Film o piratach za 10 dol. A Wy ile byście zapłacili za plik, który możecie mieć za darmo?

Film o piratach za 10 dol. A Wy ile byście zapłacili za plik, który możecie mieć za darmo?15.02.2013 16:00
Mała piratka (Fot. Flickr/ peasap/Lic. CC by)
Mała piratka (Fot. Flickr/ peasap/Lic. CC by)
Marta Wawrzyn

Kilka dni temu ukazał się dokument "The Pirate Bay - Away From Keyboard" o twórcach Zatoki Piratów. Mimo że jest dostępny legalnie za darmo, kilka tysięcy osób zdecydowało się za niego zapłacić. Jakie są tego przyczyny? Jak często internauci skłonni są płacić za coś, co uważają za wartościowe?

Kilka dni temu ukazał się dokument "The Pirate Bay - Away From Keyboard" o twórcach Zatoki Piratów. Mimo że jest dostępny legalnie za darmo, kilka tysięcy osób zdecydowało się za niego zapłacić. Jakie są tego przyczyny? Jak często internauci skłonni są płacić za coś, co uważają za wartościowe?

W zeszłym tygodniu ukazał się film dokumentalny "The Pirate Bay – Away From Keyboard", opowiadający historię Szwedów, którzy założyli jedno z najpopularniejszych miejsc wymiany plików w Internecie. Można go obejrzeć w Sieci za darmo za pośrednictwem serwisu YouTube, można też ściągnąć z sieci BitTorrent.

Mnie zainteresowała jedna rzecz: twórcy umożliwiają obejrzenie filmu na specjalnej stronie za 10 dolarów. Mimo że miejsc, w których jest on dostępny legalnie za darmo, nie brakuje, 3 tysiące osób zdecydowało się za film o piratach zapłacić. Wydali pieniądze, bo widać uznali, że warto.

Film o piratach ze Szwecji

Czy faktycznie warto? Na to pytanie każdy z nas już musi odpowiedzieć sobie sam. "The Pirate Bay - Away From Keyboard" jest historią trójki geeków - Gottfrida Svartholma, Petera Sunde i Fredrika Neija – którzy założyli Zatokę Piratów i popadli przez to w kłopoty. W filmie, który powstał dzięki wsparciu z Kickstartera, spotykamy tych trzech panów na dzień przed procesem.

Potem oglądamy, jak ten proces wyglądał od kuchni. W dużej mierze ta sprawa jest już nam dobrze znana, wiemy, że wszystko skończyło się karą więzienia i gigantyczną grzywną. Wiemy też, jak skończył Gottfrid Svartholm, który uciekł do Kambodży.

Film raczej Was nie zaskoczy, ale mimo to uważam, że warto znaleźć na niego czas. Zobaczycie, jak kuriozalnie momentami wyglądało zderzenie dwóch światów – piratów, którzy uważają, że dostęp do dóbr kultury powinien mieć każdy, i wielkich amerykańskich korporacji, które chcą odszkodowania za każdego dolara, którego z winy piratów nie zarobiły.

Płacący internauta, czyli rzadki przypadek?

"The Pirate Bay - Away From Keyboard" jest ciekawą sprawą, mnie jednak w informacjach o filmie szczególnie zainteresowała ta grupa osób, która zdecydowała się zapłacić, żeby go obejrzeć. Przyznacie, że to dość niecodzienne – internauci płacący za dostęp do czegoś, co mogą mieć za darmo. Ba, niecodziennym zjawiskiem są w ogóle płacący internauci!

Być może pamiętacie mój artykuł z jesieni, w którym pisałam, że Polacy uważają, iż treści w Sieci są w cenie łącza. To nie tylko polskie myślenie – media internetowe wszędzie mają problemy z utrzymaniem się z płatnych treści, a i pirackie pliki z filmami czy muzyką jak były tak są pobierane przez internautów. Niezależnie od tego, co robią prawodawcy, by nam to uniemożliwić.

Od co łaska do miliona dolarów

Można jednak znaleźć wiele dowodów na to, że jeśli cena jest rozsądna, a internauci uważają dany materiał za wartościowy, to zapłacą. Na przełomie 2011 i 2012 roku, korzystając z zamieszania wokół antypirackiej ustawy SOPA, ciekawy eksperyment przeprowadził komik Louis C.K. (którego serial "Louie" gorąco polecam jako jedną z najciekawszych komedii ostatnich lat).

Zdecydował się on mianowicie sprzedawać swój występ "Louis C.K. Live at the Beacon Theatre" przez Internet za 5 dolarów. Bez żadnych pośredników, bez ograniczeń geograficznych DRM-ów. Napisał, że nie jest w stanie nikogo powstrzymać, jeśli zechce ściągnąć ten plik z torrentów, może tylko grzecznie poprosić o zapłacenie 5 dolarów.

Louis C.K. (Fot. FX)
Louis C.K. (Fot. FX)

Występ Louisa C.K. w ciągu kilkunastu dni zainteresował ponad 200 tysięcy osób, co oznacza, że artysta zarobił okrągły milion. Ale komik nie był pierwszy – w 2007 roku Radiohead zarobił ponad milion na albumie, który można było pobrać za "ile chcecie zapłacić".

Rozsądna cena czyni cuda

Sukcesy takich serwisów jak Netflix, w których można za 7,99 dol. miesięcznie oglądać mnóstwo filmów i seriali, czy Deezer albo Spotify, w których również za niewygórowaną opłatą można do woli słuchać muzyki, pokazują, że wcale nie jesteśmy urodzonymi piratami.

Jeśli widzimy w tym sens, to płacimy. Za dokument o Zatoce Piratów, za występ komika, który nie utrzymuje darmozjadów zwanych pośrednikami, za grę, za dostęp do bazy utworów czy seriali. W Polsce sytuacja jest specyficzna, bo Netfliksa wciąż nie mamy i w ogóle cyfrowa dystrybucja wciąż jeszcze raczkuje. Korzystanie z VoD wciąż bywa niezbyt wygodne, a ceny zazwyczaj są rodem z kosmosu (typu 5 zł za jeden odcinek "M jak miłość").

Nie jest jednak tak, że Polacy to piraci. Laurent Billion z Deezera powiedział niedawno w rozmowie z AntyWebem, że Polacy są w czołówce narodów najchętniej płacących za muzykę. To o czymś świadczy.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)