R2D2 w kabinie wojskowego samolotu. „Gwiezdne wojny” stają się rzeczywistością!
R2D2 trafił do prawdziwego lotnictwa! Robot, przypominający sympatyczną maszynę z „Gwiezdnych wojen” pojawił się w kabinie jednego z samolotów, należących do amerykańskiej Lotniczej Grupy Testowej. Jaka jest jego rola?
Gdy po raz pierwszy oglądałem „Gwiezdne wojny” bardzo zazdrościłem Luke’owi jego robota. R2D2 to przecież najbardziej pożyteczna maszyna, jaką można sobie wyobrazić – naprawi statek kosmiczny, zhackuje Gwiazdę Śmierci, można go użyć w roli posłańca, a do tego - z braku lepszych alternatyw – zawsze można z nim pogadać, gdy doskwiera samotność.
Od niedawna maszyna, podobna do znanego z filmu robota, zasiada w kokpicie jednego z samolotów, eksploatowanych przez oddział amerykańskich sił powietrznych, zajmujący się testowaniem nowego sprzętu. Patrząc na kabinę samolotu, w której zamiast drugiego członka załogi widzimy obły kształt, trudno pozbyć się skojarzeń z R2D2.
R2D2 w starym samolocie
Samolotem, w którym umieszczono robota, nie jest jednak żadna z supernowoczesnych maszyn, ale wysłużony, niemal 50-letni Northrop T-38 Talon. Został on opracowany jako maszyna treningowa, bazująca na popularnym w czasach zimnej wojny samolocie Northrop F-5 Freedom Fighter.
Choć produkcję Talona zakończono w latach 70., w służbie wciąż pozostaje wiele tych maszyn. Dlaczego w kabinie jednej z nich umieszczono nietypowy sprzęt, przypominający filmowego robota?
Wszystko za sprawą przepisów lotniczych. Regulacje, dotyczące urządzeń, które mogą być montowane w samolotach, są bardzo restrykcyjne – sprzęt lotniczy musi być wszechstronnie przetestowany i sprawdzony na wszelkie możliwe sposoby. W przypadku seryjnych maszyn ma to sens, jednak w oddziale, zajmującym się testowaniem nowego sprzętu stanowi to istotne, spowalniające prace utrudnienie.
Sposób na przepisy lotnicze
Rozwiązanie okazało się banalnie proste. Zamiast trwale montować testowany sprzęt w samolocie, co wymagało zatwierdzania i testowania wszystkich zmian konstrukcyjnych, opracowano „robota”, czyli testowy zasobnik, w którym można umieścić badany sprzęt i przetestować jego działanie w warunkach przeciążeń i różnych, powietrznych manewrów.
Jedynym wyzwaniem, któremu musieli sprostać konstruktorzy zasobnika, było umieszczenie go na miejscu drugiego członka załogi w taki sposób, by nie stanowił zagrożenia dla pilota i nie utrudniał mu – w razie problemów – katapultowania.
Pisze odkąd pamięta. Oddycha sygnałem Wi-Fi, czci dziwne mieszanki herbat, a do krwiobiegu ma na stałe podłączony modem i kroplówkę z espresso. Wieczny malkontent, wielbiciel starych wynalazków i czasów, gdy światem rządziło Wspaniałe Pokolenie. Niezmiennie uważa, że światem nowych technologii ciągle wstrząsa seria informacji bez znaczenia, gdy te naprawdę istotne pozostają niemal niezauważone.