Nina: Kroniki Agenta - Tunele Afganistanu
Brodacze w turbanach, którzy w 2001 roku wbili się Boeingami w WTC i Pentagon zrobili twórcom filmów, gier i teorii spiskowych wielki prezent – wskazali wroga, z którym mniej lub bardziej odrealnieni bohaterowie popkultury mogą dzielnie walczyć.
Do walki z pasterzami i hodowcami maku wyruszyła również agentka Nina, czyli skromnie (albo – patrząc na to z innego punktu widzenia – nieskromnie) ubrana pani, której odzienie radowało serca dalekich od pełnoletniości odbiorców gry i sugerowało, że Nina z agencją ma wiele wspólnego, ale niekoniecznie tajną. Ani nie detektywistyczną.
Nina: Kroniki Agenta - Tunele Afganistanu | Recenzja gry
Gra wykorzystywała znany z „AVP 2” silnik LithTech's Talon, ale jakość rozgrywki wołała o pomstę do nieba. Losowo działające przeszkody, pikselowej wielkości snajperzy i kuloodporni talibowie to tylko jedna strona medalu. Drugą był fakt, że gra była potwornie zabugowana i gracz musiał walczyć nie tyle z przeciwnikami, co z okrutnym pechem, losowo wyrzucającym do Windowsa.
Rezerwowe Psy
Być może wielu z Was zacznie wieszać na mnie, nomen omen psy, za umieszczenie tego tytułu na liście polskich porażek. Spieszę z wyjaśnieniami – spędziłem przy tej grze wiele godzin, a przecież nikt mnie nie zmuszał. Przewrotny, mocno koszarowy (a zdaniem niektórych po prostu rynsztokowy) i niepoprawny politycznie humor i niezliczone nawiązania do polskiej rzeczywistości mogły bawić tak niewymagającego gracza jak ja.
Rezerwowe psy - intro
Tym bardziej, że autorzy poszli na całość i nie siląc się na półsłówka szydzili z konkretnych osób, mediów czy partii politycznych, a wiele elementów gry zostało umieszczonych z ewidentnym zamiarem zaszokowania gracza.
W rzeczywistości „Rezerwowe Psy” poza ścieżką dźwiękową nagraną przez zespół Kury nie miały wiele do zaoferowania. W teorii miała to być taktyczna strzelanka na miarę wydanych wcześniej „UFO: Enemy Unknown” czy „Jagged Alliance 2”, jednak ambitne zamiary nijak miały się do rzeczywistości.
Znośna jak na rok powstania grafika została okupiona bardzo dużymi wymaganiami sprzętowymi, a taktyczna strona rozgrywki sprowadzała się do chodzenia, strzelania i przeszukiwania zwłok. Przykucnięcie, czołganie się… a po co? Prawdziwy twardziel kulom się nie kłania!
Obiektywnie: to nie była dobra gra. A subiektywnie i z pewnym zażenowaniem: wybornie się przy niej bawiłem.
Prawo Krwi
Jeśli polskie studio wydaje grę niedługo po ukazaniu się „Mortal Kombat 3” i reklamuje ją jako nadwiślański odpowiednik międzynarodowego hitu, to trzeba przyznać, że mierzy wysoko.
Amiga Longplay Prawo Krwi
„Prawo Krwi” ukazało się w 1995 roku, a jego twórcy postawili na digitalizację postaci. Trzeba przyznać, że wyszła im całkiem nieźle i w połowie lat 90. prezentowała się przyjemnie dla oka. Gorzej z całą resztą. Choć w grze znajdowały się epizody, pozwalające poszaleć podczas wyścigu samochodowego albo w czasie strzelania w trybie 3D, gra zapisała się w pamięci głównie jako bijatyka.
Niestety, choć była równie prymitywna jak legendarny Franko, to brakowało jej jego uroku, a fabuła wolała o pomstę do nieba. W wydanej na Amigę i PC-ty grze kierowaliśmy bowiem oficerem GROM-u, który w uniformie Rycerza Zakonu Ortalionu szedł w prawo i przy pomocy trzech ciosów pozbywał się tabunów wrogów. Taktyka walki była prosta - zanim przeciwnik wyjdzie z prawej krawędzi, trzeba się tam ustawić i walić z dyńki, ile się da.
