G.I. Joe vs Transformers 2 - który film zwyciężył?

G.I. Joe vs Transformers 2 - który film zwyciężył?10.08.2009 19:00
gi-joe-vs-transformers
gi-joe-vs-transformers
Ireneusz Podsobiński

Świeżo po seansie filmu G.I. Joe: Czas Cobry naszło mnie na porównanie go z innym hitem tego lata - Transformers: Zemsta upadłych. Nie bez powodu wybrałem tę pozycję - obie produkcje powstały na podstawie linii zabawek firmy Hasbro. Ciekawe jest jednak to, że przed premierą Transformers 2 byłem bardzo pozytywnie nastawiony, a moje wrażenia pewnie już zdążyliście przeczytać. Odwrotnie z kolei było z G.I. Joe, po którym nie oczekiwałem niczego dobrego. A jak wyszło? O tym przekonacie się w pojedynku żołnierze kontra roboty. Będzie nokaut?

Świeżo po seansie filmu G.I. Joe: Czas Cobry naszło mnie na porównanie go z innym hitem tego lata - Transformers: Zemsta upadłych. Nie bez powodu wybrałem tę pozycję - obie produkcje powstały na podstawie linii zabawek firmy Hasbro. Ciekawe jest jednak to, że przed premierą Transformers 2 byłem bardzo pozytywnie nastawiony, a moje wrażenia pewnie już zdążyliście przeczytać. Odwrotnie z kolei było z G.I. Joe, po którym nie oczekiwałem niczego dobrego. A jak wyszło? O tym przekonacie się w pojedynku żołnierze kontra roboty. Będzie nokaut?

  1. Fabuła

Jest to ostatnia rzecz, na którą powinno się zwracać uwagę przy letnich produkcjach. Ale kiedy jest ona na tyle głupia, że psuje odbiór całości, trudno przejść obok niej obojętnie. Scenarzyści Transformers 2 chcieli chyba napisać złożoną historię. Niestety rezultatem była fabuła pełna bzdur i nielogiczności (mega-działo w piramidzie, zmartwychwstający Sam), z powciskanymi na siłę wątkami (chociażby Pretender).

G.I. Joe uchronił się tego błędu. Historia jest względnie sensowna i trzymająca się w ramach tolerancji. Supertajna dobra organizacja walczy ze złą organizacją działającą pod przykrywką. Ci pierwsi mają fajne zabawki, ale ci drudzy mają jeszcze fajniejsze, których ku uciesze widzów nie zawahają się użyć. Trochę flashbacków, podczas których poznajemy przeszłość bohaterów, a i miejsce na historię miłosną się znalazło. Wszystko jest znośne i nie drażni zbytnio.

Punkt dla: G.I. Joe

  1. Akcja

2,5 godziny akcji non stop kontra 2 godziny akcji non stop. Reguła podobna, ale o ile G.I. Joe zlatuje bardzo szybko, o tyle dodatkowe pół godziny Transformers 2 zaczyna męczyć. Oba filmy z kolei cierpią na zbyt długie finałowe pojedynki - o ile w przypadku robotów wyciąłbym jakieś 20 minut, o tyle Joe vs Cobra mogliby być krótsi tylko o  kilka minut.

Ponadto film Stephena Sommersa nie zgrzeszył niepotrzebnymi wątkami, które zwalniają akcję. Każda scena czemuś służy. Nie znajdziecie tu najaranej mamuśki czy gościa, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie, tylko po to by? no właśnie po co? (mowa oczywiście o Leo).

Punkt dla: G.I. Joe

  1. Efekty specjalne

Zwiastuny nie wróżyły niczego dobrego w przypadku filmu Sommersa. Jak na dzisiejsze czasy efekty wyglądały dość sztucznie i plastikowo. Nie wiem, czy spece od efektów cyfrowych obudzili się w ostatnim momencie, ale w kinie nie wygląda to tak źle. Szału nie ma, jednakże przyczepiać się na siłę także nie trzeba. A szału nie ma, ponieważ pod względem efektów specjalnych prym bez wątpienia wiedzie Transformers 2. Można wiele zarzucić Michaelowi Bay'owi, ale ten element dopracował w najmniejszym szczególe.

Punkt dla: Transformers 2

  1. Humor

Po zwiastunach spodziewałem się, że G.I. Joe pójdzie drogą Transformers 2 i obok mnóstwa akcji na każdym kroku będziemy raczeni niewybrednym humorem. Nic z tych rzeczy. Owszem, tu i ówdzie można się trochę pośmiać (Marlon Wayans stara się jak może), ale nie ma tu nic tak głupkowatego jak jaja Devastatora czy ?nawrócony? Decepticon piep* nogę Megan Fox. Humor w G.I. Joe mieści się w granicach rozsądku i jest na poziomie.

Punkt dla: G.I. Joe

  1. Coś dla oka

Wydętousta, plastikowa Mikaela Banes kontra boska, czarnowłosa Baroness i urocza, ruda Scarlett. Wybór jest oczywisty. Od pań w G.I. Joe nie mogłem oderwać wzroku. Wybaczcie mi fani Megan Fox, ale na Transformers 2 widziałem tylko usta, które do tej pory mnie prześladują. Sienna Miller i Rachel Nichols są naturalnie piękne i nie potrzebują świecącego błyszczyka by? sami wiecie co.

Punkt dla: G.I. Joe

Słowo na koniec: Tak więc nokautu nie ma, ale film Stephena Sommersa wygrał zdecydowanie na punkty. G.I. Joe nie męczy długością, nie irytuje głupkowatym humorem i nazbyt bzdurną fabułą oraz nie jest wybiegiem dla  aktoreczki, którą wciśnięto do scenariusza z jednego tylko powodu. Wszystko ma ręce i nogi.

A jak jest według Was?

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)