Nokia, do niedawna stojąca jedną noga nad grobem, dzięki smartfonom Lumia złapała drugi oddech. Choć przed menedżerami firmy jeszcze długa droga, to jednego nie można Finom zarzucić – znowu produkują warte uwagi telefony. Potwierdza to zaprezentowana dzisiaj w Londynie Lumia 925.
Wygląda na to, że Nokia przyjęła zasadę „jeśli coś działa, to lepiej nie ruszać, bo się zepsuje”. I postanowiła nie psuć za wiele - nowy flagowiec fińskiej firmy, podobnie jak model Lumia 928, to przykład ewolucyjnego podejścia do tematu. Malkontenci mogliby w sumie powiedzieć, że to stary telefon w nowych szatach, jednak tylko częściowo mieliby rację. Dlaczego?
Zacznijmy od podobieństw. Serce smartfona nie uległo zmianie - jest nim dwurdzeniowy procesor Snapdragon S4 o taktowaniu 1,5 GHz i 1 GB RAM-u. Podobieństwo dotyczy również akumulatora o pojemności 2000 mAh (dzięki nakładce na obudowę można ładować go bezprzewodowo) i wyświetlacza, który zachował przekątną 4,5 cala i rozdzielczość 1280 × 768 pikseli (WXGA) oraz ochronną warstwę w postaci Gorilla Glass II.
Zmieniła się za to technologia – w nowym modelu zastosowano wyświetlacz AMOLED z dodatkowym, poprawiającym widoczność w słonecznie dni filtrem polaryzacyjnym ClearBlack. Zmianą jest również mniejsza pojemność wbudowanej pamięci – nowy telefon oferuje 16 zamiast, jak poprzednio, 32 GB.
Dla niektórych użytkowników może to być pewnym ograniczeniem zwłaszcza, że aparat nie obsługuje kart pamięci. Na otarcie łez pozostaje 7 GB miejsca w chmurze, oferowanego przez Skydrive. Modyfikacje dotyczą także rozmiarów telefonu - nowy model wyraźnie wyszczuplał: ma zaledwie 8,5 mm grubości i waży 139 gramów (Lumia 920 miała 10,7 mm i ważyła 185 gramów).
Ulepszenia nie ominęły również aparatu fotograficznego. Podobnie jak w poprzednim modelu, użytkownik dostaje do dyspozycji aparat PureView z matrycą 8,7 MP, autofokusem, optyczną stabilizacją obrazu i lampą LED. To jednak nie wszystko.
Najbardziej zaawansowane, zastosowane w smartfonach obiektywy, jakimi mogły pochwalić się iPhone 5 i Nokia 808 PureView były dotychczas zbudowane z pięciu soczewek. Nowa Nokia podnosi poprzeczkę, oferując 6-elementowy obiektyw. Co więcej, fiński smartfon może robić zdjęcia z czułością ISO 3200, co powinno pozwolić na udane ujęcia w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Fotograficznym atutem ma być również udoskonalone oprogramowanie Nokia Smart Camera, łączące możliwości obróbki obrazu z funkcjami społecznościowymi.
Na koniec kolejna, według mnie istotna kwestia, czyli wykonanie i materiały, z których złożono obudowę telefonu. Dajmy w tym miejscu odpór marketingowej nowomowie - odmieniana przez wszystkie przypadki „obudowa z metalu i poliwęglanu” to – nie bójmy się tego słowa – plastik z metalowym paskiem. Dzięki metalowej ramce, będącej jak w iPhonie nie tylko ozdobą, ale i anteną, nowa Nokia wygląda jednak moim zdaniem znacznie lepiej od poprzednika.
Problem w tym, że to nie z Lumią 920, a z flagowymi modelami walczących o rynek konkurentów będzie porównywany nowy, fiński smartfon. Już w przyszłym miesiącu przekonamy się, czy przypadł do gustu klientom- Nokia Lumia 925 ma być dostępna od czerwca w cenie 469 euro, co – o ile telefon trafi od razu na polski rynek - po uwzględnieniu VAT-u daje około 2,5 tys. złotych.