HyperX Pulsefire FPS: świetna mysz nie tylko dla graczy. Testowana na profesjonalistach!

Mysz Pulsefire FPS to pierwszy gryzoń marki HyperX. Producent przyłożył się do swojego debiutu: mysz oferuje nie tylko świetną jakość wykonania, ale – przede wszystkim – wzorowe działanie.

Mysz testowana na zawodowcach

Doniesienia na temat myszy, przygotowywanej przez HyperX, już od kilku miesięcy budziły zainteresowanie. Należąca do Kingstona marka umiejętnie je podsycała, udostępniając mysz m.in. w czasie IEM 2017. Nie był to jednak oficjalny debiut, ale – jeśli wierzyć producentowi – „rozpoznanie bojem”, czyli udostępnienie wersji testowej w celu zebrania doświadczeń i opinii zawodowych graczy.

Trudno mi oceniać, ile w tym rzeczywistego zbierania danych, a ile sprytnej akcji marketingowej, ale gdy w końcu mysz HyperX Pulsefire FPS doczekała się oficjalnego debiutu, pierwsze wrażenie, bazujące na oficjalnych materiałach producenta, było bardzo dobre.

Nic zatem dziwnego, że niecierpliwie czekałem na możliwość przetestowania gryzonia, chcąc zweryfikować własne wyobrażenia, a przede wszystkim zderzyć zapowiedzi producenta z realiami. Było warto!

Pierwsze wrażenie

Czarne pudełko, w jakim sprzedawana jest mysz, kryje w sobie plastikową wytłoczkę, dzięki której po otwarciu gryzoń jest ładnie wyeksponowany, dając do zrozumienia, że mamy do czynienia ze sprzętem z nieco wyższej półki. W środku znajdziemy minimalną ilość makulatury, której i tak nikt nie czyta, oraz samą myszkę.

HyperX Pulsefire FPS

Mysz – na pierwszy rzut oka wyglądająca jak ładniejszy klon Razer Deathadder Elite — została wykonana z czarnego, lekko matowego tworzywa, a boki urządzenia z twardej, przyjemnej w dotyku gumy. Do dyspozycji dostajemy 6 przycisków, obsługiwanych przez przełączniki Omrona, które powinny zapewnić 20 mln bezproblemowych kliknięć.

Podświetlana na czerwono, pokryta antypoślizgową gumą rolka przesuwa się lekko, ale z wyraźnym klikiem, pod względem precyzji stawiając poprzeczkę bardzo wysoko – scroll działa lekko, ale nie przesunie się bez naszego udziału nawet o milimetr.

Mniej więcej jedną trzecią dolnej powierzchni myszki zajmują skuteczne ślizgacze. Mysz wyposażono również w stały, 1,8-metrowy przewód z wtyczką USB 2.0, zabezpieczony czarno-czerwonym oplotem. Przewód jest na tyle sztywny, że jego nadmiar nie plącze się na biurku. Sercem gryzonia jest natomiast sensor Pixart 3310.

HyperX Pulsefire FPS

Ergonomia na dobrym poziomie

Mysz jest duża. Przy 127 mm długości, 71 szerokości i 42 wysokości waży 95 gramów, a masa jest równomiernie rozłożona. Producent zrezygnował tu z kompromisów i zawęził grupę potencjalnych użytkowników – gryzoń został wyprofilowany dla osób praworęcznych, preferujących chwyt palm grip (producent twierdzi, że mysz jest wygodna również dla chwytu claw – według mnie jest do tego trochę za duża), o raczej dużych dłoniach. Czyli dla mnie.

Tym, co może budzić nieco kontrowersji, jest brak możliwości personalizacji. O ile do głośnego kliku można się przyzwyczaić, to umieszczone pod kciukiem dwa przyciski nieco się marnują. Atutem nie jest również brak możliwości personalizacji podświetlenia: czerwone logo producenta świeci niezależnie od pory dnia, podobnie jak rolka.

Przycisk DPI również świeci, ale w tym świeceniu jest głębszy sens – barwa podświetlenia (białe, czerwone, niebieskie i zielone) odpowiada bowiem za informowanie o aktywnej rozdzielczości, odpowiednio 400, 800, 1600 i 3200 DPI.

HyperX Pulsefire FPS

HyperX Pulsefire FPS – szybkość i precyzja działania

Wszystko to jest jednak mało istotne w obliczu tego, jak mysz sprawdza się w działaniu. Zgodnie z nazwą gryzonia pomęczyłem go nieco w CS:GO i kilku sieciowych shooterach, jako główny poligon testowy traktując jednak swojego ulubionego, wiekowego STALKER-a, dopalonego różnymi modami. Powrót do czarnobylskiej zony z myszą HyperX w dłoni okazał się wyjątkowo przyjemnym doświadczeniem – szybkość i precyzja gryzonia stoją na najwyższym poziomie.

