Ładny tatuaż. A jakie ma funkcje?

Tatuaż, który zbada puls, pozwoli zapłacić w sklepie i policzy spalone kalorie? Tak wygląda przyszłość.

Zdjęcie tatuażu pochodzi z serwisu shutterstock.com

Zdjęcie tatuażu pochodzi z serwisu shutterstock.com

Osoby, które mają tatuaż, zapewne dość często zasypywani są pytaniami: “a nie boisz się jak będzie to wyglądało na starość?”. Jest to trochę absurdalne, co świetnie pokazał jeden komiks, ale zapewne popularne. Niedługo może się to zmienić, bo tatuaż przestanie pełnić funkcję “artystyczną”. Zacznie być praktycznym… gadżetem. Warto będzie go mieć, żeby ułatwić sobie życie.

Tatuaż jak smart-opaska

Do rewolucji jeszcze daleka droga. Pomysł Chaotic Moon to prototyp, ale trzeba przyznać twórcom, że ma szanse się przyjąć. Ich tymczasowe, zmywalne tatuaże mają zastąpić np. smart-opaski. Za ich pomocą sprawdzi się temperaturę ciała, puls i tym podobne kwestie związane ze zdrowiem. Funkcji ma być jednak więcej i nie będą związane wyłącznie z medycyną. Chaotic Moon chciałoby, żeby tatuażem dało się zapłacić lub wykorzystać go do namierzenia “użytkownika”, którym byłoby dziecko.

Chaotic Moon nie jako pierwsze próbuje unowocześnić malowidła na ciele. Motorola już dawno temu opatentowała tatuaż, który przy okazji mógłby pełnić funkcję… mikrofonu. Dzięki dziarze na szyi można by w naturalny, wygodny sposób rozmawiać przez telefon — i nie trzeba zawracać sobie głowy pamiętaniem o zestawie głośnomówiącym.

Ciekawy pomysł miała też Nokia. Tatuaż miałby informować o… połączeniach, SMS-ach czy powiadomieniach na portalach społecznościowych. Jak? Wibrując. O tym patencie Komórkomania pisała w 2012 roku, ale możemy zakładać, że nawet dziś byłby to pomysł, który znalazłby chętnych. Po co nosić smart-watch, skoro o wiadomości na Facebooku możemy dowiedzieć się dzięki wibrującemu tatuażowi? Przecież mamy go na stałe, niech przyda się również wtedy, gdy inni nie mogą oglądać.

Motorola ze swojego pomysłu nie zrezygnowała, a jedynie lekko go przerobiła. Ich specjalny cyfrowy tatuaż-naklejka może pełnić funkcję… hasła. Wystarczy przyłożyć telefon do ręki, by odblokować smartfona tatuażem.

Tutaj moglibyśmy wstawić mem “Nie dajcie się zaczipować”, ale wydaje się, że to walka z wiatrakami, bo tej wskazówki i tak nikt nie posłucha. Pomysł, choć zapewne kojarzy się źle i budzi podejrzenia, ma wszystko, żeby stać się sukcesem. Tatuaż odblokowujący smartfona, a w przyszłości pozwalający zapłacić w sklepie, wypłacić pieniądze w bankomacie czy otworzyć drzwi wejściowe, jest wygodny, praktyczny i naturalny.

Tatuaż niezbędnym gadżetem

Na początku większość postawi na “tymczasowe” tatuaże, z czasem zdecyduje się na permanentny. Dlaczego? Tatuaż mimo wszystko kojarzy się lepiej niż odcisk palca, za pomocą którego będziemy mogli wykonać wspomniane wcześniej czynności. Można mieć ładny wzór, który nie tylko ciekawie się prezentuje, ale też działa. A przecież o to chodzi w gadżetach: owszem, to narzędzia, ale fajnie móc się nimi pochwalić. Pokazać, że ma się coś wyjątkowego. Odcisk palca ma każdy, tatuażowe wzory mogą być bardziej unikalne. Związane z nami.

Zobacz również: Historia telewizorów

Koszmar wyznawców teorii spiskowych się spełnia. Sami będziemy się znakować, niczym bydło. Zrobi się z tego moda, bo przecież taki tatuaż może ładnie świecić, jeszcze bardziej przyciągać wzrok. Zmieniać kolory, dostosowywać się do pory dnia. Idealne uzupełnienie dla inteligentnej odzieży.

Prywatność nie istnieje

Mnie to wcale nie szokuje ani nie dziwi. Już dawno przegraliśmy walkę o prywatność, stawiając na wygodę. Tak naprawdę nie mamy nic do stracenia, więc jeśli nasze życie stanie się łatwiejsze — jestem na tak.

Czytając o wcześniejszych pomysłach na tatuaże-gadżety, natknąłem się na mnóstwo krytycznych opinii. Że Orwell, że inwigilacja, że będą o nas wszystko wiedzieć. Tylko że takie narzekania spóźnione są o kilka, jeśli nie kilkanaście, lat. Ludzie już dawno temu postawili na wygodę. A czym tatuaż różni się od smart-opaski, która od dawna monitoruje puls, przebyte kroki i trasę, którą codziennie wieczorem pokonujemy? Tym, że jest wygodniejszy i łatwiejszy w obsłudze. Udoskonala się to, co już istnieje i co sami wybraliśmy.

Za późno na oburzanie się. A skoro tak, to korzystajmy z tego, co jest i będzie.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Nurkujące drony i łodzie jak statki kosmiczne: osobisty sprzęt do podróży pod wodą Sprzedawca w sklepie komputerowym - zawód ograniczonego zaufania Broń, która nie zabija. Wojna przyszłości: wszystko zniszczone, żadnych zabitych 8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Hatsune Miku: oto przyszłość muzyki. Ta Japonka zawsze będzie miała 16 lat Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Dzień z życia śmieciarza. Kosze na śmieci pełne telewizorów, komputerów i konsol? Najdziwniejsze maszyny II wojny światowej [cz. 2]. USA i Wielka Brytania To lata! Najdziwniejsze samoloty pionierów lotnictwa Najlepsze śmigłowce szturmowe dla polskiej armii Oglądasz filmy w sieci? Sprawdź, co ci grozi Ewolucja peceta: od beżowej skrzynki do wielkiego ekranu