Czy można przeżyć rok bez Internetu i nie zwariować? Można!

Strona głównaCzy można przeżyć rok bez Internetu i nie zwariować? Można!
30.04.2013 13:30
Paul offline (Fot. The Verge)
Paul offline (Fot. The Verge)
Marta Wawrzyn
Marta Wawrzyn

Kobieta bez lustra jest w stanie przeżyć rok, a ile wytrzyma bloger zajmujący się gadżetami bez Internetu? Okazuje się, że też rok. Ale takie eksperymenty pokazują, że trudno jest przetrwać bez nowoczesnych wynalazków, nie utrudniając życia nie tylko sobie, ale też innym.

Kobieta bez lustra jest w stanie przeżyć rok, a ile wytrzyma bloger zajmujący się gadżetami bez Internetu? Okazuje się, że też rok. Ale takie eksperymenty pokazują, że trudno jest przetrwać bez nowoczesnych wynalazków, nie utrudniając życia nie tylko sobie, ale też innym.

Paul Miller, bloger zajmującego się gadżetami serwisu The Verge, ogłosił rok temu, że rzuca na 12 miesięcy Internet. Całkiem rzuca – nie będzie go używał ani w pracy, ani prywatnie, nie będzie też prosił nikogo, by coś zrobił dla niego w Sieci. Decyzję podjął, bo zapragnął mieć trochę spokoju w życiu. Wcześniej spędzał w Sieci średnio 12 godzin dziennie.

Jak wygląda życie bez Internetu?

Paul pisał rok temu, że porzuca Internet, by spojrzeć na niego z dystansu. By sprawdzić, do czego ten wynalazek był mu naprawdę potrzebny, a do czego niekoniecznie. Rok bez Internetu to dla niego rok bez grania w StarCrafta z kolegą ze szkoły, który teraz mieszka w innym stanie; to rok bez Netfliksa czy radia internetowego. Ale to też rok bez bankowości elektronicznej i bez możliwości wykonywania swojej pracy tak, jak wykonywał ją do tej pory.

Artykuły Paula pojawiały się w The Verge w czasie jego rocznej nieobecności – pisał je tak, jak dziennikarz "za dawnych czasów", a nie jak dziennikarz internetowy. I oczywiście nie wrzucał ich sam na bloga. W większości z nich opisywał trudności, jakie sprawia życie bez konkretnych rzeczy, np. bez e-maila. Bez e-maila było trudno zwłaszcza w pracy, bo okazało się, że wszystko w biurze teraz załatwia się przez e-mail. Ludzie dziwili się, że czegoś nie wie: "Ach, tak, nie dostałeś e-maila".

Paul pisał też o tym, jak wygląda dostęp do rozrywki czy informacji bez Internetu. Kiedy Stany Zjednoczone zmagały się z huraganem, Paul rozmawiał z ludźmi w Nowym Jorku i uderzyło go, że nikt się nie przejmuje tym, co się dzieje w Sieci (i że zabrakło do niej dostępu), wszyscy troszczyli się o swoich bliskich. Może więc jednak ludzie jeszcze nie zwariowali całkiem.

Lepiej siedzieć w necie czy leżeć na kanapie?

Ale świat bez Internetu wcale nie jest bardziej różowy, a człowiek, który go nie używa, wcale nie jest lepszy. W najnowszym artykule można poczytać o frustracjach Paula - najpierw myślał, że będzie super. Zamiast zajmować się retweetami czy wiadomościami na Facebooku będzie mógł czytać książki i oglądać dobre filmy. Ale wcale nie przeczytał tylu książek, ile zamierzał, a filmy oglądał głównie kiepskie.

W ciągu roku spędziłem więcej czasu, niż możecie sobie wyobrazić, zwyczajnie leżąc na kanapie. Nic nie robiąc, tylko leżąc.

Myślał o napisaniu książki o roku bez Internetu, ale teraz już nie jest pewien, czy to dobry pomysł.

