Moc, liczba cali, jakość? Wszystko jest podobne. Teraz chcę płacić za wygląd

Wygląd najważniejszym czynnikiem decydującym o zakupie? A dlaczego nie? Dzisiejsze sprzęty na pewno będą dobrze działały, więc w końcu warto wziąć pod uwagę to, jak będą prezentowały się na półce.

Zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że stoimy w sklepie i wybieramy idealny telewizor. Na co patrzymy? Zapewne na liczbę cali, rodzaj i jakość wyświetlacza, inteligentne funkcje, ilość portów USB. A wygląd? No, też jest ważny: najlepiej żeby był cienki i srebrny. Albo nie, nie srebrny, czarny! A może biały?

I tyle jeżeli chodzi o kwestie związane z urodą sprzętu.

Zresztą — czy to aż takie ważne? Jakby się zastanowić, to wszystkie telewizory wyglądają tak samo. Zgoda, jeden jest bardziej wygięty, drugi wcale, ale tak naprawdę wszystkie są do siebie podobne. No, prawie wszystkie.

Samsung Serif TV — niewspółczesny telewizor

Ten spokój zachwieje Samsung Serif TV. Telewizor, który na pierwszym miejscu stawia design. Trochę wróciliśmy do czasów, kiedy telewizory nie były wieszane i można było na nich stawiać dodatkowe klamoty. A kot miał jeszcze jedno miejsce do wypoczynku. Ale z drugiej strony nie jest to żerowanie na nostalgii, “kultowy sprzęt z lat pięćdziesiątych” i tak dalej — to nowe spojrzenie.

Telewizor-mebel nie powali na kolana możliwościami. Największy model ma 40-cali i tylko on wyświetla obraz w jakości UHD. 32-calowy to wersja Full HD, a 24-cale to “zwykłe HD. Nie oznacza to, że telewizory Samsunga kosztują mniej niż mocniejsi konkurenci. Za “czterdziestkę” trzeba będzie zapłacić 1200 funtów (prawie 7 tysięcy złotych), za “średniaka” 700 funtów (4060 zł), a za najmniejszą wersję jedyne 500 funtów, czyli niecałe 2900 zł.

Aż chce się powiedzieć: “drogo”. I nie będzie to przesadą, skoro w tej cenie znajdziemy dużo większe telewizory.

Pewnie tak. Ale co z tego? Czy któryś z nich wygląda tak jak Samsung Serif TV? Od razu spodobał mi się pomysł Samsunga, bo w kontekście tych telewizorów przestajemy myśleć o nich wyłącznie jak o kolejnym sprzęcie. To także mebel. Element wystroju. Dla mnie to jednak wystarczający powód, żeby zapłacić więcej niż logika nakazuje.

Zobaczcie, ile opcji daje taki telewizor. Można położyć na nim książki - dodatkowa półka. Fajnie będzie siedzieć przy nim na starym fotelu, który kupiliśmy na targach staroci. A może drewniane radio, które wcześniej nigdzie nie pasowało, wreszcie zostanie wykorzystane?

Zobacz również: Kto wynalazł telewizję?

Telewizor to mebel

I mówię to jako ktoś, kto nie przegląda blogów o wystroju wnętrz. Nie, premiera nowego katalogu Ikei nie jest dla mnie świętem. A mimo to Serif TV mnie zauroczył. I pomyślałem sobie: pal licho cenę, chciałbym mieć taki telewizor. Telewizor, który nie tylko działa, ale też wygląda.

Ale potem doszło do mnie, że taki śliczny, oryginalny telewizor nie bardzo by u mnie pasował. I wcale nie chodzi o kolor ścian czy półki znajdujące się obok. Byłoby mi głupio stawiać przy takim telewizorze PlayStation 4 czy Xboksa One. Choć jest miejsce, to przecież nie położę, bo nie pasuje!

Dzisiaj wszystkie sprzęty są do siebie tak podobne, jakby były elementami układanki. Konsola zawsze będzie “dobrze” prezentować się przy telewizorze. Na tym tle nie wyróżni się laptop czy nowy smartfon. Srebrne przyciski będą idealnie komponowały się z srebrną ramką TV.

Uch. Dajcie spokój.

Nuda, nuda, nuda

Otaczają nas jednakowe, takie same, nudne kloce. Nieważne, czy to PlayStation 4, czy Xbox One. Czy komputery, tablety czy smartfony. Owszem, one się od siebie delikatnie różnią, mają nieco inne kształty, ale wszystko jest niemal identyczne. Bawiły mnie dyskusje o tym, która konsola jest ładniejsza, PS4 czy XO - tak jakby każda z nich reprezentowała inną “myśl”. Tymczasem to pudełka, tylko że jeden ucięty jest po skosie, a drugi nie. O, wielka mi zmiana.

Dlatego tak bardzo podoba mi się Samsung Serif TV, bo jest jednym z niewielu urządzeń, które pokazują, że da się inaczej. Można myśleć o sprzęcie jak o dodatku do mieszkania. Może pełnić inne funkcje niż tylko wyświetlanie gry, serialu i wiadomości.

O tym już zapomnieliśmy. W ogóle się w ten sposób nie myśli. “Limitowane wydanie” jakiegoś sprzętu to nie zmienienie go, wprowadzenie nowych pomysłów. Zobaczcie, jak wygląda “kolekcjonerskie” PlayStation 4 dla fanów Call of Duty:

I co? Wystarczyło dodać nalepkę, żeby było inaczej? Ładniej? Bardziej wyjątkowo? Niestety takie myślenie jest dość powszechne. Sam widziałem zachwyty nad nowymi padami do PlayStation 4 tylko dlatego, że nie były czarne, a przezroczyste. Niektórym oczy zapaliły się na widok “rocznicowego” wydania PS4 - a przecież to zwykły model, tylko że szary. W żaden inny sposób nie nawiązuje do kultowego PSX.

Niestety. Myślenie o wyglądzie ogranicza się do koloru, rozmiaru, szerokości. Nikt poza sztywne ramy nie wychodzi.

Chciałbym płacić nie tylko za podzespoły i jakość. Chciałbym zapłacić za coś więcej tylko dlatego, że to ładnie wygląda. Inaczej niż wszystko. Na dobrą sprawę dla mało zaawansowanego użytkownika to powinno liczyć się najbardziej. Dzisiaj niemal większość urządzeń z lepszej półki zadowoli nas swoimi funkcjami. Ale jednak nieliczni zachwycają wyglądem. A może to coś, co powinno się liczyć i świadczyć o prawdziwej wyjątkowości danego urządzenia?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii RTV:

Mylicie się. Cena nie gra roli, to nie od niej zależy sukces technologii Co za czasy, HD przegrała z SD! Dlaczego wolimy DVD niż Blu-ray?