7 dni z Bioshock 2: recenzja

7 dni z Bioshock 2: recenzja
Mateusz Gajewski

18.02.2010 14:17

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Dokładnie 7 dni temu do drzwi mojego domu zapukał listonosz i wręczył mi zaproszenie. Zaproszenie do niesamowitego świata Rapture, gdzie nic nie jest takie jak być powinno, a ludzie zwiedzeni wizją „nieśmiertelności” zeszli na drogę ciemności. W Rapture nie ma dobra i zła. Jest tylko zło, które drzemie w każdej postaci. Nawet starając się uratować wszystkich nieszczęśników jesteśmy zmuszeni w pewnym stopniu propagować zło. Zło, zło, zło. Ale czy sam Bioshock 2 jest równie straszny? Po spędzeniu z grą 7 pełnych dni mogę wydać oficjalny werdykt. Zapraszam do podwodnego świata Rapture!

Dokładnie 7 dni temu do drzwi mojego domu zapukał listonosz i wręczył mi zaproszenie. Zaproszenie do niesamowitego świata Rapture, gdzie nic nie jest takie jak być powinno, a ludzie zwiedzeni wizją „nieśmiertelności” zeszli na drogę ciemności. W Rapture nie ma dobra i zła. Jest tylko zło, które drzemie w każdej postaci. Nawet starając się uratować wszystkich nieszczęśników jesteśmy zmuszeni w pewnym stopniu propagować zło. Zło, zło, zło. Ale czy sam Bioshock 2 jest równie straszny? Po spędzeniu z grą 7 pełnych dni mogę wydać oficjalny werdykt. Zapraszam do podwodnego świata Rapture!

Is a man not entitled to the sweat of his brow? 'No!' says the man in Washington, 'It belongs to the poor.' 'No!' says the man in the Vatican, 'It belongs to God.' 'No!' says the man in Moscow, 'It belongs to everyone.' I rejected those answers; instead, I chose something different. I chose the impossible. I chose... RAPTURE.
Obraz

Rapture, dzień 1.

Na samym początku krótka retrospekcja. W pierwszej części gry trafiliśmy do Rapture przez przypadek (czy aby na pewno był to przypadek?) i za wszelką cenę staraliśmy się z niego wydostać. Ostatecznie jednak przyjęliśmy formę jednego z naszych największych przeciwników (osoby, które grały wiedzą o kogo chodzi). W drugiej części gry jest już inaczej. Od samego początku, gdy tylko się obudzimy (nie będę Wam zdradzał szczegółów dlaczego tak jest i co odpowiada za nasze „wybudzenie”) to od razu odkrywamy, że na głowie mamy hełm, a prawa ręka ma postać świdra. No może nie dosłownie, gdyż jest to świder przenośny, doczepiany (jako broń, nie jako sama ręka). Okazuje się, że nasz bohater jest jednym z pierwszych prototypów Big Daddiego, zwanym przez napotkane osoby „obiektem Delta”. Od samego początku dowiadujemy się, że starego Andrewa Ryana już nie ma. Od teraz Rapture ma swoją królową – Sofię Lamb, która zajmowała się psychiatrią. Jak łatwo się domyśleć, wszystko co napotkamy na drodze będzie miało z nią jakiś związek, także przeciwnicy. W zasadzie to sami przyczyniliśmy się do tego, iż to ona rozdaje teraz karty. Mam na myśli wszystkich tych, którzy grali w pierwszą część gry...

Obraz

Rapture, dzień 2.

Od wydarzeń z pierwszej części gry minęło 8 lat. W tym czasie miasto zbytnio się nie zmieniło. Wciąż na swojej drodze spotkamy miejsca, gdzie zatrzymamy się na dłużej, aby napatrzeć się na ich piękno. Będziemy także z ciarkami na plecach wsłuchiwać się w rozmowy przeciwników starających się za wszelką cenę dostać choć trochę ADAMa, tajemniczej substancji, która napędza całą koniunkturę w Rapture. Jest jednak pewne „ale”. Okazuje się, że już od pierwszych chwil spędzonych w tym mieście czujemy, że gdzieś już to było, że „gdzieś już to grali”. Wygląda na to, że po prostu nie da się powtórzyć doświadczeń z pierwszej części. Tam wszystko było nowe, zachwycające, powalające na kolana. Tutaj wiemy już czego się spodziewać, jak się zachować itp. Jest to typowa bolączka kontynuacji gier z wyjątkową stylistyką. Z drugiej strony warto jednak pochwalić developerów, że nie kombinowali zbytnio, starając się dorzucić do gry sporo nowego. Sprawdzone rozwiązania idealnie tutaj pasują. Nie ma sensu wymyślać koła na nowo.

Obraz

Rapture, dzień 3.

Big Sister. Już od pierwszych momentów gry mamy z nią do czynienia. Wredna suka, która chce za wszelką cenę pokrzyżować nam plany. Szybka, zwinna, ze śmiercionośną bronią. Na najwyższym poziomie trudności zdaje się być niemalże nieśmiertelna. Na szczęście wraz z rozwojem naszego bohatera otrzymujemy coraz to nowe bronie, które w pewnym stopniu zwiększają naszą sprawność bojową. Rivet Gun, który przypomina lekkiego shotguna, Harpun, którym możemy dosłownie przybijać przeciwników do ścian czy wyrzutnia mini-działek pozwalają zastosować na potężniejszych przeciwników zupełnie nową taktykę. A to tylko niektóre z „zabawek”, jakie możemy znaleźć w Rapture. Do tego dochodzą rozmaite plazmidy, toniki zwiększające nasze możliwości i różne rodzaje amunicji. Znamy to już z pierwszej części gry.

