Największe wpadki Facebooka [TOP 10]

Największe wpadki Facebooka [TOP 10]
08.04.2011 18:09
Każdemu się zdarzy... (Fot. Flickr/iwolkow.de/Lic. CC by)
Każdemu się zdarzy... (Fot. Flickr/iwolkow.de/Lic. CC by)

"Nie można zyskać 500 milionów przyjaciół bez dorobienia się kilku wrogów". Filmowy slogan da się nieco zmodyfikować: nie zrobisz  najpopularniejszego serwisu społecznościowego bez kilku imponujących wpadek. Przekonaj się, jakie wtopy zaliczył Facebook!

Beacon – sprawdź, co znajdziesz pod choinką!

Lubisz niespodzianki? (Fot. Flickr/fazen/Lic. CC by)
Lubisz niespodzianki? (Fot. Flickr/fazen/Lic. CC by)

Prywatność nie istnieje – Zuck wydaje się wierzyć w to, co mówi, ale jego poglądu raczej nie podzielają miliony użytkowników Facebooka. Uruchomiona w 2007 roku usługa Beacon pozwalała internautom na dzielenie się informacjami o swoich zakupach. Brzmi niegroźnie?

To tylko pozory. Jak się okazało, Beacon śledził działania użytkowników nawet wtedy, gdy nie byli zalogowani na Facebooku. Poza tym, czy wyobrażacie sobie jakim nieszczęściem była ta usługa dla wszystkich, którzy kupując online chcieli sprawić swoim znajomym jakiś prezent-niespodziankę? ;)

Aby zatrzeć złe wrażenie, Facebook wyłączył usługę w 2009 roku, przeprosił i przekazał 9 mln dolarów na konto organizacji Facebook Safety Advisory Board, zajmującej się bezpieczeństwem użytkowników.

Żenujące fotki użytkowników

Impreza bratanka prezydenta
Impreza bratanka prezydenta

Facebook początkowo był serwisem spłecznościowym przyciągającym – o ile można tak nazwać studentów – amerykańskie elity intelektualne, jednak szybko zamienił się – za sprawą swoich mniej rozgarniętych internautów - w kompromitujący zapis pijackich wygłupów i upodlenia.

Część użytkowników wyszła z założenia, że – mimo standardowych ustawień profilu - zdjęcia z imprezy zobaczą jedynie kumple, a nie np. potencjalni pracodawcy.

Pierwszym głośny przypadkiem tego typu było opublikowanie w 2006 roku przez serwis plotkarski zdjęć, które udostępnił na Facebooku Pierce Bush, bratanek ówczesnego prezydenta USA. Cytując klasyczną już parodię filmu „Upadek”: było dosyć grubo! ;)

Upublicznienie kodu serwisu

Kod (Fot. Flickr/ruiwen/Lic. CC by-sa)
Kod (Fot. Flickr/ruiwen/Lic. CC by-sa)

Zespół Facebooka popełnił w 2007 roku błąd – w wyniku niewłaściwego skonfigurowania jednego z serwerów użytkownicy serwisu zamiast znajomej, niebiesko-białej strony zobaczyli kod źródłowy.

Dla większości był to zapewne powód do paniki i przekonanie, że są właśnie świadkami końca świata, poprzedzonego końcem Facebooka. Nieliczni spryciarze skopiowali to, co Facebook niechcący ujawnił i opublikowali kod na blogu.

Obawy jednych i nadzieje drugich, związane z możliwością wykrycia i wykorzystania dziur w zabezpieczeniach okazały się w tym wypadku nieuzasadnione. Wyciek dotyczył jedynie interfejsu użytkownika i – jak zapewniał serwis społecznościowy – „nie dawał wglądu w wewnętrzne funkcjonowanie Facebooka”.

Warunki korzystania z usługi

Temida (Fot. Flickr/Scott*/Lic. CC by-sa)
Temida (Fot. Flickr/Scott*/Lic. CC by-sa)

Na początku 2009 roku Facebook naraził się użytkownikom, zmieniając warunki korzystania z serwisu. Wiele osób interpretowało zmiany jako zamach Facebooka na prawo własności treści dodawanych przez użytkowników.

Facebook wyjaśniał, że zmiany dotyczą jedynie doprecyzowania kilku kwestii prawnych i w praktyce niczego nie zmieniają. Przedstawiciele serwisu mówili prawdę – prawdo do publikowanych przez użytkowników treści Facebook miał przecież od dawna ;).

Mimo tego, Facebook powrócił do wcześniejszej wersji warunków korzystania z serwisu i stworzył bardziej demokratyczny sposób wprowadzania zmian, pozwalający użytkownikom na wyrażanie swojej opinii. Choć w praktyce nie zmieniło się nic, użytkownicy poczuli się usatysfakcjonowani.

Podobne problemy miał m.in. serwis NK. Po prowadzeniu zmian do regulaminu usługi, na NK posypały się oskarżenia, dotyczące prób zawłaszczania treści i wizerunków użytkowników. Niemal nikt nie zwrócił wówczas uwagi, że zbliżone reguły od dawna funkcjonują na Facebooku.

