Po co nam Metacritic?

Nie potrzebowałem średniej ocen, żeby pokochać Symfonię Nocy (Fot. All Games Beta)
Nie potrzebowałem średniej ocen, żeby pokochać Symfonię Nocy (Fot. All Games Beta)
Piotr Rusewicz

21.05.2012 21:00

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Przykład Diablo III pokazał, że mocna marka sprzeda się bez względu na oceny. Gra nie miała ani recenzji przed premierą, ani nie ma „obowiązkowego minimum” 90% na agregatorach recenzji. Więc po cholerę nam one?

Przykład Diablo III pokazał, że mocna marka sprzeda się bez względu na oceny. Gra nie miała ani recenzji przed premierą, ani nie ma „obowiązkowego minimum” 90% na agregatorach recenzji. Więc po cholerę nam one?

VG24/7 napisał o tym bardzo fajny, choć całkiem oczywisty artykuł, z którego wynika, że jak ktoś ma taką pozycję jak Blizzard, nie potrzebuje agregatów. Pójdę o krok dalej – one w ogóle nie są potrzebne, ponieważ… są nierzetelne.

Persona 4 - pamiętam rozpacz niektórych spowodowaną tym, że miała wyższy % niż FF-y... (Fot. Giant Bomb)
Persona 4 - pamiętam rozpacz niektórych spowodowaną tym, że miała wyższy % niż FF-y... (Fot. Giant Bomb)

Nikt nie sprawdza recenzji tam dodawanych. Nikt nie sprawdza ich strony merytorycznej, a niejednokrotnie są one obrzydliwie dziurawe i zakłamane. Oceny z pewnych stron są dodawane, z innych nie, wszystko bez konkretnego powodu. Porównuje się gry bez kontekstu. Słowem, wolna amerykanka. I to zarówno w przypadku Metacritic, jak i Gamerankings.

Problem leży w samych recenzjach – chociaż większość stron używa ocen liczbowych (nie daj Boże procentowych, bo nie widziałem sensownego uzasadnienia, dlaczego jest 97, a nie 96 lub 98?), to niemalże każda grzmi, że należy się wczytywać przede wszystkim w tekst. A oceny zostawiają, bo boją się spadku popularności ze strony graczy, którym nie chce się czytać całości. I kółeczko się zamyka.

Do tego w tych pięknych czasach sponsoringu i zależności od wydawców (nawet w Polsce) nie wypada pewnych ocen stawiać. Dawna dziesięciostopniowa skala to obecnie skala pięciostopniowa, z całą plagą 8 jako niesamowicie bezpiecznych ocen. Niestety, oceny szybko też się dewaluują, bo jak spoglądam na swoją kolekcję staroci z PSX-a i PC nieraz ocenianych na 6, a potem na półeczkę z nowymi grami na 8 i 9, które ledwo pamiętam, to mi się przykro robi. Recenzja obroni się bez oceny – jeżeli recenzent ma coś do powiedzenia o grze.

Vagrant Story dostało 40/40 w Famitsu. I chociaż kocham je, to taka ocena nie znaczy nic (Fot. vaiox.deviantart.com)
Vagrant Story dostało 40/40 w Famitsu. I chociaż kocham je, to taka ocena nie znaczy nic (Fot. vaiox.deviantart.com)

A przecież developerowi dostaje się po głowie, jeżeli ocena na Metacritic jest za niska. Pisał o tym pan Fargo, podając jako przykład problemy z wydawcami niewypłacającymi wtedy dodatków. Nie mogę zatem oceniać za ostro gry lubianego developera (bo jeszcze go zamkną), nawet jeżeli chciałbym? Gracze za bardzo patrzą na agregaty, wydawcy też. Są nierzetelne, nieciekawe, nudne. Blizzard ma je gdzieś. Gracze mający zaufane strony mają je gdzieś. Fajnie byłoby, gdyby za nim poszli inni. Bo agregaty istnieją tylko po to, żeby ciągnąć kasę z reklam. Przynajmniej ja tak sądzę, a jakie jest Wasze zdanie?

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)