Zwielokrotnione wiatraki

Strona głównaZwielokrotnione wiatraki
21.04.2008 07:37
Zwielokrotnione wiatraki
Katarzyna Kieś
Katarzyna Kieś

Wprawdzie wykorzystanie siły wiatru jako źródła absolutnie czystej energii jest jak najbardziej dobrym pomysłem, ale mam mieszane uczucia, patrząc na projekt nazwany Selsam Super Turbine. Wyobraźcie sobie wiatraki nanizane na linę, jeden nad drugim – jak korale wykonane z kręgów jakiegoś zwierzęcia. Cała konstrukcja umocowana jest w podłożu albo w dnie morskim. Nad tym krąży sterowiec, unoszący linę w powietrzu. To wszystko w skali giga: potężne skrzydła wiatraków i mocna, grubaśna lina. Kojarzy mi się raczej z technologicznym thrillerem... W przypadku zakotwiczenia machiny w dnie morskim, pod wodą znajduje się ogromna rura, w której zamknięty jest cały mechanizm przetwarzania energii wiatru w prąd elektryczny oraz pokaźnych rozmiarów przewody, transportujące elektryczność do odbiorców.

Wprawdzie wykorzystanie siły wiatru jako źródła absolutnie czystej energii jest jak najbardziej dobrym pomysłem, ale mam mieszane uczucia, patrząc na projekt nazwany Selsam Super Turbine. Wyobraźcie sobie wiatraki nanizane na linę, jeden nad drugim – jak korale wykonane z kręgów jakiegoś zwierzęcia. Cała konstrukcja umocowana jest w podłożu albo w dnie morskim. Nad tym krąży sterowiec, unoszący linę w powietrzu. To wszystko w skali giga: potężne skrzydła wiatraków i mocna, grubaśna lina. Kojarzy mi się raczej z technologicznym thrillerem... W przypadku zakotwiczenia machiny w dnie morskim, pod wodą znajduje się ogromna rura, w której zamknięty jest cały mechanizm przetwarzania energii wiatru w prąd elektryczny oraz pokaźnych rozmiarów przewody, transportujące elektryczność do odbiorców.

Twórcy projektu już testują pierwsze urządzenia naziemne. Są zachwyceni wydajnością tak konstruowanych wiatraków. Zwracają uwagę, że ich rozwiązanie pozwala zaoszczędzić więcej powierzchni i farmy nie muszą być tak rozległe, jak w przypadku stosowania tradycyjnych wiatraków. Poza tym na jednym „sznurze” pracuje kilka wirników, które efektywniej wykorzystują energię wiatru. To wszystko prawda, ale... Wyobraźcie sobie, że płyniecie w oceaniczny rejs: zamiast bezkresu wód, widzicie sterczące albo wijące się, najeżone „węże”.

No, cóż – ryby i inne morskie stworzenia głosu nie mają, by mogły zaprotestować przeciw umieszczaniu tego typu machin w oceanie, a na pewno powstanie takiej „farmy” nie wpłynie korzystnie na istniejący ekosystem. Poza tym co z siłami, działającymi na „wiatrakowe wężowidło”? Oprócz wiatru trzeba jeszcze brać pod uwagę falowanie mas wody i prądy oceaniczne. Niezbyt podoba mi się ten pomysł: kojarzy mi się raczej z jakimś narzędziem tortur, przeznaczonym specjalnie dla dna oceanu. I nie miałabym ochoty natknąć się na coś takiego podczas rejsu.

Źródło: ecogeek

Udostępnij:
Komentarze (0)