Wilczy Szaniec
Ach, jak słodko tępić wrednych hitlerowców! Zwłaszcza, gdy jest się dzielnym pułkownikiem Stauffenbergiem, który szaleje w kwaterze Hitlera – Wilczym Szańcu i strzela do swoich rodaków.
Robi to zapewne z radości, że odrosła mu ręka, którą przecież stracił w Afryce, o czym twórcy gry z Calaris Studios najwidoczniej nie pamiętali. Podobnie jak o fakcie, że w dłoni nie ma żadnego krytycznego organu i postrzał w nią – owszem – może być bolesny, ale raczej nie zabija.
Ta absolutnie zła gra ma jednak pewien smaczek – twórcy postanowili dać graczowi coś, czego nie znajdzie w żadnym innym tytule: kopnięcie Chucka Norrisa. Co prawda nie z półobrotu, ale za to równie skuteczne. To, że waląc z laczka można zabijać przeciwników nie jest niczym nadzwyczajnym. Podobnie jak to, że wystarczy jedno kopnięcie, by posłać wroga do piachu. Chuck Norris potrafił, to dzielny Stauffenberg też może.
Wilczy Szaniec | Recenzja
Ale o fakcie, że kopiąc odpowiednio długo w gąsienicę można sprawić, by eksplodował niemiecki czołg, wspomnieć trzeba.
Detektyw Rutkowski – Is back!
Krzysztof Rutkowski to człowiek wielu talentów. Były milicjant i poseł Samoobrony jest powszechnie znany przede wszystkim jako archetyp twardziela detektywa. To typ, który śpi z Berettą pod poduszką, myjąc zęby płucze usta spirytusem, na włosach zamiast żelu ma smar do konserwacji broni, a strzelbę gładkolufową dobiera pod kolor lakierków. Jednym słowem: maczo.
Nic dziwnego, że tę właśnie postać postanowili wykorzystać twórcy gry „Detektyw Rutkowski – Is back!”. Autorzy postawili na zaskoczenie: choć okładka przedstawia uchwyconą z dbałością o detale facjatę pana Rutkowskiego, a tytuł sugeruje, że w grze będziemy kierowali jego poczynaniami, nic bardziej mylnego!
LP Detektyw Rutkowski 1 "Horror czas zacząć"
Kierujemy bezimiennym agentem, który teoretycznie powinien się skradać, przemykając niezauważony pomiędzy wrogami, a w praktyce zamiast skradania może rozpętać trzecią wojnę światową. Przeciwnicy nie tylko nie reagują na śmierć kolegów, ale ignorują również wszystko, co wydarzy się kilkadziesiąt metrów od nich. W sumie to nic dziwnego, bo postrzał w plecy też potrafią zignorować.
Rambo: The Video Game
Istnieją w popkulturze motywy, które – na pozór – są gwarantem sukcesu, a umiejętne wykorzystanie herosów kina akcji z dawnych lat może zapewnić wyborną rozrywkę, czego przykładem jest choćby filmowa seria „Niezniszczalnych”.
RAMBO ® THE VIDEO GAME - Reveal Trailer
Czy można zniszczyć legendę Rambo? Człowieka, który pijał herbatę z samym Osamą (w latach 80. mudżahedini nie byli terrorystami, tylko dzielnymi bojownikami o wolność), śmigłowce zestrzeliwał za pomocą łuku a rany dezynfekował za pomocą prochu strzelniczego?
Polskie studio Teyon Games pokazało, że można. Drewniana animacja, karykaturalny wygląd postaci, dziwne dźwięki i grywalność dążąca do zera zaowocowały wiekopomnym wynikiem na Metracritic. Ocena użytkowników, wynosząca 1,9 to chyba najlepsza antyrekomendacja dla tego tytułu. A ja szczerze go nie cierpię za to, że tak upodlił mojego bohatera z dzieciństwa.
Rzeźnik
W czasach krzemu łupanego powstała gra, która na długie lata zdefiniowała gatunek znany jako rail shooter. Operation Wolf – tytuł wydany chyba na każdą możliwą platformę przełomu lat 80. i 90. sprowadzał się do kierowania celownikiem i eksterminowania widocznych na ekranie wrogów i różnego sprzętu wojskowego.
