę dziennie. Jako mól książkowy z zamiłowania i przekorny krytyk wszelkich zbędnych technologii powinienem zapewne z definicji stać się przeciwnikiem e-booków i e-readerów. Sprawa jednak nie jest taka prosta…

Mój pierwszy e-reader.

Mój pierwszy e-reader.

Mimo honorowej i zaszczytnej pylicy nabytej od papierowego kurzu zupełnie nie przeszkadza mi nowoczesna forma publikacji książek. Za bardzo zależy mi na tym, aby słowo pisane było powszechne, dostępne i byśmy nie zatracili umiejętności czytania, choćby i z ekranu. Mam jednak wobec e-booków wymagania, których będę bronił jak Wołodyjowski Kamieńca Podolskiego… no, może z pominięciem wiadomego finału :)

Wielką zaletą tradycyjnej książki jest dla mnie jej fizyczność – możliwość obcowania z papierem, zapachem farby drukarskiej, fakturą oprawy. Możliwość sunięcia opuszkami palców po rzędach grzbietów, grubość i ciężar woluminów – to coś, czego trudno się wyrzec, dodatkowa atrakcja, a równocześnie wada, którą z czułością przeklinam za każdym razem, gdy kolejna przeprowadzka zmusza mnie do transportu dziesiątków kilogramów książek. W takich chwilach doceniam zalety e-booków i chętnie wycałowałbym z dubeltówki każdego producenta e-readerów, jaki by się nawinął (po czym zagnał go do dźwigania), ale mimo tego przywiązanie do papierzysk jest u mnie nieuleczalne.

Niemcy dobijają MEADS budżetowym cięciem [cz.1]

Księgozbiór - marzenie czy koszmar?

Księgozbiór - marzenie czy koszmar?

Wizytując znajomych, w pierwszej kolejności przysysam się do księgozbioru (jeśli istnieje). Jest to zachowanie odbierane jako wyraz uznania dla erudycji gospodarza. Wyjątkiem są biblioteczki złożone z zakupionych na metry, zakurzonych wydań klasyków literatury w bordowej oprawie ze złotymi tłoczeniami. Do takich zbiorów się nie zbliżam :) Wyobraźcie sobie jednak sytuację, gdy zamiast troskliwie ważyć w dłoni wydobyte z szeregu książki i studiować notki na oprawach, gość rzuca się buszować po komputerze gospodarza w poszukiwaniu e-booków albo przekopuje mu e-reader… Może jednak warto mieć biblioteczkę :)

Książka w swej tradycyjnej formie ma podstawową zaletę – trwałość i niezależność od źródeł zasilania. Nie znika. Można ją bez obaw wziąć na bezludną wyspę. Z kolei e-reader (o nich za chwilę) daje możliwość noszenia ze sobą całego księgozbioru bez nadwerężania kręgosłupa. Książka świadczy o właścicielu, nadaje mu inteligencki look :) Czytnik w miejscu publicznym czyni z nas co najwyżej gadżeciarza… I co tu wybrać?

Jeśli już zdecydujemy się na książkę w formie elektronicznej, to warto zapewnić sobie komfort porównywalny z wersją papierową. A czytać e-booki obecnie da się na prawie wszystkim – począwszy od komputerów i smartfonów, poprzez tablety, aż po czytniki z e-papierem. I jak to w życiu bywa – najlepszy okazuje się zazwyczaj produkt specjalizowany. Taki, który – może z wyjątkiem konieczności rezygnacji z przewracania stron poślinionym paluchem – pozwala na długie, wygodne i zdrowe dla oczu cieszenie się książką.

Czytnik pełną gębą.

Czytnik pełną gębą.

Nigdy, przenigdy na dajcie się skusić na kolorowy, migoczący, podświetlany ekran LCD. Argumenty, że można go czytać w ciemności, możecie sobie schować do futerału na okulary. Nic tak nie masakruje oczu jak migoczący w całkowitej ciemności ekran. Czytanie, aby oślepnąć i nie móc czytać, to kiepska perspektywa. Tylko e-papier, który zastyga w cierpliwym oczekiwaniu na przeczytanie, daje komfort porównywalny z tradycyjnym papierem.

Gdy mowa o czytaniu po ciemku,  zawsze przychodzi mi na myśl świecenie latarką pod kołdrą, jak to robiłem w dawnych czasach, gdy po obowiązkowym zgaszeniu światła nie mogłem wytrzymać z ciekawości, jak skończy się książka. Z reguły szybciej kończyły się baterie w latarce… Mam wrażenie, że obecnie jesteśmy skłonni zarywać noce z bardziej prozaicznych powodów :)

Tablet - kiepska alternatywa

Tablet - kiepska alternatywa.

