Niemiec nie płacił abonamentu RTV. Trafił za kratki

Strona głównaNiemiec nie płacił abonamentu RTV. Trafił za kratki
09.07.2021 15:57
Niemiec nie płacił abonamentu RTV. Trafił za kratki
Źródło zdjęć: © renateko/Pixabay

54-letni Niemiec George Thiel od lutego przebywa w więzieniu w Münster. Mężczyzna konsekwentnie odmawia płacenia abonamentu RTV tłumacząc, że od 25 lat nie ma w domu telewizora, a radia od dziesięciu lat. Zgodnie z niemieckimi przepisami brak odbiornika jest jednak bez znaczenia – od ośmiu lat opłata jest obowiązkowa dla każdego i naliczana od mieszkania.

Niemiecki dziennik "Bild" określa Thiela mianem "rebelianta". 54-latek mówi, że abonament radiowo-telewizyjny (nazywany w Niemczech GEZ, od słowa Gebühreneinzugszentrale) jest absurdalny, a swoje uwięzienie postrzega jako protest "przeciwko haniebnej opłacie". Dwukrotnie podjął też strajk głodowy.

Obowiązkowy abonament w Niemczech

GEZ jest obowiązkowy od 2013 roku, a jego wysokość to 17,5 euro miesięcznie (równowartość ok. 80 zł). Dawniej można było uniknąć opłaty, jeśli nie posiadało się w domu sprzętu do odbioru telewizji lub radia. Obecnie jest ona obligatoryjna dla każdego pełnoletniego najemcy lub właściciela mieszkania. Z abonamentu opłacani są publiczni nadawcy ARD, ZDF i Deutschlandradio.

Chociaż w niemieckiej przestrzeni medialnej pojawiło się stwierdzenie, że Thiel został aresztowany za niepłacenie abonamentu RTV, była to w rzeczywistości tylko pośrednia przyczyna. "Suddeutsche Zeitung" zwraca uwagę, że 54-latek mógł wnioskować o umorzenie opłaty ze względu na trudną sytuację finansową.

W tej sytuacji konieczne jest jednak podanie wysokości swoich dochodów, czego Thiel nie chciał uczynić. Aresztowano go zatem za ukrywanie tej informacji. "Suddeutsche Zeitung" wnioskuje, że tym, którzy od dawna krytykują system usług publicznych, przydaje się jednak "rzekomy skandal".

Będzie musiał zapłacić za pobyt w więzieniu

Niemiecki dziennik podkreśla, że gdyby 54-latek ujawnił swój majątek, zostałby zwolniony z aresztu. Gazeta powołuje się na wypowiedź Thiela dla "Bild am Sontag", w której ten stwierdził, że "nie błaga o uwolnienie". Przymusowe aresztowanie może trwać maksymalnie pół roku.

Po wyjściu na wolność Thiel będzie musiał uiścić opłatę za pobyt w więzieniu. Jeśli tego nie zrobi, pieniądze wyłoży publiczny nadawca, który może potem domagać się od mężczyzny zwrotu kosztów. "Suddeutsche Zeitung" zauważa, że "sprawa jest daleka od zakończenia i kosztowna dla obu stron". Dziennik przypomina również, że sprawa Thiela nie jest pierwszym takim przypadkiem w Niemczech. W 2016 roku kobieta z Chemnitz trafiła na dwa miesiące do aresztu, ponieważ odmówiła komornikowi przestawienia swoich dochodów.

Udostępnij:
Komentarze (12)