Nietypowe zabezpieczenia antypirackie sprzed lat

Strona głównaNietypowe zabezpieczenia antypirackie sprzed lat
20.05.2013 11:00
Lenslok
Lenslok

Jak zabezpieczyć grę przed piratami? O programowych niespodziankach czekających na piratów mogliście przeczytać w artykule „Nie tylko „Game Dev Tycoon”, czyli nietuzinkowe sposoby na walkę z piractwem”. Pomysłowość twórców gier sięga jednak dalej – w niektórych przypadkach pojawiły się ciekawe fizyczne zabezpieczenia przed piratami. Jak działały?

Jak zabezpieczyć grę przed piratami? O programowych niespodziankach czekających na piratów mogliście przeczytać w artykule „Nie tylko „Game Dev Tycoon”, czyli nietuzinkowe sposoby na walkę z piractwem”. Pomysłowość twórców gier sięga jednak dalej – w niektórych przypadkach pojawiły się ciekawe fizyczne zabezpieczenia przed piratami. Jak działały?

Lenslok

Jedną z najstarszych form zabezpieczenia był lenslok. Gadżet stanowił zabezpieczenie wielu gier wydawanych w latach 80. na komputery 8-bitowe. Po raz pierwszy pojawił się jako zabezpieczenie gry Elite, wydanej w 1984 roku na ZX Spectrum. Czym dokładnie był i na czym polegało jego działanie?

Lenslok
Lenslok

Lenslok był dołączonym do gry zestawem pryzmatów. W określonym momencie – w niektórych grach na początku rozgrywki, w innych na jakimś jej etapie – na ekranie pojawiał się kod, który trzeba było wpisać, aby grać dalej. Problem polegał na tym, że kod był widoczny wyłącznie po przyłożeniu do ekranu lensloka.

Co istotne, twórca tego zabezpieczenia, John Frost, przewidział dla niego możliwość kalibracji. Przed rozpoczęciem rozgrywki gracz przykładał lenslok do ekranu i zmieniał jego ustawienia tak długo, aż zobaczył wyraźnie litery OK.

Niestety, jak przystało na przodka nieszczęsnego DRM-u, działanie lensloka było dalekie od ideału i mogło doprowadzić użytkowników do białej gorączki. Choć w niektórych grach wielkość obrazu kontrolnego można było zmieniać, to urządzenie często odmawiało współpracy ze zbyt dużymi lub zbyt małymi ekranami.

Dial-a-pirate

O grze The Secret of Monkey Island wspomniałem niedawno w artykule „Bądź, kimkolwiek zechcesz. Najważniejsze gry przygodowe XX wieku”. Dzieło studia LucasFilm Games, czyli późniejszego LucasArts, wyróżniało się nie tylko humorem i dopracowaną grafiką, ale również ciekawym zabezpieczeniem przed piratami.

Dial-a-pirate
Dial-a-pirate

Były nim papierowe tarcze z nadrukowanymi facjatami piratów. Obracając je, trzeba było odpowiednio dopasować obrazek i sprawdzić rok, w którym dany pirat został powieszony. To dość wymyślne akcesorium nie było jednak bez wad, które z punktu widzenia producenta gry były zaletami – jego szybkie zużycie utrudniało wymianę gier na rynku wtórnym.

Słowo z instrukcji

Współczesne gry z reguły nie wymagają od użytkownika długich przygotowań: wystarczy uruchomić, przejść jakiś mniej lub bardziej rozbudowany samouczek i można cieszyć się rozgrywką. Nie zawsze tak było – do wielu starych gier, zwłaszcza tych o większym stopniu komplikacji, dołączano instrukcje grubości książki.

