Barack Obama dołączył do Google+

Barack Obama w czasie kampanii wyborczej (Fot. Flickr/jurvetson/Lic. CC by)
Barack Obama w czasie kampanii wyborczej (Fot. Flickr/jurvetson/Lic. CC by)
Michał Michał Wilmowski

24.11.2011 12:02

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Prezydent USA zawsze wiedział, jak wykorzystywać serwisy społecznościowe w kampanii wyborczej. W tym roku znów stara się być na czasie – właśnie ruszyła jego strona w Google+.

Prezydent USA zawsze wiedział, jak wykorzystywać serwisy społecznościowe w kampanii wyborczej. W tym roku znów stara się być na czasie – właśnie ruszyła jego strona w Google+.

W 2007 roku założyłem sobie konto na Facebooku, a w 2008 na Twitterze. Po co? Głównie po to, żeby śledzić poczynania niejakiego Baracka Obamy, kandydata Demokratów na prezydenta USA, w obu serwisach.

Obama miał już wtedy mnóstwo fanów i obserwujących, z którymi rozmawiał codziennie. Przynajmniej teoretycznie. W rzeczywistości sieciowe znajomości na głosy przekuwali pracownicy jego sztabu, a sam prezydent przyznał później, że nigdy nie korzystał z Twittera.

Jego przeciwnik z 2008 roku, John McCain, któremu zarzucano, że nie umie włączyć nawet komputera, szybko nauczył się twittować i nawet zaczął to robić regularnie – ale dziś to już nieważne. Dziś naprawdę nowocześni politycy dołączają do Google+.

Tak właśnie zrobił Barack Obama. Jego stronę znajdziecie tutaj. Nie ma na niej zbyt wiele – sztab Obamy przyznaje, że wciąż się z serwisem zaznajamiają.

Fot. Google+
Fot. Google+

Ale prezydent w tym roku nie jest pierwszy. Wyprzedził go choćby sztab Hermana Caina, który ma profil w Google+ od 27 października – i prawie 24 tys. obserwujących. Od czasu kampanii 2008 roku sporo się zmieniło. Obecność w serwisach społecznościowych stała się dla kandydatów obowiązkowa – i nie tylko ludzie Obamy to wiedzą.

Oczywiście w Polsce wciąż jest inaczej. Wielu polityków odkryło Twittera (a raczej odkrywa go przed wyborami), wielu (zwłaszcza tych mniej znaczących) dręczy nieznajome osoby zaproszeniami do zawarcia znajomości na Facebooku. W Google+ obecni są nieliczni – na przykład "zapalony Internauta" (pisownia oryginalna) Grzegorz Napieralski, który od 24 września milczy jak zaklęty. I chyba nieprędko znów się do nas odezwie.

Nasi politycy nie do końca jeszcze w to wierzą, a przecież gdyby nie działania Obamy w Sieci, prawdopodobnie Amerykanie mieliby dziś panią prezydent Hillary Clinton.

Źródło: Launch

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (0)
Zobacz także