Nie przypadło mi za to do gustu umiejscowienie przełącznika DPI – jest na tyle wysoko, że w czasie dynamicznej rozgrywki błyskawiczne przełączenie właściwie nie wchodzi w grę – trzeba mieć albo palce kosmity, albo przesuwać całą dłoń, by dosięgnąć przycisku. Rzecz jasna mówimy tu o czasie rzędu dziesiątek milisekund, ale przesunięcie przełącznika nieco niżej lub umieszczenie go w ogóle w innym miejscu wyszłoby dynamicznym rozgrywkom na dobre. Trudno mi zrozumieć, czym podyktowana była decyzja projektantów.

Myszka zaliczyła również testy na moim ulubionym poligonie doświadczalnym dla sensorów – kawałku odblaskowej pleksy, na której często głupieją nawet myszki renomowanych producentów. Gdy zawiódł jeden z niższych modeli Mad Catz, a Magic Mouse Apple’a działała z dziwnymi skokami będąc całkowicie bezużyteczną, HyperX Pulsefire FPS poradziła sobie ponadprzeciętnie dobrze, przez cały czas zapewniając precyzyjną kontrolę kursora.

HyperX Pulsefire FPS

Mysz warta polecenia

Nie będę ukrywał, że mysz od samego początku przypadła mi do gustu. Pisząc o początku mam na myśli pierwsze zapowiedzi i informacje prasowe na jej temat, gdy zwróciłem na nią uwagę z powodu wyglądu, który niedługo później został zresztą doceniony wyróżnieniem Red Dot Award.

Gdy w końcu wpadła w moje ręce, pierwsze, pozytywne wrażenie zostało: mysz świetnie leży w dłoni, tworzywo, z którego jest wykonana, jest przyjemne w dotyku i mimo gładkości nie zbiera odcisków palców. Do tego sprzęt broni się stonowanym wzornictwem – wygląda po prostu jak solidna mysz, a nie jak zakamuflowany deceptikon, który ma ochotę ugryźć użytkownika w rękę.

Zaufanie budzi również specyfikacja z markowymi przełącznikami i dobrym sensorem (choć umieszczenie w niej modelu 3360 zrobiłoby – przynajmniej w specyfikacji – jeszcze lepsze wrażenie). Wszystko to jednak byłoby mało istotne, gdyby HyperX Pulsefire FPS nie działała tak, jak działa: mimo drobnych uwag związanych z ergonomią działanie myszki jest bliskie doskonałości.

Warto w tym miejscu podkreślić, że Pulsefire FPS to myszkowy debiut HyperX. Debiutanci bywają nieraz oceniania z taryfą ulgową i poprawką odłożoną na brak doświadczenia, ale w tym przypadku nie ma potrzeby, by dawać jakiekolwiek fory. Dostępna w sklepach w cenie około 250 złotych mysz HyperX Pulsefire FPS to solidny, dobrze zaprojektowany i doskonale działający sprzęt, który jest warty polecenia.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Klawiatura mechaniczna za 149 zł? Sprawdzamy Modecom Volcano Hammer Hykker Vision 130: tani projektor z Biedronki - test Razer Hammerhead BT - test bezprzewodowych słuchawek Bluetooth Mionix Naos QG to mysz, która wie kiedy się denerwujesz [test] inkBOOK Classic 2 to alternatywa dla taniego Kindle’a? [test] iFrogz Coda Wireless - test bezprzewodowego głośnika za 60 zł iFrogz Coda Wireless - test bezprzewodowych słuchawek nausznych iFrogz Coda Wireless - test bezprzewodowych słuchawek dokanałowych Hyperbook N13 – testujemy polski laptop z zewnętrzną, desktopową kartą graficzną Test taniego smartwatcha z Biedronki Cooler Master MasterPulse Pro: test słuchawek dla graczy z technologią Bass FX Test elektrycznej deskorolki Kawasaki Samsung CF791: test zakrzywionego monitora 34” z technologią kwantowej kropki Palit GeForce GTX 1050 Ti KalmX: test Pascala dla wielbicieli ciszy Benq GW2270H: test budżetowego monitora 21.5” z matrycą VA Lenovo Yoga 900S: test konwertowalnego ultrabooka dla wymagających