Jeśli zależy nam na obcowaniu wyłącznie ze słowem, a nie z fikuśnymi animacjami obracanych kartek i ruchomymi obrazkami, wybierzmy zwykły czytnik z e-papierem, który nie męczy oczu i przeżyje wiele dni czytania. Żaden laptop, tablet czy smartfon z mierzonym na godziny czasem pracy nie wystarczy nawet na podróż z Poznania do Krakowa, wraz z przymusowym postojem w dzikich polach po awarii trakcji. Wiem, co piszę, byłem w tym pociągu… Nic tak nie wkurza jak netbook umierający na kilkadziesiąt stron przed zakończeniem książki.

Czy można ulepszyć maczetę?

E-readery mają wiele zalet – są poręczne, mało ważą, mają regulowaną wielkość czcionki, czasem możliwość robienia notatek, czego na tradycyjnej książce nie wypada czynić, łatwość wyszukiwania informacji i inne udogodnienia – ale też parę niedogodności. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek spociła mi się dłoń podczas trzymania papierowej książki, choćby nawet fabuła traktowała o przygodach Jamesa Bonda na planecie nimfomanek przy temperaturze 35 stopni. Natomiast e-reader potrafi się ślizgać w dłoni nawet przy lekturze dorocznego sprawozdania spółki węglowej. Szklano-metalowo-plastikowy czytnik to nie jest przyjemny materiał do kilkugodzinnego kontaktu z palcami. Ha! Zawsze można go wsadzić w jakiś futerał :)

Poręczny maluch.

Poręczny maluch plus multimedia.

Dostępność e-booków bez wychodzenia z domu kusi każdego, kto lubi albo musi czytać. Kupno książek przez Internet to jednej strony wielka wygoda i ułatwienie, ale też doświadczenie zupełnie nieporównywalne z buszowaniem po księgarni czy antykwariacie albo porannym spacerem po pchlim targu, gdzie można znaleźć cudeńka, jakich próżno szukać w sieci… To zupełnie innej kategorii przyjemność, którą trudno zamienić na ślęczenie przed monitorem w poszukiwaniu ciekawych e-booków.

Czasy się zmieniają. Idzie nowe, systematycznie zmiatając papier do lamusa, co wcale nie budzi mojego entuzjazmu. Mimo że czytam e-booki od wielu lat – dla wygody, dla ich licznych zalet – wciąż niełatwo mi się rozstać z tradycyjną książką, która budzi tyle dobrych emocji. A Wy? Jesteście gotowi na epokę cyfrowej literatury?

Regulamin komentowania

  • Groszkowypotwor

    Uwielbiam mój czytnik e-booków i je też preferuję, głównie dzięki dostępności interesujących mnie tytułów.

  • http://twitter.com/solasum PAWEŁ

    Ja bym chętnie przesiadł się na e-reader niestety mnie nie stać :(  

  • Louise Marurice

    A mi by się bardzo przydała tablica z e-papieru wielkości 1×1,6 metra. Ale za 1 góra 2 tyś zł a nie 20.000 zł.

    A te readery też są beznadziejne. Mają za mały ekran. Powinien mieć co najmniej rozmiar A3. 12 calowe ekrany są niepoważne. Rozumiem że producenci chcą wydoić jak najwięcej pieniędzy z jak najmniejszej ilości e-papieru, ale bez przesady. Szlifierki Makita też są drogie ale przynajmniej spełniają swoją funkcję. Czytniki nie. 

  • Taraban

    Eee… czytnik e-książek o wielkości A3? Formaty ci się pomyliły, czy życzyłbyś sobie czytać taką kobylastą książkę?

  • Czyprak Antoni

    Odkąd mam czytnik, jestem gotów na epokę cyfrowej literatury. Jest to tak wygodne, poręczne, że często wolę przeczytać coś w wersji elektronicznej, niż analogowej, mimo że do tradycyjnej książki mam podejście podobne do Twojego. Zresztą, obecnie e-booki są tak drogie, że często taniej można kupić wersję papierową (albo ją pożyczyć od znajomego). Prawdziwa epoka cyfrowej literatury jest więc przed nami o ok. 20 zł za egzemplarz ;)

  • http://twitter.com/solasum PAWEŁ

    Widziałeś człowieku kiedyś książkę A3? A5 to standardowy rozmiar więc 12 cali to i tak zanadto 

  • LuckyLook

    ja tam wolę audiobooki do snu
    zapodaję sobie takiego Wołoszańskiego sensacje II wś i już odlatuję ,no i oczy się nie męczą

  • ogrodnik.january

    Audiobooki to fajna rzecz, też je lubię, ale spróbuj odszukać potrzebny fragment :)))

  • anonymous

    Odkad sie przesiadlem na ebooki kilka lat temu zaczalem ich czytac 5x wiecej w skali roku. Prosta przyczyna – czytnik mam zawsze przy sobie, czy to kolejka w urzedzie, czy to chwilowy przestoj w pracy itp. – wyciagam i czytam. A ksiazke dana miec ze soba zawsze to juz byl problem. 

  • Anonim

    http://www.amazon.com/Kindle-Wi-Fi-Ink-Display-international/dp/B0051QVF7A

    Sprawdziłem przed chwilą i razem z przesyłką to jest 500zł. Nie mało, ale i tak dużo lepiej niż kiedyś

  • Louise Marurice

    Tak. A3.

