Bio-City – biomiasto po polsku

Bio-City – biomiasto po polsku
11.08.2010 08:00
bio-city
bio-city
Katarzyna Kieś
Katarzyna Kieś

Polscy architekci po raz kolejny udowodnili, że nie brak im geniuszu koncepcyjnego. Ich Bio-City to miasto żyjące, oplecione winoroślą i przerośnięte nią. Raj (nie tylko) dla winiarzy.

Polscy architekci po raz kolejny udowodnili, że nie brak im geniuszu koncepcyjnego. Ich Bio-City to miasto żyjące, oplecione winoroślą i przerośnięte nią. Raj (nie tylko) dla winiarzy.

Koncepcja Bio-City opiera się na założeniu, że już za dwa lata połowa ludzkości będzie mieszkać w miastach. Nowoczesna urbanizacja powinna iść zaś w parze z zazielenianiem terenu, co zdecydowanie trudno osiągnąć w rejonie coraz częściej zakorkowanych ulic lub zalanych betonem czy wyłożonych kostką przestrzeni publicznych. Zadaniem zieleni w Bio-City jest zaś pochłanianie zanieczyszczeń.

395956234265908186

Trzej architekci: Jakub Fiszer, Tomasz Salamon oraz Piotr Pyrtek, wymyślili zatem, by wszystko, co się tylko da, obsadzić w mieście krzewami specjalnie modyfikowanej odmiany winorośli. Bynajmniej nie po to, aby na stałe mieć pod ręką świeżą dostawę bazy na aromatyczny trunek alkoholowy. Odmiana winorośli, roboczo nazwana „miejską”, byłaby dostosowana do typowo miejskich warunków - szczególnie zaś do panujących w miastach wysokich poziomów zanieczyszczeń. Winorośl  neutralizowałaby cząstki szkodliwe, pochłaniała CO2 oraz służyła do produkcji biopaliwa.

395956234266039258

Oczywiście, w projekcie Bio-City nie mogło zabraknąć futurystycznych budowli nafaszerowanych ekorozwiązaniami (np. turbiny powietrzne, ogniwa fotowoltaiczne umocowane tam, gdzie się da, przemyślany sposób ekspozycji budynków na promienie słoneczne, „zielone” systemy kontrolowania wysokości temperatury w obiektach itp.). Co z tego wyszło, widzicie na zdjęciach.

395956234266170330

Nie jestem pewna, czy władze rzeczywistego Bio-City nie zabroniłyby rozwieszania winnych pędów ponad ulicami. Opadające wprost na szosę liście i inne elementy roślinne stałyby się pewnie irytującym "skutkiem ubocznym" zarówno dla miejskich służb porządkowych, jak i użytkowników dróg i poboczy (bo ani hamowanie autem, ani poruszanie się po chodnikach pokrytych mazistą winogronową warstwą nie byłyby zadaniami bezpiecznymi).

Źródło: Green Diary

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)