Bez dziennikarzy, bez pisarzy: zastąpimy się skryptem

Strona głównaBez dziennikarzy, bez pisarzy: zastąpimy się skryptem
22.03.2013 12:57
Bez dziennikarzy, bez pisarzy: zastąpimy się skryptem
Blomedia poleca
Blomedia poleca

Maszyny potrzebowały marnych dwustu lat, by pozbawić pracy miliony ludzi – okazały się silniejsze, wytrzymalsze i nie potrzebowały odpoczywać. Wiemy, że są w stanie kopać w ziemi i obliczyć rzeczy, o których nam się nie śniło. Wiemy też jednak, że nie potrafią myśleć i nigdy nie będą dobrze pisać. Czyżby?

Maszyny potrzebowały marnych dwustu lat, by pozbawić pracy miliony ludzi – okazały się silniejsze, wytrzymalsze i nie potrzebowały odpoczywać. Wiemy, że są w stanie kopać w ziemi i obliczyć rzeczy, o których nam się nie śniło. Wiemy też jednak, że nie potrafią myśleć i nigdy nie będą dobrze pisać. Czyżby?

Dziennikarz? Po co?

Przez kilkanaście miesięcy zajmowałem się pisaniem, poprawianiem i publikowaniem newsów o grach komputerowych na jednej z polskich stron internetowych. Przeglądałem więc kilkadziesiąt źródeł i czytałem kilkaset tekstów dziennie. Po jakimś czasie zauważyłem, że w gruncie rzeczy do niczego nie jestem potrzebny: mógłbym zastąpić z 80% klepanego przeze mnie tekstu prostym algorytmem.

Generującym zdania pokroju:

  • „Firma X przygotowuje się do wielkiej zapowiedzi Gry X. Uruchomiła już oficjalną stronę gry, na której za X czasu pojawi się pierwszy zwiastun produkcji.”
  • „Firma X oficjalnie potwierdziło, że za X czasu na Platformie X ukaże się Gra X w Edycji X.”
  • „Tytuł X odniósł sukces na Kickstarterze – powstanie więc wersja na Platformę X. To jednak nie wszystko – dzięki przekroczeniu progu wynoszącego Kwota X, gra wyjdzie również na Platformie X”.

Napisałem sobie nawet kilka takich schematów w Wordzie dla zabawy i wpadałem na coraz to nowe wariacje wokół tego samego. Ktoś mądrzejszy ode mnie mógłby prowadzić cały serwis za pomocą generowanego przez komputer kontentu i prawdopodobnie przez chwilę nikt by się nie zorientował. W końcu mamy już [wartość X] portali prowadzonych przez ledwie składających zdania w całość literatów mojego pokroju, więc nikomu różnicy by to nie zrobiło.

Narracja liczbowa

Most analysts think investors should stand pat on R.R. Donnelley & Sons, with two of four analysts rating it hold. Analysts have become more optimistic about the stock recently and the number of buy ratings has risen slightly over the past three months.

Program Narrative Science może – korzystając z przykładu z artykułu Stevena Levy opublikowanego w Wired – wygenerować długą i konkretną informację o wynikach meczu dziecięcej ligi baseballu zanim młodzi sportowcy zdążą sobie na końcu uścisnąć ręce.

Wystarczy sprytny algorytm analizujący wprowadzone przez człowieka dane. I nawet mnie to nie dziwi – z podobnym językiem radzi sobie nawet Google Translate, które przekładając z polskiego na angielski zdania pokroju: „Oddziaływanie popiołu biomasy na transformację substancji mineralnej w czasie spalania mieszaniny węgla i biomasy” wywalczyło mi w pięć sekund piątkę na zajęciach z tłumaczeń.

390142380944928501

 

Wirtualny powieściopisarz

Kiedyś traktowaliśmy komputery jako przerośnięte kalkulatory – nadal radzą sobie z matematyką lepiej, niż my prawdopodobnie kiedykolwiek będziemy. Przekonał się o tym Kasparov, kiedy przegrał z programem analizującym wszystkie możliwe ruchy na szachownicy na kilkanaście, kilkadziesiąt tur do przodu – przekonują się o tym dziennikarze, kiedy sucha informacja może zostać wygenerowana w piętnaście sekund, a nie piętnaście minut.

Philip M. Parker zaprojektował program, który pisze za niego książki. I to błyskawicznie, bo nawet Stephen King nie ma jeszcze pod swoim nazwiskiem na Amazonie stu tysięcy pozycji. Oczywiście generowanym komputerowo dziełom Parkera pokroju „The 2007-2012 World Outlook for Electric Pencil Sharpeners, Staplers, and Other Electric Office Machines Excluding Mailing, Letter Handling, and Addressing Machines” daleko nawet do „Carrie”, ale możliwe, że już niedługo podobnych „dzieł” sklejonych poprzez analizę zer i jedynek możemy się spodziewać.

