Najlepsze filmy o wirtualnej rzeczywistości. Jak wyobrażali ją sobie twórcy Matriksa i 13. piętra?

Które filmy najciekawiej pokazały wirtualną rzeczywistość? Wbrew pozorom wcale nie trzeba do tego oszałamiających efektów specjalnych i zaawansowanej technologii. Czasem wystarczy po prostu niebanalny pomysł.

Wirtualna rzeczywistość ma to do siebie, że – zwłaszcza w idealnym, filmowym wydaniu – bywa nie do odróżnienia od prawdziwego świata. Nic zatem dziwnego, że filmowcy do znudzenia eksploatują motyw zagubienia czy nieświadomości bohaterów, którzy nie mają jak sprawdzić, czy to, co widzą wokół siebie aby na pewno jest realnym światem.

Problem jest stary jak – przynajmniej — twórczość Stanisława Lema, który sygnalizował go jeszcze w latach 60. Dlaczego o nim piszę? Wszystko sprowadza się do faktu, że sednem wielu filmów jest zakończenie, w którym dowiadujemy się, że oglądane niedawno wydarzenia to tak naprawdę jakiś wirtualny świat, o którym bohaterowie filmu mają zazwyczaj nikłe pojęcie.

Dlatego chciałbym w tym miejscu ostrzec przed spoilerami, bo będzie ich niemało. A teraz, gdy już jesteście ostrzeżeni, zapraszam na podróż po filmowych, wirtualnych światach. Gdzie pokazano je najciekawiej?

Tron (1982 r.)

Klasyka science fiction zasłużyla na to miano co najmniej z dwóch powodów. Pierwszym jest fabuła, każąca nam śledzić losy programisty, przeniesionego do pamięci komputera. Drugim jest zastosowanie na dużą skalę grafiki komputerowej, która w tamtych czasach dopiero raczkowała.

Pojęcie o technologicznym przeskoku, jaki dokonał się w czasie ponad 30 lat daje nam zestawienie pierwszego filmu z jego sequelem z 2010 roku, zatytułowanym „Tron: Dziedzictwo”.

Kosiarz umysłów (1992 r.)

Adaptacja powieści Stephena Kinga pod względem fabuły nie imponuje: miejscowy głupek w roli królika doświadczalnego, ryzykowne eksperymenty z wirtualną rzeczywistością i – jak nietrudno przewidzieć – doświadczenie, które wymyka się spod kontroli.

Mimo tego ten film to arcydzieło swojego czasu, a wszystko za sprawą wygenerowanej komputerowo cyberprzestrzeni, rozpalającej wyobraźnię ówczesnych geeków. Dzisiaj jest jak muzealny eksponat: nie musi się podobać, ale warto go zobaczyć choćby po to, by poznać ikoniczną wizję wirtualnej rzeczywistości sprzed niemal ćwierć wieku.

Johnny Mnemonic (1995 r.)

Ekranizacja opowiadania Williama Gibsona, twórcy słowa „cyberprzestrzeń” nie miała szczęścia. Na wskroś hollywoodzka (tu ten przymiotnik jest poważną wadą) produkcja postawiła na efekciarstwo i tanią wizję cyberpunku, co w zderzeniu choćby z pokazanym w tym samym roku, animowanym „Ghost in the Shell” obnażało wszelkie słabości filmu.

Zobacz również: Czy e-sport to sport

Mimo licznych wad opowieść o kurierze, przenoszącym dla przestępców dane w swoim mózgu pozostaje jedną z ciekawszych pozycji swojego gatunku lat 90. A do tego jak przyjemnie zobaczyć w akcji supertechnologię tamtej epoki – MiniDisc.

Matrix (1999 r.)

Hołd oddany przez ówczesnych braci Wachowskich popkulturze do dziś, mimo upływu czasu, stanowi ucztę dla oczu i wyborną rozrywkę zarówno dla wielbicieli akcji, jak i dla tropicieli ukrytych znaczeń. Tych twórcy filmu zakodowali w swoim dziele niemało, co nawet dzisiaj, gdy mogłoby się wydawać, że o Matriksie wiemy już wszystko, prowadzi do całkiem ciekawych wniosków i interpretacji. Jak choćby ta, że wybrańcem wcale nie okazał się Neo, tylko agent Smith.

