Kryzys kryzysem, ale zawsze znajdą się chętni na zakup luksusowych produktów. Kierując się tą zasadą, dwóch Holendrów postanowiło założyć nową firmę produkującą bardzo drogi sprzęt audiofilski. Czy Mola-Mola przyjmie się na rynku?
Mój stosunek do sprzętów muzycznych o wartości porównywalnej z nieruchomościami wyrażałem już nieraz. Generalnie powyżej pewnej granicy cenowej zaczyna się snobizm, jakość pozostaje niezmienna. Dlatego też z dużym sceptycyzmem patrzę na kolejną firmę, która ma aspiracje do wyższych sfer.
Dwóch panów – Bruno Putzeys oraz Jan-Peter van Amerongen - postanowiło założyć firmę Mola-Mola. O ile nazwa, moim zdaniem, kiepska i nietrafiona, o tyle sprzęt ratuje się designem. Zdjęcia dołączone do skąpej informacji prasowej przedstawiają bardzo ładne sprzęty. Minimalizm i elegancka prostota to główne cechy Moli-Moli (Mola-Moli? Mola-Molu? Hm).
Co z jakością? O nią można być spokojnym. Założyciele to „ludzie z branży”. Bruno Putzeys to wieloletni projektant układów do wzmacniaczy, a Amerongen jest założycielem firmy Hypex produkującej podzespoły do sprzętu audio.
Portfolio firmy wygląda na razie bardzo skąpo: jeden DAC, jeden przedwzmacniacz oraz wzmacniacz. Ceny nie są jeszcze znane, a oficjalna strona WWW jest jeszcze w fazie przygotowań. Należy jednak oczekiwać, że sprzęt będzie bardzo drogi. W świecie hi-endu istnieje zasada – urządzenie im wygląda skromniej, tym jest droższe.
A jeśli na dużej obudowie jest tylko jedna gałka – od głośności, nie należy mieć wątpliwości – sprzęt będzie piekielnie drogi. Życzę powodzenia panom Holendrom. A przede wszystkim – odrobinę szerszej oferty.
Źródło: Informacja prasowa Mola-Mola