Co stało się ze znanymi firmami IT, których założyciele odeszli? [TOP 8]

Steve Jobs odszedł - i co teraz? (Fot. Flickr/Sip Khoon/Lic. CC by-sa)
Steve Jobs odszedł - i co teraz? (Fot. Flickr/Sip Khoon/Lic. CC by-sa)
Michał Michał Wilmowski

01.09.2011 09:14, aktual.: 14.01.2022 12:53

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Steve Jobs opuścił Apple'a, a świat się nie zawalił. Przynajmniej na razie. Historia branży IT pokazuje, że nawet znane i szanowane firmy nie zawsze potrafią sobie poradzić z odejściem ojców założycieli.

Microsoft po Gatesie

Gates musi wrócić? (Fot. Flickr/World Economic Forum swiss-image.ch/Moritz Hager/Lic. CC by-sa)
Gates musi wrócić? (Fot. Flickr/World Economic Forum swiss-image.ch/Moritz Hager/Lic. CC by-sa)

Od czasu opuszczenia przez Billa Gatesa stanowiska prezesa Microsoftu w 2000 roku korporacja jakoś sobie radzi, ale już nie tak jak kiedyś. W latach 90. przychody rosły w szalonym tempie, w nowym stuleciu - znacznie wolniej.

Następca Gatesa, Steve Ballmer, nigdy nie był specjalnie popularnym człowiekiem. Mimo że ostatnio wyniki finansowe były imponujące, popularność prezesa nie rośnie. Nic dziwnego, bo Microsoft staje się kolosem na glinianych nogach.

Monopol na rynku systemów operacyjnych to już przeszłość, Windowsa na tablety jak nie było, tak nie ma, Bing nie wydarł zbyt wiele Google'owi. Nic dziwnego, że pojawiają się głosy krytyki, które znakomicie podsumowano w "Newsweeku" tekstem "Ballmer musi odejść".

Czy to znaczy, że Bill Gates wróci? Nie jest to prawdopodobne, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Intel popada w stagnację

Andrew Grove po lewej (Fot. Flickr/World Economic Forum/Lic. CC by-sa)
Andrew Grove po lewej (Fot. Flickr/World Economic Forum/Lic. CC by-sa)

Niezastąpionym człowiekiem wydawał się Andrew Grove, współzałożyciel i prezes Intela. Żydowski emigrant z Węgier nie znał nawet angielskiego, kiedy przyjechał do Ameryki. Zbudował od zera prawdziwe imperium, pokazując, że amerykański sen to nie żadna mrzonka.

Intel stał się potęgą w latach 80. i 90. System zarządzania Grove'a, polegający na zachęcaniu ludzi do eksperymentów i zmian, był naśladowany przez firmy z całego świata (zwłaszcza kiedy napisał o tym książkę). Wartość rynkowa Intela wzrosła w tym czasie wielokrotnie.

Z kierowania firmą Grove zaczął się wycofywać w drugiej połowie lat 90., kiedy stwierdzono u niego raka prostaty. Intel oczywiście wciąż jest gigantyczną firmą zgarniającą miliony, ale to się szybko może skończyć. W końcu urządzenia mobilne nie mają procesorów Intela.

Twitter: odejście i powrót ojca założyciela

Jack Dorsey, współzałożyciel Twittera (Fot. Flickr/Joi/Lic. CC by)
Jack Dorsey, współzałożyciel Twittera (Fot. Flickr/Joi/Lic. CC by)

Twitter to jeden z tych fenomenów, których Polacy jeszcze nie przyjęli tak chętnie jak reszta świata, ale to nie znaczy, że nie warto się nim zajmować. Serwis mikroblogowy był w dużej mierze pomysłem Jacka Dorseya, który opuścił Twittera w 2008 roku.

Serwis cały czas rósł, brakowało tylko pomysłów na to, jak przełożyć ten wzrost na pieniądze. Dopiero w marcu tego roku nowy prezes Twittera, Dick Costolo, sprowadził Dorseya z powrotem i zaczęło się coś dziać.

Genialnych pomysłów na zarabianie co prawda wciąż nie ma, ale są spore zmiany w serwisie, jest integracja Twittera z nowym iPhone'em. Wygląda na to, że najpopularniejszy serwis mikroblogowy świata da sobie radę ze swoim współtwórcą na pokładzie.

Co z tym AOL-em?

Steve Case, współzałożyciel AOL-u (Fot. Flickr/TEDxMidAtlantic/Lic. CC by)
Steve Case, współzałożyciel AOL-u (Fot. Flickr/TEDxMidAtlantic/Lic. CC by)

Kiedyś AOL był w Ameryce utożsamiany z Internetem. Potem kultowa firma została sprzedana koncernowi Time Warner i czas świetności minął.

Swój szczytowy okres AOL przeżywał za czasów prezesury Steve'a Case'a w latach 90. Case odszedł w 2005 roku, po zakupie AOL-u przez Time Warner. Koncern nie bardzo wiedział, co z nowym nabytkiem zrobić, i po latach nicnierobienia pozbył się go w 2009 roku.