Powrót po roku

Teraz w The Verge panuje poruszenie, bo jutro Paul Miller wraca do Sieci. W związku z tym zapytano czytelników, co koniecznie należy mu pokazać. Z jaką ważną rzeczą należy go zapoznać najpierw. Koledzy założyli mu konto na Snapchacie, ale przysyłanie Paulowi rzeczy, które musi zobaczyć, jest szeroko zakrojoną akcją, prowadzoną we wszelkich możliwych serwisach społecznościowych.

390140705438117621

Ludzie przesyłają więc wszystko, czego nie miał szansy zobaczyć ktoś, kogo nie było w Sieci przez rok: memy, linki do filmików, nazwy nowych wynalazków (np. Vine). Co zrobi na temat tego wszystkiego facet, który od roku nie miał do czynienia z Internetem? Zwariuje ze szczęścia czy raczej machnie ręką i stwierdzi, że to nic ciekawego? Reakcję Paula będzie można oglądać na żywo, The Verge robi w środku nocy relację z jego powrotu do Sieci.

Polak też potrafi

Paul Miller nie jest jedyny – podobny eksperyment przeprowadził w styczniu Krzysztof Gonciarz, twórca sieciowego wideo. On jednak nie próbował przeżyć bez Internetu roku, a tylko miesiąc. O tym, co robił przez ten czas, opowiada redakcji naTemat:

Ogólnie rzecz biorąc, postawiłem na rozwój i konsumpcję kultury. Strasznie dużo czytałem, uczyłem się i poznałem trochę nowych rzeczy. Pracowałem nad swoimi programami, wymyślałem nowe projekty i sporo też pisałem. Muszę przyznać, że to był naprawdę miły i owocny sposób spędzania czasu. A już na pewno bardziej owocny od tego spędzanego w Internecie.

Czego najbardziej mu brakowało?

To ciekawe, bo najbardziej brakowało wszystkich rzeczy związanych z pracą, a nie tych z typowo towarzyskiej i rozrywkowej warstwy internetu. Poza tym dość mocno odczuwałem brak praktycznych narzędzi i opcji, których potrzeba do codziennego życia np. przelewów bankowych. Uwierz mi, korzystanie z banków bez internetu to koszmar. Bolał też brak sklepów internetowych no i oczywiście e-maila. Tylko że również w tym wymiarze zawodowym, a nie towarzyskim. Nie miałem problemu z tym, że nagle na Facebooku nie mogę pogadać ze znajomymi.

Jak opowiada w naTemat, zdarzało się, że utrudniał nieco życie innym, uniemożliwiając skontaktowanie się przez Internet. "Zdarzało się, że ktoś dzwonił i pytał, czy robię sobie żarty, bo przecież mamy projekt do zrobienia" – mówi.

Tylko raz się złamał i z Internetu skorzystał – kiedy trzeba było rozliczyć się z Urzędem Skarbowym. Okazało się, że wszystkie dokumenty są online, i nie potrafi już zrobić rozliczenia inaczej. Podczas swojej "nieobecności" cały czas też nagrywał wideo, które znajomi wrzucali na YouTube.

Czy od tego można zwariować?

A kiedy wrócił, nie było to przyjemne przeżycie. Poczuł się przytłoczony tym wszystkim, co do niego przyszło przez miesiąc nieobecności. Co by było, gdyby odciął się od Sieci na rok? To będziemy wiedzieć już jutro rano, bo opowie o tym Paul Miller.

Takie eksperymenty mogą wydawać się głupie (jeden facet na przykład postanowił przeżyć rok bez usług Google), ale pomagają spojrzeć z dystansu na to, co robimy w Sieci. Jeśli dwutygodniowy urlop w głuszy sprawia, że wariujemy, to znak, że nie wszystko jest z nami w porządku. Ale też te eksperymenty jasno pokazują, że Internet stał się bardzo ważnym narzędziem, którego brak jest sporym utrudnieniem.

Zapłacenie rachunku na poczcie, zakupy w zwykłym sklepie, pamiętanie o urodzinach przyjaciela bez Facebooka – to wszystko wielu z nas już przerasta.

Udostępnij:
Komentarze (0)