W połowie lat 90. gatunek odżył za sprawą popularyzacji płyt CD i możliwości upchnięcia na nich interaktywnego filmu, w czasie którego gracz strzelał do aktorów (kto pamięta Mad Doga McCree?), a w XXI wieku swoich sił w tym gatunku postanowili spróbować Polacy ze studia TMReality.
#4 ShitZone "Rzeźnik" [PL] [HD]
Efektem ich ciężkiej pracy był potworek pod tytułem „Rzeźnik”. Gra miała trzy fajne aspekty – tytuł i cenę, wynoszącą w dniu kioskowej premiery 11,90 zł, dzięki czemu straty poniesione w związku z zakupem były mało dotkliwe. Trzecim pozytywem był fakt, że w gruncie rzeczy była to kultowa „Kurka Wodna” w kosmiczno-industrialnym przebraniu. Rozgrywka sprowadzała się do rozstrzeliwania hord wrogów o dźwięcznych nazwach, jak Kosmiczny Jaszczur czy Centauriański Waran.
Wielcy nieobecni. Kogo i dlaczego pominąłem?
Jeśli kogokolwiek zdziwiło, że w zestawieniu brakuje „Uprising 44”, spieszę z wyjaśnieniami. Mimo wszystko o niej wspominam – właśnie w tym miejscu – ale z ogromnym dyskomfortem. Krytykowanie tej gry nie jest żadnym wyzwaniem.
To jak wyśmiewanie czyjejś choroby – sam fakt, że ktoś został ciężko doświadczony przez los jest wystarczającą tragedią, nie ma sensu dodatkowo się nad nim pastwić i kopać leżącego.
Enviro - Afterfall: Insanity Cinematic Trailer
W zestawieniu świadomie nie umieściłem również „Afterfall: InSanity” – gry, której największym grzechem była nie niska jakość, ale rozbudzone oczekiwania. W zderzeniu z nimi gra rzeczywiście prezentowała się skromnie, ale jest to tytuł, którego będę bronił mimo miażdżących opinii wielu recenzentów.
Zamiast zapowiadanego survival horroru z rewolucyjnym – rzekomo – systemem FearLock, odpowiadającym za wewnętrzne przeżycia bohatera, dostaliśmy takiego sobie shootera z niezbyt wysokiej półki – grę daleką od wybitnej, ale z drugiej strony, gdy ocenimy ją bez niechęci – na tyle przyzwoitą, by nie przypinać jej łatki jednego z największych, polskich gniotów w historii.
Wielcy nieobecni - ciąg dalszy
To samo można powiedzieć o „Mortyrze”, a zwłaszcza powszechnie wyśmiewanej, drugiej części serii. To nie była dobra gra, ale do ekstremalnego crapu sporo jej brakowało, podobnie jak serii „Terrorist Takedown” czy grze „Czarnobyl: Terrorist Attack”, która mimo złych ocen w Polsce, za naszą wschodnią granicą sprzedawała się zaskakująco dobrze.
Chernobyl Terrorist Attack Trailer (HD)
Wśród najgorszych gier nie uwzględniłem również „Dragonblade” - moim zdaniem to nie tyle najgorsza gra wszech czasów, co smutny przykład zmarnowanego potencjału. Jestem przekonany, że trochę większy budżet, trochę więcej talentu i trochę więcej czasu pozwoliłoby tej grze rozwinąć skrzydła i z kioskowego badziewia zmienić się w tytuł co najmniej poprawny.
Dragonblade - Cursed Lands Treasure Gameplay
Zdecydowanie nie potępię również „Rajdu przez Polskę”, czyli dzieła LK Avalon, będącego niezbyt udaną zrzynką z „Lotusa 3”, ani nieco późniejszego „Maluch Racera” i jego licznych mutacji. Mimo warsztatowej mizerii oba tytuły broniły się tym samym, co legendarny Franko – klimatem i grywalnością (tak, lubiłem to absurdalne skręcanie w "Rajdzie..."), które z nawiązką rekompensowały prymitywną mechanikę i wypalającą oczy grafikę.
Rajd przez Polskę / LK Avalon (1996)
Czas na tradycyjne pytanie: co dodalibyście do tej listy? A może nie zgadzacie się z moimi ocenami i uważacie, że któryś z wymienionych przeze mnie tytułów nie zasłużył, by znaleźć się wśród najgorszych polskich gier wszech czasów?
[polldaddy]8358092[/polldaddy]