Mortal Kombat: Raiden, Liu Kang, Kano i inni. Najlepsze postaci kultowej bijatyki

Krwawy, szokujący i bezkompromisowo brutalny. Pierwsza część Mortal Kombat dowiodła, że porządne bijatyki mogą istnieć nie tylko na automatach, ale również na zwykłych pecetach i konsolach. Których bohaterów serii nigdy nie zapomnę?

Liu Kang

Liu Kang

Zacznę trochę przewrotnie, od postaci, którą co prawda pamiętam i zawsze pamiętać będę, ale nie mam w związku z nią prawie żadnych wspomnień. Pechowcem tym jest Liu Kang, który – przynajmniej w przypadku pierwszej części Mortal Kombat – zapisał mi się w pamięci jako wielki nieobecny. Dlaczego?

Nie będę udawał, że pierwszy Mortal Kombat dotarł do mnie w oryginalnym pudełku, ze starannie wydrukowaną instrukcją i nośnikami, pięknie oznaczonymi nalepkami producenta. Nic z tych rzeczy. Trafił do mnie podobnie, jak Doom, Dune 2 i X-Wing, na pobazgranych dyskietkach marki Verbatim, które – jak głosiła powszechnie znana, choć niepoparta żadnymi dowodami prawda – należały do najbardziej niezawodnych.

Niestety, legenda legendą, a życie życiem – jeden z plików, zawierających dane Liu Kanga nie skopiował się w całości. W rezultacie gdy wybrało się tę postać albo dochodziło do walki z nią, gra zawieszała się. Ale od czego pomysłowość? O ile dobrze pamiętam metodą prób i błędów podmieniłem dane Kanga danymi Johny’ego i gra śmigała, aż miło. A, że bez jednej postaci? Kto przejmował by się takimi drobnostkami, mając przed sobą najlepsze mordobicie wszech czasów?

Kano

Kano

Pierwszą i świadomie wybraną, ulubioną postacią, był Kano. Racjonalne przesłanki nie miały tu wielkiego znaczenia, a o wszystkim zdecydował przypadek. Tak się bowiem złożyło, że pierwsze walki na śmierć i życie toczyłem nie na swoim sprzęcie, ale na komputerze szkolnego znajomego. Ja miałem wówczas archaiczną podróbkę Atari 2600, on miał Amigę, a na niej takie cuda, jak Desert Strike, War Zone, North&South i Mortal Kombat.

Chciałbym napisać, że graliśmy w to wszystko po lekcjach, ale nie byłoby to prawdą, bo mając wybór w postaci połowy dnia w szkole albo połowy dnia przed telewizorem z podłączoną Amigą i obowiązkowym, zamykanym na gustowny kluczyk pudłem na dyskietki, można było podjąć tylko jedną, właściwą decyzję.

Problem polegał na tym, że jako totalny nowicjusz zupełnie nie radziłem sobie z ciosami specjalnymi, ale szybkie wciśniecie kolejnych kierunków dawało w przypadku Kano piorunujący efekt. Ten najemnik i członek kartelu Black Dragon zwijał się w wirującą kulę, a seria takich kul potrafiła całkiem nieźle zmasakrować przeciwnika. Do tego miał urocze czerwone oko i spektakularnie wyrywał pulsujące serca, co jednak udałomi się opanować znacznie później.

Sub Zero

Sub Zero

Pierwszym w pełni świadomym wyborem, tym razem już na własnym pececie i wspomnianej wcześniej, uszkodzonej wersji gry, był Sub Zero.

Nie od dzisiaj wiadomo, że w grach, nazywanych bijatykami najzabawniejsza jest konfrontacja nie z tępym algorytmem, ale z żywym przeciwnikiem. Wygląda na to, że jestem złym człowiekiem – przez długi czas nie było nic przyjemniejszego, niż widok znieruchomiałego przed monitorem, żywego oponenta, mógł jedynie patrzeć, jak robię krzywdę jego bezbronnej, zmienionej w lodowy posąg postaci.

Zobacz również: Tech Heroes #1 - Sos Sosowski - Gadżetomania.pl

Sub Zero miał jeszcze coś – najcudowniejsze, spektakularne i wyjątkowo proste w wykonaniu Fatality, które Gulash z „Secret Service’u” nazwał obrazowo prostowaniem kręgosłupa.

Raiden

Raiden

Epizod z uwielbieniem dla Sub Zero nie trwał długo. Zastąpił go Raiden, oferujący dwa poważne atuty w postaci ciosu specjalnego nazywanego torpedą i teleportu. Ten pierwszy okazywał się wyjątkowo skuteczny, przynajmniej do czasu, gdy przeciwnicy nie nauczyli się rozpoznawać zagrożenia po charakterystycznym odgłosie klawiszy, gdy w epoce przedpadowej graliśmy na jednej klawiaturze.

Atutem teleportu była prostota wykonania, pozwalająca na zrobienie szybkiego uniku. Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Choć uwielbiałem grać Raidenem, z czasem – po setkach stoczonych walk – nabrałem przekonania, że Sonya Blade jest od niego wyraźnie szybsza, a skoro pojawił się przeciwnik, z którym nie można wygrać, najwyższy czas zmienić swoją ulubioną postać.

Sonya

Sonya

W ten właśnie sposób stałem się fanem pani Blade. Co ciekawe, prawie nie wykonywałem nią ciosów specjalnych. Czasem atak dystansowy, czasem specjalne uderzenie w powietrzu, ale w jej przypadku istniało coś, co można określić jako flow walki, gdzie żadne ciosy specjalne nie mogły się równać z serią podcięć i przerzutów.