Birds of Prey z instrukcją grubości książki
Birds of Prey z instrukcją grubości książki

I właśnie takie książki stały się podstawą zabezpieczenia. Uruchomiona gra – jak choćby Birds Of Prey – wyświetlała pytanie np. o piąty wyraz z szóstego wiersza 89 strony instrukcji. Podobne rozwiązanie zastosowano również w serii przygodówek Silicon Dreams, które pytały o słowa z dołączonego do oryginału kilkudziesięciostronicowego opowiadania. Bez pokaźnej książki, której kserowanie było wówczas mało opłacalne, gra była niemożliwa.

Alternatywą dla takiego sposobu zabezpieczenia były informacje podawane w instrukcji, dotyczące np. stolic prowincji imperium rzymskiego, o co pytała gra Centurion. Choć przy odrobinie wysiłku odpowiedzi można było znaleźć w różnych encyklopediach, to w czasach przed Wikipedią czy choćby powszechnym dostępem do Sieci nie było to łatwe zadanie.

Jeszcze ciekawszy sposób znaleźli twórcy gier, które nie wymagały grubej instrukcji. W niektórych sytuacjach (o ile mnie pamięć nie myli, było tak np. w przypadku polskiego Teenagenta) zabezpieczeniem były dwie strony z rzędami kodów, a gra pytała o kod, podając jego współrzędne. Haczyk polegał na tym, że kody – choć widoczne dla ludzkiego oka - były niemożliwe do skopiowania. Wydrukowano je czarnym, błyszczącym drukiem na czarnym, matowym tle.

Spiradisc i błędne sektory

Aby uniemożliwić kopiowanie gier w warunkach domowych, wydawcy stosowali również bardziej finezyjne zabezpieczenia. Jednym z nich był stosowany m.in. przez firmę Sierra wynalazek o nazwie spiradisc, zabezpieczający gry wydane na platformę Apple II.

Spiradisc zabezpieczał m.in. drugą część Ultimy
Spiradisc zabezpieczał m.in. drugą część Ultimy

Spiradisc był specjalnie spreparowaną dyskietką, której ścieżki, zamiast tworzyć koncentryczne okręgi, były spiralą, co uniemożliwiało bezpośrednie kopiowanie tak wydanej gry. W ten sposób zabezpieczono m.in. gry Frogger i wydaną przez Sierrę drugą część serii Ultima.

Innym sposobem zabezpieczania dyskietek było celowe umieszczanie na nich błędnych sektorów. Dla gracza korzystającego z oryginału nie stanowiło to problemu, jednak podczas kopiowania skutkowało błędem uniemożliwiającym powielenie gry.

Pegasus czy NES?

Sprzętowe zabezpieczenie stosowano również w konsolach, czego przykładem może być choćby NES (Nintendo Entertainment System), znany na japońskim rynku jako Famicom. Na przełomie lat 80. i 90. przeciętnemu polskiemu graczowi nazwa ta niewiele mówiła, jednak niemal wszyscy kojarzyli konsolę Pegasus, będącą funkcjonalnym klonem NES-a. Z czego to wynikało?

Pegasus - pomnik konsolowego piractwa
Pegasus - pomnik konsolowego piractwa

Przyczyna była prosta – w przypadku NES-a pewnym zabezpieczeniem był sam nośnik gry. Kartridż nie był tak prosty do skopiowania w domowych warunkach jak choćby kaseta czy w późniejszych latach dyskietka. Co więcej, w swoich konsolach Nintendo umieszczało chip sprawdzający legalność włożonego kartridża.

Potrzeba okazała się matką wynalazku – aby umożliwić zabawę z pirackimi kartridżami, trzeba było dostarczyć sprzęt, który nie sprawdzałby ich oryginalności. Wynikiem tego było zalanie rynku przez pirackie kartridże, uruchamiane na podróbkach NES-a. Jedną z nich, która zdobyła w Polsce bardzo dużą popularność, był właśnie Pegasus, choć nie była to jedyna marka sprzętu tego typu. Na przykład Rosjanie grali na identycznych konsolach o nazwie Dendy.

Udostępnij:
Komentarze (0)