Duchy straszą prezydentów! 7 tajemniczych zjaw, które błąkają się po Białym Domu

Duchy straszą prezydentów! 7 tajemniczych zjaw, które błąkają się po Białym Domu06.11.2012 16:00
Dagerotyp z 1846 roku (Fot. Wikipedia Commons)
Dagerotyp z 1846 roku (Fot. Wikipedia Commons)
Marta Wawrzyn

Biały Dom to jak na amerykańskie warunki bardzo stary budynek, nic więc dziwnego, że zdążyły go zasiedlić mary. W Waszyngtonie straszą zarówno znane osobistości, na przykład Abraham Lincoln czy pani Adamsowa, jak i osoby, które za życia nie skosztowały wielkiej sławy. Z kolei na Kapitolu można spotkać ducha kota! Czarnego oczywiście.

Przed Barackiem Obamą Biały Dom nie ma żadnych tajemnic, podobnie jak przed jego żoną. Kiedyś opowiadała ona dzieciom straszną historię o dziwnych dźwiękach, które wraz z prezydentem słyszeli pewnej nocy. Jeśli jednak jakimś cudem do słynnego budynku wprowadzi się Mitt Romney, będzie musiał poznać zwyczaje nie tylko żywych mieszkańców tego miejsca, ale też umarłych. Inaczej czeka go permanentne Halloween. Oto najsłynniejsze zjawy, które straszą prezydentów USA.

Abraham Lincoln

W Białym Domu straszy właściwie wszędzie: w piwnicy, na strychu, w sypialniach na drugim piętrze. Miejscem, którego goście boją się najbardziej, jest sypialnia Lincolna. Winston Churchill nie chciał w niej spać, po tym jak pewnego pięknego wieczoru, kompletnie nagi, udawał się po kąpieli do łóżka i zobaczył kogoś, kogo zupełnie w tym miejscu się nie spodziewał. Nieżyjącego prezydenta Lincolna. Brytyjski premier grzecznie ze zjawą się przywitał, ale więcej jego noga nie postała w tym pomieszczeniu.

Abraham Lincoln, czyli król wszystkich duchów

Portret Lincolna (Fot. Britannica/Wikipedia Commons)
Portret Lincolna (Fot. Britannica/Wikipedia Commons)

Historię szeroko opisywała prasa z całego świata, jednak wbrew pozorom nie sądzono, że Churchill zwariował. Nie tylko jemu zdarzyło się spotkać ducha Lincolna. Jeden z najbardziej cenionych przez Amerykanów prezydentów po śmierci ukazał się m.in. swojemu biografowi, Carlowi Sandburgowi, królowej Holandii Wilhelminie (która z wrażenia aż zemdlała), Teddy'emu Rooseveltowi, Jackie Kennedy, Nancy Reagan. Mówi się, że jeśli komuś ukaże się Lincoln, następnego dnia Amerykę czeka narodowa tragedia.

Po prezydenckim domu błąka się też mały Willie Lincoln, syn Abrahama Lincolna, który zmarł, kiedy jego tata był prezydentem.

Pani Adamsowa

Pani Adamsowa, czyli żona prezydenta Johna Adamsa, była pierwszą prezydencką żoną, która zamieszkała z mężem w Białym Domu. I tak jej się spodobało, że nie wyprowadziła się do dziś. Można ją spotkać głównie na drugim piętrze, czyli tam, gdzie mieszka pierwsza rodzina. Pojawia się też w Sali Wschodniej, pomieszczeniu, w którym za życia miała zwyczaj rozwieszać pranie, bo tam najszybciej schło.

Żona prezydenta Adamsa na portrecie Benjamina Blythe'a (Fot. Wikipedia Commons)
Żona prezydenta Adamsa na portrecie Benjamina Blythe'a (Fot. Wikipedia Commons)

Dziś nikt już tam nie wiesza prania, ale Abigail Adams nie porzuciła swojego zwyczaju sprzed ponad 200 lat. Ci, którym się ukazała, przysięgają, że towarzyszy jej charakterystyczny zapach mydła i mokrych ubrań. Co tu dużo mówić, żona prezydenta Adamsa pachnie po śmierci jak pranie!