    Prawie wszystkie podręczniki akademickie są trochę większe niż „powieści” w rozmiarze zeszytu A5.  Więc niewygodnie je czytać na readerze. A zmieszczenie dwuch kartek A4 na jednym ekranie e-papieru sprawiło by że korzystanie z edytora tekstu wreszcie nie było by męczące. A3 to luksus. Ale A4 to absolutne minimum ekranu.

    Tylko, jak łatwo zauważyć w księgarniach, schodzą głównie książki typu baju-baju. W rozmiarze dużego modlitewnika. I to przykre zjawisko, bo przez to duże readery prędko się nie pojawią.
     

  • Anonim

    Słyszałem, że wrzucanie na takiego Kindla książek w *.pdf to prawdziwy ból w tyłku. Prawda to?
    Może nie samo przenoszenie pliku, co jego finalne formatowanie, które utrudnia czytanie i wybija z rytmu. Prawda to?

  • Eljon

    z komentarzy widze, ze juz kazdy chyba punkt widzenia zostal wypisany. ja dodam tylko jako maniakalny ekolog cenie sobie, ze elektroniczna ksiazka nie nadwyreza naszych biednych i tak lasow. a jako wrecz patologiczny pracoholik dodam, ze latwiej i szybciej mi kupic ksiazke w esklepie i miec ja w pare sekund niz extra wybierac sie do ksiegarni :( smutne to ale prawdziwe. mimo to z czystego fetyszyzmu wciaz lubie i kupuje prawdziwe (uzywane) ksiazki. 

  • Yan

    Nie jest tak źle. Jeśli masz książkę w pdf, sam tekst z normalnym układem strony to przerabiasz taką książkę na format mobi w jakieś 10 sekund w darmowym programie to zarządzania ebookami calibre. Wtedy cieszysz się książką w wersji w jakiej byś zakupił w amazonie. Kindle otwiera też pdf-y ale ich czytanie nie jest wygodne, lepiej więcj przerobić. Gorzej się ma sprawa z konwertowaniem np. przewodników gdzie tekst jest w kolumnach i do tego masz tabelki mapy itp, wtedy po konwersji tekst jest rozsypany i nieczytelny. Niemniej jednak kindle jest fantastyczny i polecam go każdemu.

  • Yan

    Kup sobie kindle DX i problem z głowy.

  • Werfw

    nie ma gietkich e-inków

  • Irek

    Ja bardzo lubie mojego Kindle DXa.

  • Taraban

    A po co mieścić A4 na czytniku? W czytniku tekst rozkłada się niezależnie od układu w wersji papierowej (chyba że uprzesz się czytać pdfa bez przerobienia go do formatu mobi albo epub). OK, masz 500 stron zamiast 300, ale jakie to ma znaczenie kiedy trzymasz w ręku poręczny kawałek plastiku zamiast cegły większej od A4? Jedynie w przypadku publikacji z dużą ilością wykresów, wzorów, tabel takie rozwiązanie może się nie sprawdzić. Pewnie o taki przypadek Ci chodzi. Cóż, nie ma urządzenia idealnego. Być może w takim przypadku lepiej sprawdzi się duży telewizor ;) albo… papier. Cholera, nikt nie powiedział, że papierowe książki muszą umrzeć, i bardzo dobrze. A może po prostu trzeba poczekać aż ta technologia się upowszechni i potanieje i niedługo każdy student razem z indeksem będzie dostawał ogromny e-czytnik? Czego oczywiście Ci życzę :)

  • http://twitter.com/solasum PAWEŁ

    Tak wiem, ale dla mnie 500zł to duży wydatek

  • Voyac616

    Od czasu zakupu swojego ebook readea zacząłem czytać o wiele więcej książek…

  • Louise Marurice

    No dobra, ale po co komu książki które nie mają wzorów i wykresów?!!!???

    ;)

  • kruku

    nikt nie wspomniał o doskonałym słowniku wbudowanym w kindla (nie trzeba wychodzić z czytanej książki aby z niego skorzystać). nieoceniona pomoc dla kogoś kto czyta w języku english, ale ze słownika czasem/często skorzystać musi. w dodatku większość klasyków jest na amazonie za darmo – można sobie przypomnieć książki verne’a lub twaina przy okazji szlifując język.

  • marduk

    Nie wiem, jak na inne platformy – na Nokie z S60 jest ichni app, który pamięta, gdzie się skończyło. Minusy są takie, że: trzeba konwertować z mp3 na kompie, app jest już martwy, choć była jakaś wersja dla audioteka.pl.
    No i jeszcze jedno – mam w domu jakiegoś staarego ipoda z dyskiem 30GB – i on też potrafi pamiętać, gdzie się skończyło (i jako niestety jeden z nielicznych playerów obsługuje format Audible)

SolarKindle - czytaj praktycznie bez ograniczeń
SolarKindle - czytaj praktycznie bez ograniczeń

Zamknij