AOL-owi nie wychodzi już nic, nawet planowany podbój polskiego rynku (który był zresztą bardzo kiepsko przygotowany). Czas pakować manatki?

Dodgeball upada, Foursquare rośnie

Dennis Crowley (Fot. Flickr/cellanr/Lic. CC by-sa)
Dennis Crowley (Fot. Flickr/cellanr/Lic. CC by-sa)

W 2005 roku Google kupił Dodgeballa, serwis społecznościowy, którego użytkownicy mogli informować innych o tym, gdzie aktualnie się znajdują. Wtedy był to pomysł dość nowatorski, nic więc dziwnego, że nie chwycił. Jego założyciel, Dennis Crowley, odszedł z Google'a, kiedy tylko zobaczył, co się święci.

I dobrze zrobił. Dodgeball został zamknięty, tymczasem Crowley wymyślił nowy znakomity startup – Foursquare. Właściwie nie taki nowy, bo będący w dużej mierze kopią poprzednika. Tyle tylko, że tym razem trafił na odpowiedni czas.

Użytkownicy Foursquare'a chętnie meldują się w przeróżnych miejscach świata, serwis jest wyceniany na ponad 500 mln dolarów, a jego właściciel Dennis Crowley chyba nie zamierza go nikomu sprzedawać. Bo i po co, skoro sam potrafi lepiej.

Pamiętacie Palm Pilota?

Jeff Hawkins (Fot. Flickr/Jeff Kubina/Lic. CC by-sa)
Jeff Hawkins (Fot. Flickr/Jeff Kubina/Lic. CC by-sa)

Palm Pilot to jeden z najbardziej pożądanych gadżetów lat 90., który dziś już mało kto pamięta. Podobnie jak firmę Palm, która rozpowszechniła komputery kieszonkowe, zanim ktokolwiek śmiał marzyć o takich urządzeniach jak smartfon czy choćby netbook.

Dopóki rządził nią Jeff Hawkins, trzęsła rynkiem nowych technologii. Potem nastąpił szybki zjazd w dół bez trzymanki. Zaczęło się od nietrafionej fuzji z U.S. Robotics, potem były wykańczające pozwy sądowe, kilka dobrych pomysłów i mnóstwo porażek.

Firma, która stworzyła Palm Pilota, została ostatecznie przejęta przez HP w 2009 roku. I słuch po niej zaginął.

Skąd wziął się Android?

Andy Rubin, twórca Androida (Fot. Flickr/Joi/Lic. CC by)
Andy Rubin, twórca Androida (Fot. Flickr/Joi/Lic. CC by)

W 2000 roku Andy Rubin założył firmę Danger, której cel był jasny i prosty: przedefiniowanie telefonów komórkowych, tak żeby stały się miniaturowymi komputerami. Najbardziej znanym produktem, który wypuścił Danger, był Hiptop, nazwany przez T-Mobile Sidekickiem.

Firma zapewne osiągnęłaby znacznie więcej, gdyby Rubin nie stracił stanowiska prezesa. Odszedł, by zostać współzałożycielem nowego biznesu o nazwie Android. Firma została kupiona w 2005 roku przez Google'a, a Rubin pozostał jej szefem.

Dalszy ciąg tej historii zapewne dobrze znacie. To, co zostało z firmy Danger, kupił w 2008 roku Microsoft. System operacyjny Android stał się tymczasem prawdziwym hitem, z którego korzysta coraz więcej użytkowników telefonii komórkowej.

Pierwsze odejście Jobsa

Steve Jobs odchodził dwa razy (Fot. Flickr/Annie Bannanie 06/Lic. CC by)
Steve Jobs odchodził dwa razy (Fot. Flickr/Annie Bannanie 06/Lic. CC by)

Dziś Steve'a Jobsa miłośnicy nowych technologii żegnają z honorami, ale w 1985 roku mało kogo to obeszło. Jobs opuszczał wówczas Apple'a po raz pierwszy, zmuszony do tego kroku przez radę nadzorczą.

Bez ojca założyciela firma szybko zaczęła podupadać. Kiedy Apple stanął na krawędzi bankructwa, trochę trwało, zanim następcy Jobsa schowali dumę do kieszeni i udali się do niego po pomoc. Na szczęście tak w końcu uczynili, Jobs wrócił w 1997 roku, a reszta jest już historią.

Dziś Apple jest w zupełnie innej sytuacji niż na przełomie lat 80. i 90., więc katastrofy się nie spodziewam. Coraz to nowe, często wyprzedzające produkty konkurencji gadżety z jabłuszkiem kochają miliony ludzi, nie tylko w Stanach Zjednoczonych.

To imperium nie rozpadnie się tylko dlatego, że nie ma już prawdziwego króla.

Źródło: Business Insider

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)