Kim jest pan Burns? Najbardziej prawdopodobna (jeśli to w tym przypadku dobre określenie) hipoteza jest taka, że to David Burns, obywatel, który musiał oddać rodzącemu się państwu amerykańskiemu swoją ziemię pod budowę Białego Domu. Czyżby po ponad 200 latach wciąż miał pretensje?

Strażniczka Ogrodu Różanego

Małżonka prezydenta Wilsona, Ellen, chciała wprowadzić zmiany w otoczeniu i zastąpić czymś innym róże z Ogrodu Różanego. Planu nie udało się zrealizować, bo kiedy ogrodnicy wzięli się do ich wykopywania, do akcji ruszył duch Dolley Madison, żony prezydenta Madisona.

Pani Madison po śmierci lubi sobie popatrzeć na swoje ukochane kwiaty, dokładnie tak jak za życia. To właśnie ona zasadziła pierwsze róże pod Białym Domem – i zdaje się, że zostaną one w tym miejscu już na zawsze.

Wyjątkowo zawzięty brytyjski żołnierz

W Białym Domu straszą nie tylko Amerykanie. W budynku, w którym kładzie się do snu prezydent USA, błąka się duch brytyjskiego żołnierza. Zginął on w tym miejscu podczas wojny 1812 roku, kiedy to Brytyjczycy próbowali puścić z dymem prezydencką siedzibę.

Dziś wyspiarze nie chcą już spalić Ameryki, bo gdzie indziej mogliby tak łatwo podrywać dziewczyny na swój akcent? Ale wojak sprzed 200 lat nie zapomniał, po co tam przybył. Można go spotkać wędrującego z pochodnią w ręku. Ba, w 1953 pewna para odwiedzająca państwa Eisenhowerów uciekła z Białego Domu w popłochu, przekonana, że duch żołnierza próbował podpalić łóżko, w którym spali.

Prezydent Jackson wciąż przeklina

Andrew Jackson, generał, który został prezydentem, słynął z zamiłowania do języka, jakiego w świecie polityki używać nie uchodzi (a przynajmniej nie oficjalnie). Historia głosi, że podczas pogrzebu prezydenta jego papuga sypała takimi wulgaryzmami, iż trzeba ją było stamtąd zabrać. Sama oczywiście się tego nie nauczyła.

Brytyjski żołnierz i przeklinający prezydentUprzejmy pan Burns

Prezydent Jackson (Fot. Wikipedia Commons)
Prezydent Jackson (Fot. Wikipedia Commons)

Jeśli więc przybysz usłyszy w Białym Domu soczyste przekleństwo, pochodzące nie wiadomo skąd, może mieć niemal 100-procentową pewność, że nawiedził go duch zmarłego Andrew Jacksona (taka przyjemność spotkała m.in. małżonkę Lincolna). Łóżko z baldachimem, w którym sypiał, wciąż jest używane w jednej z sypialni, więc zjawa czuje się swobodnie. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy mieli wątpliwą przyjemność w tej sypialni przebywać.

Córka morderczyni i czarny kocur

Koty pojawiły się na Kapitolu w XIX wieku, kiedy to budynek miał straszny problem ze szczurami. Jeden z nich, futrzak koloru czarnego, zwany Szatańskim Kotem, tak polubił tę pracę, że mieszka tam do dziś. Niestety, kiedy komuś się ukazuje, nigdy nie zwiastuje to niczego dobrego. Widziano go m.in. w 1929 roku przed Wielkim Kryzysem, a także przed zabójstwem Kennedy'ego.

Czarny kot (ale nie ten, który straszy) (Fot. Flickr/fazen/Lic. CC by)
Czarny kot (ale nie ten, który straszy) (Fot. Flickr/fazen/Lic. CC by)

Takie to historie krążą po stolicy państwa, które (podobno) rządzi światem. Nie znalibyśmy ich, gdyby to sami prezydenci, ich małżonki oraz ważni goście nie opowiadali, co strasznego im się przytrafiło w Białym Domu. A bierze się to również stąd, że kiedy my palimy znicze na grobach zmarłych, Amerykanie chodzą na imprezy halloweenowe i opowiadają swoim dzieciom przerażające historie.

Źródło: Suite 101Mental FlossListverseHistory

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)