Dlaczego wakacje to najgorszy czas na granie?

Strona głównaDlaczego wakacje to najgorszy czas na granie?
26.07.2009 09:48
Fot. TheBusyBrain/Flickr
Fot. TheBusyBrain/Flickr
Szymon Adamus
Szymon Adamus

Sezon ogórkowy, cisza przed burzą, gorąca nuda... a gdzie tam! Przecież w wakacje uczniowie mają dwa miesiące wolnego, studenci trzy, a ludzie pracy wybierają się nierzadko na urlopy skrzętnie oszczędzane przez cały rok. Toż to idealny czas na granie! Chyba, że jesteśmy skacowani, zmęczeni i usmażeni przez słońce jak hot dogi na grillu.

Sezon ogórkowy, cisza przed burzą, gorąca nuda... a gdzie tam! Przecież w wakacje uczniowie mają dwa miesiące wolnego, studenci trzy, a ludzie pracy wybierają się nierzadko na urlopy skrzętnie oszczędzane przez cały rok. Toż to idealny czas na granie! Chyba, że jesteśmy skacowani, zmęczeni i usmażeni przez słońce jak hot dogi na grillu.

W wakacje ma się niby dużo wolnego czasu, ale od diabła obowiązków! Jak tu pogodzić nadrabianie zaległości w najlepszych grach, gdy czeka nas:

  • wizyta nad jeziorem w poniedziałek,
  • odwiedziny kumpla Jacka we wtorek,
  • powtórka odwiedzin u Danielsa w środę,
  • leczenie dolegliwości pourazowych w czwartek,
  • spotkanie z stęsknioną rodziną w piątek,
  • wyjazd na weekend nad morzem od soboty do przyszłej soboty.

Ktoś mógłby powiedzieć, że można wziąć konsolę kieszonkową, albo gry w komórce. Ale przecież cóż to byłby za afront w stosunku do znajomych gdyby w trakcie kulturalnej dyskusji o "książkach" zacząć grać w God Of War? To tak jakby podczas spotkania klubu fanów J. K. Rowling napomknąć coś o Powrocie Króla.

A ten cały Dumbledore nie wygląda Wam trochę jak podróbka Gandalfa? - Następnego dnia Szymon pamiętał tylko, że po tej wypowiedzi zbliżała się do niego jakaś pięść.

Fot. Noël Zia Lee/Flickr
Fot. Noël Zia Lee/Flickr

Z czasem nie jest więc lekko. Sporo do zrobienia, a tylko kilkadziesiąt dni. Gwarancją sukcesu jest tylko dobre rozplanowanie, silny żołądek przyzwyczajony do procentów i mały budżet. Tylko on jest w stanie pohamować imprezowe zapędy. Problem w tym, że hamuje też rozwój własnej kultury okołogrowej. Jak tutaj wybrać gorącą jak diabli Larę Croft ponad zimnego Big Milka jeśli na dworze jest 35 stopni w cieniu? Przecież to nie tylko marnotrawienie pieniędzy, ale i sex appealu angielskiej szlachcianki, którego i tak nie docenimy w takim upale.

Na domiar złego trudno skupić się na wirtualnych krągłościach panny Croft gdy za oknem jakiś pierdziel znowu walczy pół dnia z trawnikiem usuwając go najwyraźniej elektryczną pęsetą. Źdźbło po źdźble, od ósmej rano do ósmej wieczorem, przy akompaniamencie silnika motorowego, krzyków dzieci z pobliskiego placu zabaw i konserwatorów powierzchni płaskich kładących papę na dachu. Rewelacyjny klimat żeby wczuć się w historię dobrej przygodówki nie sądzicie?

Fot. alainlm/Flickr
Fot. alainlm/Flickr

Rozwiązaniem jest kupno klimatyzatora i zamknięcie wszystkich okien na trzy spusty. Tylko przy okazji zakupów zaopatrzcie się też w rolety. Kiedyś wpadłem na taki genialny pomysł by wynieść fotel na balkon, otworzyć zimne piwo i z ciemnymi okularami na nosie, a słuchawkami na uszach pograć sobie wśród przyrody. Ale matka natura to niezła zdzira! Przylazła na mój balkon w nowych, wysadzanych cekinami buciorach i w swój pokręcony sposób zaczęła się nade mną pastwić. A to mały refleks na ekranie, a to ostre promienie na kark, a to jakiś robal łażący mi na (i pod) matrycą ekranu, a to wiatr i garść piasku w mordę...

MAMO! DAJ MI CHOLERA JASNA SPOKÓJ I POZWÓL GRAĆ!!!

Udostępnij:
Komentarze (0)