Bioshock 2 :: First Big Sister Encounter

Rapture, dzień 4.

Czy czegoś w ogóle brakuje w Rapture? Owszem. Przyznam szczerze, że swoje pierwsze podejście do gry rozpocząłem od razu na najwyższym możliwym poziomie trudności (hard – nie ma survivora znanego z jedynki). Mając to na uwadze muszę przyznać, że momentami jest naprawdę ciężko, jeśli chodzi o amunicję. Bardzo, ale to bardzo brakuje mi możliwości sprzedawania niepotrzebnego sprzętu. Owszem, wszystkiego można użyć, bowiem walka w Bioshock 2 to nie typowy FPS, ale spory nacisk położono na aspekt taktyczny. Niemniej jednak możliwość sprzedawania słabszej amunicji, kosztem kupna nieco bardziej wzmocnionej bardzo by urozmaiciła rozgrywkę.

Obraz

Rapture, dzień 5.

Co jeszcze ciekawego można spotkać w Rapture? Mówiłem już o nowych przeciwnikach (hmm, o jednym celowo nie wspomniałem, aby nie psuć Wam zabawy), o lokacjach, a także o broniach. Pora na hakowanie, które w pierwszej części gry było dość upierdliwe. Ustawianie rurek z płynącą cieczą mniej więcej w połowie gry robiło się denne, dlatego też w Bioshock 2 robimy to inaczej. Po pierwsze otrzymujemy specjalny „pistolet”, za pomocą którego można łamać zabezpieczenia automatycznie. Największą frajdę sprawia jednak ręczne „obejście” systemów. Robimy to zatrzymując latającą po wykresie strzałkę na zielonych polach. Ich przeciwieństwem są pola czerwone, które po zatrzymaniu na nich strzałki owocują wezwaniem latającego bota obronnego. Inną nowością są pola niebieskie, które zawsze promowane są pewnym bonusem (szybszy alarm, wzmocnione boty czy darmowa amunicja).

Rapture, dzień 6.

ADAM. To wokół niego wszystko się tutaj kręci. Dzięki tej substancji możemy kupować toniki, plazmidy, ale także podnosić ilość maksymalnych punktów życia czy substancji EVE (potrzebnej do odpalania plazmidów). Teraz sami możemy go zdobywać, za pomocą przygarniętych Little Sisters. Bierzemy małą na ramię i ruszamy w poszukiwaniu ciała („Angel”). Następnie sadzamy Little Sis na podłodze, a ta zajmuje się swoim zadaniem. My w tym czasie musimy chronić dziewczynki (i siebie!) przed napierającymi Splicerami. Zadanie często jest naprawdę trudne, dlatego też warto szukać zamkniętych przestrzeni i uzbroić się w pułapki i miniaturowe wieżyczki strzelnicze. Wówczas sukces mamy murowany. Po 2 zbiorach należy Małą Siostrzyczkę odprowadzić do kanału wentylacyjnego, gdzie możemy ją uratować lub... sami wiecie co.

Obraz

Rapture, dzień 7.

Na sam koniec zostawiłem sobie największą nowinkę całej gry. Tryb multiplayer. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, iż wyjdzie on autorom tak dobrze. Grając w multi cofamy się do Rapture czasów przed buntem. Nie podziwiamy więc zniszczonego miasta, ale tętniącą życiem metropolię. Samych trybów rozgrywki jest wiele: Survival jednoosobowy, grupowy, Capture the Sister, Turf War, Team ADAM Grab i Last Splicer Standing. Nasze postacie zdobywają kolejne rangi (razem 40 poziomów), wraz z którymi związane jest odblokowywanie nowych broni, ulepszeń, plazmidów, toników itp. Sama rozgrywka jest bardzo ciekawa, choć momentami chaotyczna. Najbardziej spodobała mi się zabawa związana z ochroną i próbą przejęcia Little Sister. To taka „bioshockowa” wariacja trybu Capture the Flag. GoRRRąco polecam.

BIOSHOCK 2-ELEPHANT GUN-CAPTURE THE SISTER-MULTIPLAYER W-COMMENTARY-ALM1GHTY-GAME 6-PT2

Po tygodniu spędzonym w Rapture mogę wreszcie wydać werdykt. Choć mamy dopiero luty, jestem przekonany, że Bioshock 2 w pełni zasłużył na tytuł gry roku. Niesamowita historia, podwodne miasto, w którym można się zakochać, mnogość nowości oraz stare sprawdzone rozwiązania sprawiają, że aż chce się grać. Szkoda tylko, że zabrakło niektórych rozwiązań, opisanych w tekście powyżej. Ogólna ocena nie powinna jednak być niższa niż 8,5 na 10 punktów. I niech tak zostanie.

czy wyrzutnia mini-działek pozwalają zastosować na potężniejszych przeciwnikach zupełnie nową taktykę

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)