Pixel Heaven. Jak powstawał niesamowity polski film o starych grach?

Pixel Heaven. Jak powstawał niesamowity polski film o starych grach?
Blomedia poleca

30.05.2013 10:30

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Film reklamujący poświęconą retrorozrywce imprezę Pixel Heaven 2013 zrobił niedawno furorę w Internecie, nie tylko wśród Polaków. Tylko na łamach Gadżetomanii przeczytacie o tym, jak przebiegał proces jego powstania!

Film reklamujący poświęconą retrorozrywce imprezę Pixel Heaven 2013 zrobił niedawno furorę w Internecie, nie tylko wśród Polaków. Tylko na łamach Gadżetomanii przeczytacie o tym, jak przebiegał proces jego powstania!

Jeszcze nie widzieliście słynnej reklamówki? To zobaczcie koniecznie, jest dostępna na Vimeo.

Prawie muzealne eksponaty można pokazać nie tylko przez zakurzone szkiełko lub na starych fotografiach. Najlepszym tego dowodem jest wykonany przez Bartka Hławkę z Mnono film, będący wizytówką imprezy Pixel Heaven 2013. Największym zaskoczeniem dla oglądającego jest z pewnością wszechogarniająca biel. Monochromatyczny charakter obrazu pozwala skupić uwagę na tym, co najważniejsze, a więc komputerowych sprzętach sprzed trzech dekad.

Jak mówi twórca filmu, takie projekty tworzy mu się najlepiej. Brak ograniczeń czasowych i odgórnych wytycznych dają pełną swobodę ruchu. Prace przygotowawcze i realizacja klipu trwały dwa miesiące. Dużo? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę, że dosłownie każdy najdrobniejszy nawet element należało przerobić, pomalować, bądź stworzyć go zupełnie od nowa.

Większość sprzętu, a więc komputery, klawiatury, konsole, gadżety z epoki etc., dostarczyli sami pomysłodawcy imprezy Pixel Heaven, inne autor filmu pozyskał od przyjaciół, rodziny, bądź zwyczajnie uratował od zapomnienia na wysypisku śmieci (wszystkie urządzenia były niesprawne, uszkodzone lub były samymi obudowami od elektroniki).

Obraz
© [źródło](http://s2.blomedia.pl/gadzetomania.pl/images/2013/05/pixel3348875.jpg)

Najwięcej czasu zajęło malowanie części składowych scenografii. Po wielu próbach i przemyśleniach okazało się, że najlepszym wyborem będzie biel. Skąd taki pomysł? „Jeden kolor unifikuje wszystkie kształty i przedmioty, które pozwalają widzowi skupić się na kompozycji, kształtach, prawie jak w fotografii czarno-białej” - wyjaśnia Bartek.

Zastanawiacie się pewnie, skąd aż tyle idei na interesujące zaaranżowanie ponad dwóch minut filmu. Sprawa jest prosta, wystarczyło wychować się w czasach świetności wykorzystanych sprzętów, by doskonale odnaleźć się we współpracy z nimi kilka dekad później. Patrząc na końcowy efekt, nawet młodszym pokoleniom łatwo przenieść się do lat 80. czy wczesnych 90., kiedy konsole na tak zwane kardridże stanowiły szczyt marzeń większości facetów.

Jak doszło do stworzenia rekwizytów pozwalających tworzyć animacje generujące „fabułę” filmu? Niezastąpiona okazała się możliwość cięcia laserem. Po dwudziestu roboczogodzinach do zagrania pierwszoplanowej roli gotowy był na przykład labirynt PacMana.

Obraz
© [źródło](http://s2.blomedia.pl/gadzetomania.pl/images/2013/05/pixel6348875.jpg)

W tego typu projektach to, co widzimy, stanowi zaledwie część bodźców. Równie ważną składową jest dźwięk. „Pikselowe” akcenty utworu stworzone przez The Virus Empire brzmią niczym żywcem przejęte z Super Mario. Trzeba przyznać, że muzyka perfekcyjnie wpisuje się w panujący na planie klimat.

Produkcja Bartka Hławki udowadnia kilka rzeczy. Po pierwsze, przy odpowiednim samozaparciu nawet niewielkim nakładem środków można uzyskać fantastyczny efekt. Po drugie zaś, co ważniejsze, oświetla nieodkryte dotąd drogi ukazania starego w nowoczesny sposób.

Patryk “Bielin” Bieliński

Zdjęcia: Loniek

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)