13. piętro (1999 r.)

Gdyby jeden film mógł tworzyć własny gatunek, to „13. piętro” idealnie pasowałoby określenie tech-noir. Wirtualna incepcja z wirtualną rzeczywistością tworzącą własną wirtualną rzeczywistość nie jest może dziełem epoki na miarę „Matriksa”, ale nawet po latach daje się oglądać z przyjemnością.

Mroczne miasto (1996 r.)

Ten film miał paskudnego pecha. Ciągły mrok, wiecznie padający deszcz, amnezja głównego bohatera, tajemniczy faceci w płaszczach i wszelki ruch, zamierający północy stanowią wystarczający fundament dla rewelacyjnej opowieści nawet, gdy jej zakończenie odrobinę nie trzyma poziomu rreszty filmu. Dlaczego jednak wspominam o pechu?

To proste – niedługo po „Mrocznym mieście” na ekrany kin wszedł nakręcony ze znacznie większym rozmachem i wsparty gigantyczną kampanią reklamową „Matrix”, przez co „Mroczne miasto” zostało niemal niezauważone. Fani obu filmów znaleźli sobie jednak całkiem ciekawą rozrywkę – porównywanie i zestawianie wielu scen, wykazujących zadziwiające podobieństwo.

eXistenZ (1999 r.)

I jak tu nie wielbić Cronenberga? Kanadyjski reżyser postawił na realizm i pokazał wirtualną rzeczywistość bez nękania widzów komputerowymi efektami specjalnymi. Rezultat okazał się więcej, niż dobry, scena z montowaniem organicznego pistoletu z wyjętych z talerza gnatów i protezy zębowej – genialna, a całość wieńczy trafnie postawione i nie tracące na aktualności pytanie: Czy jesteśmy jeszcze w grze?

Avalon (2001 r.)

Polsko – japoński „Matrix” to nieco niedoceniona perełka kinematografii, pokazująca, jak ciekawe może być zderzenie sztuki filmowej z dwóch odległych zakątków świata. Polscy aktorzy, polskie miasta i wojskowy sprzęt rodem z Układu Warszawskiego to tło dla na wskroś japońskiej produkcji o grze, pozwalającej uczestnikom wziąć udział w wirtualnych walkach.

Za rekomendację niech posłużą dwa nazwiska: reżyser Mamoru Oshii i odpowiadający za muzykę Kenji Kawai („Ghost in the Shell”, „The Ring” czy „Dark Water”). Do tego zobaczyć serialową doktor Zosię, biegającą po ruinach ze snajperskim Dragunowem – bezcenne.

Vanilla Sky (2001 r.)

Wielbiciele kina z reguły narzekają na remake’i, ale „Vanilla Sky” udowadnia, że również remake może być arcydziełem. Opowieść o wiodącym radosne życie właścicielu dochodowego wydawnictwa zapowiada się na ckliwe romansidło.

Wypadek głównego bohatera i nawiedzające go dziwne sny wprowadzają nieco niepokoju, ale nawet wówczas mamy wrażenie, że oglądając kontrolujemy, co jest filmową rzeczywistością, a co wizją granego przez Toma Cruise’a Davida. Do czasu, bo pozory – nie po raz pierwszy – mylą. Podobnie jak nasze przekonanie o tym, co jest rzeczywistością. A do tego na Cameron Diaz i Penelope Cruz po prostu przyjemnie popatrzeć. Podobnie, jak przyjemnie posłuchać ścieżki dźwiękowej w wykonaniu U2, Sigur Rós, Radiohead czy The Chemical Brothers.

Podłącz się (2008 r.)

To niesamowite, jak dobre potrafią być niskobudżetowe produkcje. O ile przymkniemy oko na efekty specjalne, którymi niepotrzebnie nafaszerowano film za 2,5 mln dolarów, „Podłącz się” okazuje się niezłą, choć może trochę zbyt zaangażowaną opowieścią o świecie przyszłości, gdzie termin „praca zdalna” nabrał nieco innego, niż dzisiaj znaczenia.

