Jak manipuluje nami Facebook? Wszystko, co widzimy, może być eksperymentem

Mobilna aplikacja Facebooka przestała działać? To nie musi być awaria. Być może właśnie – jako królik doświadczalny – bierzesz wbrew własnej woli udział w eksperymencie Facebooka.

Zdjęcie myszy laboratoryjnej pochodzi z serwisu Shutterstock

Zdjęcie myszy laboratoryjnej pochodzi z serwisu Shutterstock

Wszyscy jesteśmy królikami doświadczalnymi

Co pewien czas użytkownicy Facebooka z oburzeniem reagują na wiadomość, że serwis prowadzi na nich różne eksperymenty. Zapewne nie o wszystkich wiemy, ale kilka z nich zostało ujawnionych. Jak nietrudno zgadnąć, nie spotkało się to z entuzjazmem użytkowników – chyba nikt nie lubi być mimowolnym obiektem badań i zastanawiać się, czy to, co właśnie robimy w serwisie, będzie w jakiś sposób analizowane.

Big data w praktyce. Po co Facebook chce wiedzieć, czego nie chcieliśmy opublikować?

Od kilku dni wiemy, że Facebook rejestrował przypadki autocenzury użytkowników – sytuacje, gdy napisany tekst nie został przez nich opublikowany. Do…

Nie trzeba się nad tym zastanawiać, bo odpowiedź jest prosta: będzie. Doszło nawet do tego, że – jak pisałem w artykule „Big data w praktyce. Po co Facebook chce wiedzieć, czego nie chcieliśmy opublikować?”, Facebook gromadził i analizował również te informacje, których nigdy nie wysłaliśmy. Wystarczyło, że wpisaliśmy w formularzu co najmniej pięć znaków, by fakt ten został przez Facebooka odnotowany, a niewysłana wiadomość czy nieopublikowany status stały się materiałem do analizy na temat autocenzury użytkowników.

Zdjęcie klawiatury z pinezkami pochodzi z serwisu Shutterstock

Serwis próbował również manipulować naszymi emocjami („I ty możesz zostać królikiem doświadczalnym. Facebook robił testy psychologiczne na użytkownikach”). W 2014 roku grupie wytypowanych użytkowników przedstawiano zmanipulowany newsfeed, gdzie publikowano treści według ustalonego wcześniej klucza. Celem tego badania było sprawdzenie, jak reagujemy na prezentowane przez Facebooka informacje i czy np. pod wpływem pozytywnych wieści jesteśmy bardziej skłonni sami opublikować coś pozytywnego.

I ty możesz zostać królikiem doświadczalnym. Facebook robił testy psychologiczne na użytkownikach

Facebook przeprowadzał testy psychologiczne na setkach tysięcy użytkowników. Oczywiście bez ich wiedzy i zgody.

Więźniowie ekosystemu

Najnowsze badanie wydaje się uchylać rąbka tajemnicy co do dalszych planów Facebooka. Nie jest niespodzianką, że największe firmy działające w Sieci rywalizują ze sobą, starając się zamknąć użytkowników we własnym ekosystemie różnych usług i zatrzymać ich w nim jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Doświadczamy tego na co dzień, widząc np. w wyszukiwarce Google’a nie tylko linki i reklamy, ale również syntetycznie podane informacje, dotyczące naszego zapytania.

W tym samym kierunku chce podążać Facebook, który ma jednak utrudnione zadanie – jego aplikacja jest uruchamiana na platformach, należących do kogoś innego. I choć serwis usiłuje wyrwać się ze społecznościowej niszy, czego przykładem może być m.in. nieudany eksperyment z HTC First i Facebookiem Home, to – na razie – w przypadku Androida jego los zależy od poprawnej współpracy z Google’em.

Zobacz również: Asus G74SX

Mark Zuckerberg dobrze to rozumie i sprawdza, jak można to zmienić. Temu właśnie służyło czasowe wyłączenie dla niektórych użytkowników dostępności aplikacji Facebooka w Google Play i sprawdzanie, czy będą skłonni pobrać ją z innego miejsca. Prowadzono również eksperymenty z niedostępnością usługi (celowo, zdalnie zakłócano działanie aplikacji) i testowano, jak długo użytkownicy będą usiłowali mimo problemów ją uruchomić i nawiązać połączenie z Facebookiem i swoimi znajomymi.

