45‑minutowe reklamy w kinie wkurzają klientów. Czy da się coś z tym zrobić?

Widz (Fot. Flickr/ Photo Extremist/Lic. CC by-nd)
Widz (Fot. Flickr/ Photo Extremist/Lic. CC by-nd)
Marta Wawrzyn

04.11.2013 18:00, aktual.: 13.01.2022 10:18

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Widzowie nie znoszą reklam, a kina serwują je w coraz bardziej końskich dawkach. Polska prasa zastanawia się dziś, czy to w ogóle jest legalne i czy można coś z tym zrobić. A kinomaniacy po prostu są coraz bardziej wkurzeni.

Widzowie nie znoszą reklam, a kina serwują je w coraz bardziej końskich dawkach. Polska prasa zastanawia się dziś, czy to w ogóle jest legalne i czy można coś z tym zrobić. A kinomaniacy po prostu są coraz bardziej wkurzeni.

Trzy godziny spędzone w kinie, kiedy idziemy na film dwugodzinny, to już norma. "Dziennik Gazeta Prawna" i inne media zastanawiają się dziś, jak z tym walczyć.

Zirytowany klient zostaje w domu

W weekend na Wykopie można było znaleźć blogowy wpis Artura Smolickiego, który narzekał, że za dużo reklam w kinie budzi negatywne emocje wśród widzów, szkodząc przy okazji prezentowanym markom. "Reklama w kinie coraz częściej powoduje zdenerwowanie, zniecierpliwienie, irytację. Odczucia te automatycznie kojarzą się z prezentowanymi spotami. W końcu to z ich powodu spędzamy na sali o wiele więcej czasu niż planowaliśmy" – napisał bloger.

Zdaniem Smolickiego należy ograniczyć bloki reklamowe w kinach, bo multipleksom w tej chwili już udaje się docierać do granicy, po przekroczeniu której chodzenie do kina staje się udręką. Klienci wolą zostać w domu i obejrzeć film na komputerze.

Jak z tym walczyć? Właściwie się nie da

"Dziennik Gazeta Prawna" zastanawia się dzisiaj, czy można coś z tym zrobić i czy dochodzące do 45 minut bloki reklamowe są w ogóle legalne. W końcu dostajemy bilet, jest na nim podana godzina seansu, a film zaczyna się znacznie później. Zdaniem niektórych prawników można to potraktować jako wprowadzanie klienta w błąd.

"Metro" i jego eksperci widzą sprawę w ciemniejszych barwach. Ani Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ani Polski Instytut Sztuki Filmowej, ani Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta nie mają pomysłu, co z tym zrobić. Wszyscy tylko zgodnie przyznają, że problem istnieje. Bloki reklamowe faktycznie się wydłużają, a klienci się denerwują.

Popcorn można mieć też w domu (Fot. Flickr/ ThomasLife/Lic. CC by-nd)
Popcorn można mieć też w domu (Fot. Flickr/ ThomasLife/Lic. CC by-nd)

UOKiK mówi jednak, że na bazie obowiązującego prawa nie da się w żaden sposób ograniczyć emisji reklam w kinach. Prawo po prostu tej materii nie reguluje. Kina wydłużają więc bloki reklamowe, mówiąc, że dzięki temu bilety mogą być tańsze. A bilety – cóż za piękny paradoks! - zamiast tanieć, drożeją.

Zawsze można oczywiście próbować protestować poprzez spóźnianie się. Ale to też nie jest sensowna metoda walki z tym procederem. W końcu co z tego, że poczujemy się przez chwilę zwycięzcami, skoro będziemy musieli znaleźć po ciemku swoje miejsca, narażając się na tuziny nienawistnych spojrzeń widzów, którzy przyszli punktualnie.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)