Zmiany wyglądu strony głównej

Czas na remont! (Fot. Flickr/NashvilleCorps/Lic. CC by-nd)
Czas na remont! (Fot. Flickr/NashvilleCorps/Lic. CC by-nd)

Zmiany wyglądu serwisów internetowych są czymś naturalnym i zazwyczaj oznaczają jakieś usprawnienia . Zawsze znajdzie się jednak grupa niezadowolonych, którzy twierdzą że „lepiej już było”.

Problem ten nie ominął również Facebooka. Gdy w 2009 roku serwis dwukrotnie zmodyfikował swoją główną stronę, użytkownicy podnieśli bunt. Swoje niezadowolenie wyrażało niemal 2 miliony internautów, zmuszając serwis do ograniczenia liczby zmian.

Kolejna modyfikacja, dokonana na początku 2010 roku, nie spotkała się z tak głośnym protestem.

Feralny wywiad

Wiceprezes Facebooka, Elliot Schrage (Fot. Flickr/Crossroads Foundation Photos/Lic. CC by)
Wiceprezes Facebooka, Elliot Schrage (Fot. Flickr/Crossroads Foundation Photos/Lic. CC by)

Niepokój użytkowników, związany z prywatnością i wykorzystaniem danych spowodowały, że Facebook postanowił wyjaśnić te obawy ustami swojego wiceprezesa. Elliot Schrage miał zapewne nadziej, że udzielając wywiadu dla „New York Timesa” rozwieje wątpliwości internautów. Stało się coś przeciwnego.

Facebook po naporem krytyki podjął jednak pewne próby poprawy sytuacji. Użytkownicy otrzymali min. narzędzia umożliwiające eksport danych. Serwis ulepszył również mechanizmy, pozwalające na kontrolę prywatności.

Nieporadne kontakty z mediami

Richard Nixon (Fot. Flickr/History In An Hour/Lic. CC by)
Richard Nixon (Fot. Flickr/History In An Hour/Lic. CC by)

Mark Zuckerberg to synonim sukcesu. Mimo ogromnej popularności Facebooka i szacowanego na miliardy dolarów majątku, wydaje się, że Zuck nie ma obycia w świecie mediów.

Najbardziej rażącą wpadką CEO Facebooka był wywiad, który przeprowadzili z nim Kara Swisher i Walt Mossberg podczas konferencji D8. Zuckerberg miał problem z odpowiedziami, jego słowa były niespójne, a na dodatek w świetle kamer Zuck zaczął się obficie pocić.

Przywołało to skojarzenia z prezydentem Nixonem i jego kiepskimi występami – zarówno podczas debaty z Johnem Kennedym, jak i podczas wywiadów z Davidem Frostem.

Dostęp do prywatnych wiadomości

Nieładnie tak podsłuchiwać! (Fot. Flickr/Joe Howell/Lic. CC by)
Nieładnie tak podsłuchiwać! (Fot. Flickr/Joe Howell/Lic. CC by)

W maju 2010 roku przez krótki czas Facebook umożliwiał użytkownikom podgląd prywatnych rozmów innych internautów. Wprawdzie luka została szybko usunięta, można jednak przypuszczać, że wiele sieciowych znajomości skończyło się właśnie z tego powodu ;).

Zuckerberg dołączył do celebrytów?

Celebrytka (Fot. Flickr/casasroger/Lic. CC by)
Celebrytka (Fot. Flickr/casasroger/Lic. CC by)

Film „The Social Network” przyniósł Zuckowi sporą popularność. Z abstrakcyjnego programisty-miliardera stał się nagle osobą rozpoznawaną, co wywołało zainteresowanie mediów plotkarskich. Chroniący swoją prywatność Zuckerberg dołączył do pilnie obserwowanych celebrytów.

Znalazło to swoje odbicie m.in. w powstaniu fanpage’a nowego psa Zucka o imieniu Beast oraz w zainteresowaniu, jakie wywołuje planowany ślub Marka z jego dziewczyną, Priscillą.

Ujawnianie adresu domowego

Dom (Fot. Flickr/Studio Amore/Lic. CC by-nd)
Dom (Fot. Flickr/Studio Amore/Lic. CC by-nd)

W styczniu 2011 roku Facebook udostępnił innym firmom i twórcom aplikacji możliwość uzyskania informacji o adresie i numerze telefonu użytkownika.

Nowa funkcja została przewidziana jako ułatwienie podczas wypełniania różnego rodzaju formularzy, jednak jej twórcy nie przewidzieli kontrowersji, jakie może wywołać.

Pod naciskiem użytkowników Facebook wycofał krytykowaną funkcję, zapowiadając jednak, że wróci do niej w przyszłości po zmodyfikowaniu mechanizmów odpowiadających za ustawienia prywatności.

Źródło: PCWorld

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)