Artur Kurasiński: technologia VR odmieni dziennikarstwo

Strona głównaArtur Kurasiński: technologia VR odmieni dziennikarstwo
26.11.2015 12:29
Artur Kurasiński: technologia VR odmieni dziennikarstwo
Tomek Kreczmar
Tomek Kreczmar

Jest późny wieczór. Obserwujesz, jak ochroniarz samochodem patroluje osiedle Twin Lakes. Zatrzymuje auto i przygląda się czarnoskóremu nastolatkowi, wracającemu z pobliskiego sklepu.

Godzina 19:05. Mężczyzna dzwoni na policję i opowiada, że widzi podejrzanie zachowującego się młodzieńca. Obserwujesz nastolatka. Faktycznie, zachowuje się nieco dziwnie, jakby rozglądał po okolicznych domach.

Co gorsza, trzyma dłoń w okolicy paska od spodni. Może ma broń? Nagle młodzieniec zaczyna biec. Ochroniarz informuje o tym policję i rusza w pościg. A ty ruszasz ich śladem. Na twoich oczach, o 19:17, Zimmerman oddaje śmiertelny strzał. Czarnoskóry Martin umiera 60 metrów od swojego domu…

Zdejmujesz gogle i otrząsasz się.

Oto wizja dziennikarstwa, jaką rozwinęła przed nami Nonny de la Peña podczas konferencji TEDWomen 2015. Dziennikarstwa pozwalającego dzięki nowoczesnej technologii niemalże dosłownie przekazać emocje, a na pewno przenieść odbiorcę na miejsce akcji.

Wszystko za sprawą wirtualnej rzeczywistości. To właśnie dzięki niej będziemy mogli na własne oczy zobaczyć odtworzone wydarzenia.

Reportaże nowej ery

Główny problem, z którego zdaje sobie autorka koncepcji sprawę, to możliwie wierna relacja. Nonny de la Peña podkreśla, że przy tego rodzaju odtwarzaniu wydarzeń kluczowe jest stosowanie najwyższych standardów dziennikarskich.

Dlatego też pierwsze projekty, które zrealizowała, wykorzystywały zebrane przez jej zespół materiały filmowe, zdjęciowe i dźwiękowe. Dzięki wirtualnej rzeczywistości odtworzyła prawdziwe wydarzenia, m.in. zarejestrowany na kamerze atak bombowy w Syrii, który przerwał uliczny koncert małej dziewczynki.

BBC Click: Immersive journalism (July 2014)

Zwiększone zaangażowanie

Nonny de la Peña uważa, że taka jest przyszłość dziennikarstwa; że tylko w ten sposób naprawdę da się przekazać emocje.

Bo nawet najlepsze zdjęcia, opisy czy filmy nie oddadzą choćby uczucia głodu. Owszem, wirtualna rzeczywistość póki co też nie pozwoli na taki transfer emocji, ale mamy większe szanse odczuć strach bombowego ataku jako obserwator wydarzeń.

„Immersyjne dziennikarstwo” (immersive journalism), które proponuje Nonny de la Peña, pozwala bowiem doświadczać wydarzeń z perspektywy pierwszej osoby, jakby się było na miejscu, ale bez możliwości interakcji.

Niemniej odbiorcy, którzy jako pierwsi testowali pomysł, angażowali się w akcję, na przykład szeptali słowa wsparcia do osoby, która zapadła w cukrzycową śpiączkę.

Hunger in Los Angeles - Immersive Journalism

Podważenie istoty dziennikarstwa

– Technologia VR zredefiniuje dziennikarstwo, media społecznościowe i rozrywkę – uważa Artur Kurasiński, bloger, miłośnik technologii i znawca internetu.

– Pomysł na odtwarzanie historii przedstawiony przez Nonny de la Peña nadaje się raczej na wsparcie technik kryminalistycznych niż dziennikarskich, ale sama idea jest bardzo ciekawa i rozwojowa – twierdzi mój rozmówca.