Płacisz albo jesteś towarem

Oburzające? Być może, ale ujawnione informacje po raz kolejny prowadzą nas do wniosku, na który przy innych okazjach reagowaliście oburzeniem. Mimo tego warto go powtórzyć, bo – mam wrażenie – wielu użytkowników Sieci nadal tego nie rozumie.

Klientami dla darmowego serwisu internetowego, obojętnie, czy będzie to serwis blogowy, portal, czy serwis społecznościowy, nie są użytkownicy. Użytkownicy są towarem, oferowanym klientom, czyli reklamodawcom.

Zdjęcie smartfona z Facebookiem pochodzi z serwisu Shutterstock. Fot. endermasali

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich sytuacji – jest wiele płatnych usług, które czynią nas klientami, jednak z reguły wybieramy te darmowe. A ponieważ za darmo można co najwyżej dostać solidny łomot w jakimś ciemnym zaułku, to za „darmowe” treści czy usługi płacimy w inny sposób: naszymi danymi i czasem. Zasada jest prosta: nie płacisz? Jesteś towarem, choć w trosce o twoje dobre samopoczucie nikt nie będzie tak tego nazywał.

Które informacje są ważne?

Dotyczy to również Facebooka. Korzystamy z niego „za darmo”, płacąc własnymi danymi, oglądaniem reklam i – co wynosi tę transakcję na nowy poziom – bezwiednie uczestnicząc w różnych eksperymentach, na co zapewne znajdzie się odpowiedni punkt w nieczytanym przez nikogo regulaminie świadczenia usług, który przecież zaakceptowaliśmy.

Nie ma co oburzać się na Facebooka – to nie jest organizacja dobroczynna, tylko firma, która ma zarabiać. Warto jednak mieć świadomość, że to, co widzimy w naszym streamie jest – lub może być – jakiegoś rodzaju manipulacją, polegającą na doborze widzianych przez nas treści w taki sposób, by wywołać określoną reakcję albo wpłynąć na nasze samopoczucie, co przełoży się np. na decyzje, dotyczące zakupów..

Zdjęcie powiadomień z Facebooka pochodzi z serwisu Shutterstock. Fot. Gil C

Wynikający z tego wniosek jest prosty: Facebook nie jest dobrym źródłem wiedzy. Zapewnia nam wprawdzie szybki dostęp do informacji, ale nigdy nie mamy pewności, według jakiego klucza te wiadomości zostały nam wyświetlone. Efekt może być taki, jak na jednym z rysunkowych żartów: opinią publiczną po raz kolejny wstrząsnęła seria informacji bez znaczenia.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Technologie:

Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Jak powstaje smartfon? Jeśli poznacie prawdę, być może nigdy więcej go nie kupicie Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach Nurkujące drony i łodzie jak statki kosmiczne. Niezwykły sprzęt do podróży pod wodą „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Jak oni podrabiają! Chińczycy skopiowali kuchenkę gazową Apple'a i... alpejski kurort Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Hatsune Miku: oto przyszłość muzyki. Ta Japonka zawsze będzie miała 16 lat Bill Gates: kradnij pomysły, zdradzaj przyjaciół, ciężko pracuj. Tak zostaniesz miliarderem Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Dzień z życia śmieciarza. Kosze na śmieci pełne telewizorów, komputerów i konsol? Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa PHAB Plus: więcej znaczy lepiej. Miniaturyzacja przestała być zaletą

Popularne w tym tygodniu:

Getac B300 – wodoodporny, niezniszczalny laptop Bang & Olufsen BeoSound Shape: modułowe głośniki za 16 tys. zł Lokalizator GPS W2: dziecięcy smartwatch z GPS-em i slotem SIM Dell UltraSharp UP3017Q: 30-calowy monitor OLED 4K Bose SoundLink Revolve i SoundLink Revolve+: nowoczesne głośniki Bluetooth 360˚