Znają je dobrze biedni Meksykanie, którzy zamiast tyrać po lepszej stronie Rio Grande, pracują u siebie, podłączeni do maszyn, wykonujących pracę gdzieś w amerykańskich zakładach.

Gamer (2009 r.)

Ta produkcja może wywołać szybsze bicie serca u wielbicieli sieciowych FPS-ów. W filmowej rzeczywistości, czyli w roku 2024 ten gatunek, reprezentowany przez tytuł „Slayers”, wszedł na nowy poziom realizmu. Gra oferuje bowiem możliwość przejęcia kontroli nad prawdziwymi ludźmi, toczącymi pojedynki na śmierć i życie.

Czyli raczej na śmierć, bo sterowani przez graczy zawodnicy mają przed sobą raczej marne perspektywy w starciu z mistrzowskim zespołem, czyli 17-letnim Simonem i kierowanym przez niego Johnem „Kable” Tillmanem. Wisienką na torcie jest serialowy Dexter, czyli Michael C. Hall w roli czarnego charakteru.

Repo Men (2010 r.)

Ależ ja lubię klimat gore, podany w strawniejszym wydaniu, niż dzieła japońskiej czy włoskiej kinematografii. Film z to kwestię śmierci traktuje z mocnym przymrużeniem oka, każąc widzom kibicować dwóm windykatorom, zajmującym się odzyskiwaniem organów.

Komediowe zacięcie, hektolitry lejącej się z ekranu krwi, korpoludki, noszące w aktówkach sprzęt do windykacji i efektowna jatka na dwa noże w wykonaniu Jude’a Lawa. Gdzie tu VR? W niezadanym niemal do końca pytaniu: czy to wszystko dzieje się naprawdę?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Najlepsze książki science fiction. Niezbędnik nie tylko dla wielbicieli gatunku 10 najciekawszych statków kosmicznych z filmów. Czym latali Ellen Ripley i Boba Fett? 10 najciekawszych wynalazków MacGyvera: jak zbudować coś z niczego? Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Nazistowska czekolada. Prawie jak jajko niespodzianka Wahadłowiec Buran. Rdzewiejące resztki radzieckiego programu promów kosmicznych Pierwsza gra na peceta powstała w ciągu jednej nocy. Napisał ją Bill Gates - zobacz, jak wyglądała 10 najdroższych samolotów i śmigłowców wojskowych świata Lech Wałęsa: ulubiony polityk internautów Lech Wałęsa: śmiejesz się z jego wpisów? Powrót do przyszłości – to już dzisiaj! Które z filmowych wynalazków istnieją naprawdę? Gracze na prawdziwym froncie: ucieczki, przekleństwa, chowanie się w krzakach Nintendo czy Sega? Kończymy spór trwający od dziesięcioleci SF ciągle nas straszy? Oto odtrutka: filmy z przyszłością, w której chętnie zamieszkam Cosplay 2.0: więcej niż przebieranki Nowy wspaniały sport [cz. 4]. Fenomen esportu Multimedialne miasteczko plenerowe Media Tent 2015 - relacja z imprezy Nintendo jest skończone. Dlaczego? Oto 5 powodów Gry przekraczają granice. Łączą się komiksami, audiobookami i filmami. Oto kultura XXI wieku Moje ukochane gry strategiczne: Caesar, Pharaoh, Zeus i Emperor Nowy wspaniały sport [cz. 3]. Początki cyfrowej rywalizacji Nowy wspaniały sport [cz. 2]. Czym jest esport? Nowy wspaniały sport [cz. 1]. Powiadali, że e-sport nigdy nie zapełni stadionów… Wirtualne muzeum... toalet z gier. Nie śmiejmy się: wszyscy robimy dziwne rzeczy w grach

Popularne w tym tygodniu:

Zdalnie sterowany samochód LEGO Technic. Bez wątpienia jedna z najlepszych zabawek