– Jestem ciekawa jak to się rozwinie, widzę sporo zastosowań – mówi Anna Kowalczyk, dziennikarka i blogerka. – Choć jest to też podważenie istoty dziennikarstwa jako medium. Medium w sensie pośrednika. Bo wydaje mi się, że tak naprawdę czytamy i oglądamy dziennikarskie relacje z miejsca zdarzeń właśnie dlatego, że NIE CHCEMY TAM BYĆ – komentuje Anna.

– Wolimy się przyglądać z bezpiecznej odległości przez filtr cudzego doświadczenia. Czasem nawet to jest emocjonalnie trudne do zniesienia, a co dopiero doświadczenie tego osobiście? – zastanawia się Anna.

– Warto też pamiętać, że takie odwzorowanie jest równie podatne na subiektywizm twórców jak każda inna relacja dziennikarska. Ono i tak zawsze będzie dziełem kogoś (zapewne zespołu dziennikarzy i grafików) z całym bagażem własnych doświadczeń i przekonań. Wreszcie już sama decyzja, co jest warte odtworzenia w VR, a co nie, też jest z gruntu nieobiektywne – mówi.

Skąd brak interakcji?

Wracając do projektu Nonny. Autorka, zgodnie z dziennikarskimi założeniami, oferuje odtworzenie wydarzeń, bo tymże wszak jest dziennikarstwo. Ma ono za zadanie przede wszystkim zdać relację z jakiegoś ważnego zdarzenia, a dopiero na drugim miejscu postawiono komentowanie czy analizowanie.

Dzięki temu zabiegowi odbiorcy przekazu mogą odczuć frustrację, że nie są w stanie pomóc tej konkretnej osobie czy ofierze wydarzeń. Jak utrzymuje Nonny de la Peña, w efekcie są potem bardziej skłonni pomóc w podobnych sytuacjach. Choćby za sprawą jej syryjskiego projektu duża liczba osób przekazała pieniądze na obozy dla uchodźców.

Media się zmieniają

Technologia oczywiście wpływa na wszelkie aspekty naszego świata, również na dziennikarstwo. Coraz mniejsze i lepsze kamery oraz rozpowszechnienie się smartfonów sprawiło, że każdy z nas od czasu do czasu staje się dziennikarzem – lub nagrane przez nas materiały trafiają do dziennikarzy jako materiał źródłowy.

Niemniej wiele osób uważa, iż przy okazji spadają tzw. „dziennikarskie standardy”, bowiem stworzenie i wyemitowanie przekazu jest dziś łatwiejsze.

381731022084587242

Na pewno „immersyjne dziennikarstwo” to jakiś pomysł z jednej strony na niestandardowe wykorzystanie technologii VR, a z drugiej na podniesienie wymagań, bo przecież wykreowanie interaktywnej grafiki wirtualnej rzeczywistości wymaga większych nakładów finansowych i większego zaangażowania niż po prostu nagranie czegoś.

Tu podstawy dziennikarstwa się nie zmieniają, czyli potrzebne jest odpowiednie zebranie niepodważalnych danych, ale w efekcie przenosimy odbiorcę treści wprost w samo serce wydarzeń.

Nie będzie on odczuwał wszystkiego tak, jakby był faktycznie na miejscu akcji. To nie technologia przedstawiona w świetnym filmie „Strange Days”. Niemniej na im więcej zmysłów wirtualna rzeczywistość wpłynie (już są choćby prowadzone testy z zapachami), tym „immersyjne dziennikarstwo” będzie bardziej… immersyjne.

Strange Days (1995) Teaser Trailer

– A prawdziwy efekt zrozumienia potęgi tego pomysłu nadejdzie, kiedy każdy wątpiący w istnienie obozów koncentracyjnych i komór gazowych zostanie zachęcony do takiego immersyjnego przeżycia, jakiego doświadczyły miliony ofiar – mówi mi pragnący zachować anonimowość przedstawiciel mediów.

Udostępnij:
Komentarze (1)