Nie zmieniła tego druga część Mortal Kombat, która bez ulubionej postaci średnio przypadła mi do gustu, ani trzecia odsłona gry, która – choć poświęciłem jej już znacznie mniej czasu – dawała i mimo upływu lat nadal daje mi najwięcej frajdy.

Baraka

Baraka

Choć – jak wspomniałem – druga odsłona Mortal Kombat nie była dla mnie wielkim objawieniem, to nie mogę powiedzieć tego samego o jednej z nowych postaci. John Tobias uraczył bowiem graczy wojownikiem o imieniu Baraka, paskudną bestią z armii Shao Khana, która – jak mi się wówczas wydawało – cały czas uśmiecha się swoją naszpikowaną ostrymi zębiskami paszczą.

Uśmiechowi Baraki mogło dorównać chyba tylko Fatality w jego wykonaniu. O ile pierwsza wersja była banalną dekapitacją, to druga prezentowała się znacznie ciekawiej, z przedśmiertnymi podrygami ofiary, wykrwawiającej się na podnoszących ją w górę ostrzach. Dobrze, że mama nigdy tego widziała…

Schyłek gatunku i renesans serii

Mortal Kombat 4 mógłby dla mnie nie istnieć – namiastka trójwymiaru i dodatkowa broń zupełnie do mnie nie przemawiały, podobnie jak konsolowe odsłony serii, których istnienie – jak na blaszakowego ortodoksa przystało – jedynie łaskawie przyjąłem do wiadomości (Fatality bez krwi? Serio?!).

Miłym zaskoczeniem okazał się za to powrót Mortal Kombat na pecety. Choć bijatyki od lat nie cieszą się wielkim powodzeniem, to wydany w 2013 roku (na konsolach wcześniej) relaunch serii okazał się udany na tyle, by przyciągnąć mnie do ekranu na kilka godzin. Przyjemna grafika, widoczne obrażenia i efekciarski X-Ray zatrzymały mnie jednak przed ekranem jedynie na kilka godzin – tyle, by poznać mechanikę gry i wyrobić sobie o niej jakąś opinię.

I choć była ona, ogólnie rzecz biorąc, pozytywna, to następna edycja – Mortal Kombat X – była pierwszą dostępną na platformę PC, która nie pojawiła się na moim komputerze. Spędziłem z nią za to trochę czasu grając na tablecie, co okazało się zaskakująco przyjemnym doświadczeniem.

Mimo tego myśląc „Mortal Kombat” wciąż mam przed oczami głównie pierwsze trzy edycje gry. Może dlatego, że spędziłem z nimi najwięcej czasu? Może w swoim czasie były – przynajmniej na pecetach – nową jakością? Może to nie tylko fundament całej serii, ale po prostu jej najlepsze części? A może to po prostu ślepa nostalgia każe idealizować tamte tytuły?

Dużo tych „może”, jednak nie zmienia to faktu, że – jeśli chodzi o ulubionych bohaterów Mortal Kombat – w moim przypadku wszyscy pojawili się w grach, wydanych jeszcze w poprzednim wieku. Też tak macie?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Najlepsze książki science fiction. Niezbędnik nie tylko dla wielbicieli gatunku 10 najciekawszych statków kosmicznych z filmów. Czym latali Ellen Ripley i Boba Fett? 10 najciekawszych wynalazków MacGyvera: jak zbudować coś z niczego? Miecz świetlny. Wszystko o eleganckiej broni na bardziej cywilizowane czasy Steve Jobs: co wiesz o założycielu Apple’a? Fanboje odpowiadają na co najmniej 80 proc.! Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Nazistowska czekolada. Prawie jak jajko niespodzianka Wahadłowiec Buran. Rdzewiejące resztki radzieckiego programu promów kosmicznych Pierwsza gra na peceta powstała w ciągu jednej nocy. Napisał ją Bill Gates - zobacz, jak wyglądała Wszystko o Wiedźminie: nieznana gra z 1997 roku, komiksy i alternatywne zakończenie 10 najdroższych samolotów i śmigłowców wojskowych świata Lech Wałęsa: ulubiony polityk internautów Lech Wałęsa: śmiejesz się z jego wpisów? Wciągaj gry nosem. Poczuj spalone gumy z Need for Speeda i zgniłe zwłoki z Wiedźmina Najlepsze gry na Commodore 64 Kto to powiedział? Gwiazda branży IT czy postać z serialu „Z Archiwum X”? 100 najlepszych okładek w historii gier wideo Życie nie jest pasmem sukcesów i przyjemności, a gry zaczęły to dostrzegać Netflix skończy jak eBay. Traktujesz Polskę jak trzeci świat? Znikaj, nikt cię tu nie potrzebuje! Unboxerki: gadżety i bikini. Dlaczego nie są lubiane? „To kompleksy i zaściankowość” Twórca najbrutalniejszej polskiej gry: „polityczna poprawność zżera nasze społeczeństwo” Znamy wyniki konkursu! Kto wygrał Microsoft Surface 3 i Microsoft Lumia 640 XL? 8 przepisów na drinki dla geeków Najlepsze seriale 2016 roku. Wraca „Z Archiwum X” i „MacGyver”, a potem będzie tylko lepiej

Popularne w tym tygodniu:

Najlepsze gry planszowe dla dorosłych graczy