Parker w 2011 roku miał już bowiem prototyp – nie wiadomo jednak czy rzeczywiście działający – programu do pisania beletrystyki. Działał on na zasadzie podobnej do tej, którą opisałem na samym początku: trzeba nazwać bohaterów, wybrać miejsce akcji, gatunek literacki, ustalić jak ma rozwijać się tempo akcji i wybrać kim algorytm ma się inspirować. Nabokov i Joyce z wrzuconym między rozdziały haiku z akcją rozgrywającą się w Afganistanie? Proszę bardzo:

Na zamówienie

Co ciekawe: nawet tutaj czynnik ludzki może zepsuć potencjalną perfekcję. Niektórzy za nic w świecie nie będą w stanie wymyślić sensownych postaci nawet mając do dyspozycji z góry określoną ich listę.

Parker zaznacza jednak, że pomimo stu tysięcy publikacji figurujących pod jego nazwiskiem jest nie tyle autorem, co raczej „kompilatorem”. Jego program przeszukuje bowiem przeróżne dostępne powszechnie źródła internetowe i układa publicznie dostępne dane w tekst na określony temat. Dzieje się to dopiero wtedy, kiedy ktoś kliknie „kup” na Amazonie.

I chociaż każdy człowiek potrafiący korzystać z Google znajdzie to samo, co oferują książki Parkera nie płacąc (i to nie płacąc 30 dolarów za słownik synonimów i haseł krzyżówkowych, czy 795$ za „The 2007-2012 World Outlook for Hair Dryers”), to interesującą wizją przyszłości jest możliwość skrócenia czasu poszukiwania danych, czy zbierania bibliografii do absolutnego minimum – wykorzystanie komputera do czarnej roboty, która normalnego człowieka zabija monotonią.

Cóż to czytasz, mości książę? Zero jeden zero jeden zero

Parker uznał, że programy doskonale radzą sobie z regułami – im więcej zasad ma forma literacka, tym łatwiej jest ją imitować.

Zaczął eksperymentować więc z generowanymi przez algorytmy wierszami. Nie są to porywające dzieła, bo służyć mają głównie za eksperyment „tłumaczący” dowolne słowa ze słownika języka angielskiego na język poezji, ale niektóre naprawdę ciężko jest odróżnić od prawdziwych wierszy. Zainteresowane tym tematem BBC postanowiło zestawić autorski tekst Luke’a Wrighta z tekstem wygenerowanym – dacie radę odgadnąć, który należy do kogo?

Nie jest to przesadnie trudne, bo maszyna trochę się potknęła, ale jeżeli małpa byłaby w stanie na ślepo wystukać „Hamleta” na maszynie do pisania, to po prostu musimy uzbroić się w cierpliwość: autorem tomików poetyckich, książek i newsów w internecie zostać może już niedługo WordProcessor X312.

I to nawet nie jest wizja z przerażającego futurystycznego science-fiction – analizując schematyczne teksty odpowiedni algorytm byłby w stanie bez problemu je kopiować i remiksować na setki tysięcy sposobów. Mógłby generować literacką miernotę hurtem i prawdopodobnie po jakimś czasie nikomu by to już nie przeszkadzało.

Komputer da radę

- Podnieś kolana - każe mi łagodnie, a ja od razu spełniam  polecenie. - Teraz będę cię pie...ł, panno Steele - mruczy, ustawiając czubek penisa u wrót mej kobiecości. - Ostro - dodaje i wchodzi we mnie z impetem.
  • Aaa! - krzyczę, czując w głębi ciała dziwne ukłucie, kiedy przedziera się przez moje dziewictwo.

(…)

Wciąż dyszę, próbując spowolnić oddech i łomoczące serce, a w moich myślach panuje rozpustny zamęt. Rany... to było niesamowite. Otwieram oczy. On opiera czoło na moim; ma zamknięte oczy i nierówny oddech. Podnosi powieki i patrzy na mnie łagodnie. Nadal jest we mnie. Pochylając się, delikatnie składa pocałunek na moim czole i powoli się wysuwa.

Nie wiem czy to już „najgorszy” opis pierwszego razu w historii literatury, czy po prostu mam braki w harlekinowej edukacji, ale komputer z generowaniem równie bezosobowych opisów i treści problemu mieć nie powinien.

Zauważysz różnicę?

Jeżeli któraś z możliwych przyszłości może tak wyglądać: przerażony nie jestem. Czytając setki newsów na temat kolejnych trailerów, akcji marketingowych i innych pierdół dziennie naprawdę nie zdziwiłbym się, gdyby już teraz pisały je zwyczajne automaty. Sam pisałem jak automat i po jakimś czasie potrzebowałem odwyku od maszynowego wyrobnictwa. Bo skoro wartość internetowego newsa leży w szybkim i łatwym do zrozumienia przekazie informacji – co za różnica, czym ta informacja jest opakowana?

Poza tym, jak zauważył Kristian Hammond, twórca Narrative Science, kto przy zdrowych zmysłach chodzi na mecze dziecięcej ligi baseballu?

Kamil Krupiński

Udostępnij:
Komentarze (0)